NewsNOWY TOMYŚL

Żyją bez wody, bo urząd od 15 lat nie potrafi rozwiązać problemu. „Jesteśmy załamani”3 min na czytanie

News - Żyją bez wody, bo urząd od 15 lat nie potrafi rozwiązać problemu. „Jesteśmy załamani” - myregion

Gospodarstwo Tadeusza Matysiaka w Kozich Laskach (gm. Nowy Tomyśl), podobnie jak trzy sąsiednie, nie ma bieżącej wody. Mężczyzna od 2006 roku pisze do gminy, a ta niezmiennie twierdzi, że nie ma pieniędzy, by wykonać przyłącza. Urząd posiłkuje się przy tym wyliczeniami Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, z których ma wynikać, że inwestycja jest nieopłacalna. Pytanie tylko, dla kogo.

Tadeusz Matysiak sam doprowadził wodę do domu za pomocą zestawu hydroforowego. Poziom wody w studni mierzył dotąd specjalnym kijem z podziałką. Jednak gdy nie ma prądu, pompa nie działa. Mężczyzna z wykształcenia jest inżynierem budownictwa. Dlatego pisma, które kierował do gminy, zawierały merytoryczne argumenty. Te jednak nikogo nie przekonały. Teraz, gdy ciężko choruje, o wodę walczą jego córki. Ale im też brakuje już sił.

– Chciałabym zamieszkać z rodziną u ojca, ale nie wiem, czy dla kilku osób wody wystarczy – przyznaje jedna z córek, Barbara Kościelniak. Wyjaśnia, że ojciec gospodarował wodą bardzo oszczędnie, ale nawet wtedy zdarzało się, że musiał wozić pranie do znajomych. – Jak to możliwe, że w XXI wieku nie można doprosić się o bieżącą wodę? Nasz ojciec tak długo o to zabiegał… – rozkłada ręce pani Barbara przyznając, że są załamani tą sytuacją. 

– Za drogo, za daleko, za późno… – sołtys Kozich Lasek Małgorzata Błachowiak potwierdza, że argumenty urzędu od lat są niezmienne. Wyjaśnia, że mieszkańcy czterech gospodarstw starają sobie jakoś radzić i czerpią wodę ze studni. – Ale w upalne lata czy suche zimy poziom wód jest niski, dlatego muszą oszczędzać. Bo zamawianie wody z PWiK jest drogie w specjalnych zbiornikach jest drogie. Firma liczy sobie też za transport – tłumaczy Małgorzata Błachowiak. 

W sprawę zaangażowany jest radny Błażej Lipiecki z Wytomyśla. Od miesięcy porusza on sprawę w urzędzie i tłumaczy, że w ostatnich latach poziom wód gruntowych się obniżył, a to coraz większy problem dla wspomnianych mieszkańców. Lipiecki przypomina, że gmina kilkukrotnie zapewniała, że weźmie problem pod uwagę i uwzględni jego rozwiązanie w budżecie. Ale do tej pory tego nie zrobiono. Tymczasem, w ocenie radnego, temat można rozwiązać na dwa sposoby. 

– Można pociągnąć rury od sąsiada, który ma wodę, a jego gospodarstwo jest oddalone od pana Matysiaka o zaledwie 800 metrów – proponuje Błażej Lipiecki. I wskazuje też na drugie rozwiązanie. – Przy autostradzie jest miejsce obsługi podróżnych, które od domu pana Matysiaka dzieli zaledwie 200 metrów. Czy to takie trudne zwrócić się do Autostrady o pomoc w rozwiązaniu problemu? – pyta radny. Ale zarówno on, jak i mieszkańcy przyznają, że nie ma dobrej woli ze strony urzędu. Dowodem są liczne pisma, słane już od 15 lat. 

Zwróciliśmy się z pytaniami w tej sprawie do gminy. Czekamy na odpowiedź. 

AS

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News