GRODZISKNews

Zainwestował w restaurację, zamknął po miesiącu. Ale jest optymistą i wierzy, że będzie dobrze3 min na czytanie

GRODZISK - Zainwestował w restaurację, zamknął po miesiącu. Ale jest optymistą i wierzy, że będzie dobrze - myregion

Paweł Woźniczak z Koncept Burger rozpoczął działalność w Grodzisku Wlkp. we wrześniu 2020. Zainteresowanie jego kuchnią było tak duże, że trzeba było rezerwować wizytę na konkretną godzinę. Po miesiącu musiał jednak zamknąć restaurację przez wprowadzone w całym kraju obostrzenia.

– Zainwestowałem własne pieniądze, a nie dostałem w czasie pandemii żadnego wsparcia, ani złotówki – przyznaje przedsiębiorca. – Nie miałem do czego porównać swoich dochodów, bo przecież rozpocząłem działalność w 2020 roku. Dlatego tarcze mnie ominęły – wyjaśnia. 

Paweł w gastronomii pracuje od 2013 roku. Pięć lat temu zaczął zdobywać doświadczenie ucząc się od najlepszych szefów kuchni w nowoczesnych restauracjach w Poznaniu – w Oskomie i ekskluzywnej Blow Up Hall 50 50. Zdobywał doświadczenie w różnych kuchniach. Od polskiej po śródziemnomorską, od hotelowej po cateringową. 

– Widząc, że w moim rodzinnym mieście brakuje miejsca tylko z burgerami postanowiłem zaryzykować – mówi Paweł Woźniczak. – Wynająłem lokal i zacząłem je serwować klientom. Nie był to szczyt moich marzeń, ale w tych czasach trzeba patrzeć tam, gdzie są pieniądze, a nie ambicje – wyjaśnia, że dlatego zdecydował się na restaurację tego typu. 

Gdy ekipa Koncept Burger zaczynała we wrześniu, funkcjonowanie restauracji było normalne. Dezynfekcja stolików, reżim sanitarny, dbanie o bezpieczeństwo klientów. Wszystko było przestrzegane. Paweł Woźniczak cieszy się, że udało się rozreklamować i „rozruszać” restaurację. Mówi, że zainteresowanie było duże, szczególnie młodej klienteli, która nie musiała jechać na sezonowaną wołowinę do Poznania, bo miała ją na miejscu. Jak tłumaczy, taka wołowina wyróżnia się wyjątkową kruchością przez proces sezonowania. Dojrzewa w temperaturze od 0 do 4 stopni Celsjusza, co trwa nawet osiemdziesiąt dni. I taką wołowinę można zjeść w grodziskiej restauracji.

Po miesiącu funkcjonowania restauracje zostały zamknięte i pozostało tylko serwowanie dań na wynos. U Pawła Woźniczaka sprzedaż spadła o 70 proc. i według niego prowadzenie lokalu „na wynos” kompletnie się nie opłaca. – Mnie przede wszystkim chodzi o kontakt z klientem. O to, by tworzyć atmosferę fajnego miejsca – podkreśla właściciel. – Gdybym chciał funkcjonować „na wynos”, to otworzyłbym food-truck – mówi pan Paweł. 

15 maja mogą ruszyć ogródki, pod koniec miesiąca otwierają się restauracje. – Muszę poczekać do końca miesiąca – mówi restaurator. – Nie stać mnie na stworzenie ogródka, bo to duża inwestycja. A ja porządnie zarabiałem praktycznie przez miesiąc funkcjonowania. Od października cały czas dokładam do interesu, ratują mnie jedynie weekendy. Najbardziej soboty, bo w tygodniu mało się dzieje – dodaje mówiąc, że musiał zwolnic pracownika, żeby nie popaść w długi.

Na otwarcie czeka z niecierpliwością, a pytają o to też klienci. Dziś wiadomo, że na początku będzie tylko 10 miejsc, czyli 50 proc., zgodnie z obostrzeniami. – Ale wróci klimat i nadzieja na rozwój. Z natury jestem optymistą i wierzę, że będzie dobrze – kończy pan Paweł. 

AS

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w GRODZISK