NewsWOLSZTYN

Wolsztynianie na “dachu Europy”. Zdobyli najwyższą górę kontynentu – Mont Blanc!2 min na czytanie

News - Wolsztynianie na “dachu Europy”. Zdobyli najwyższą górę kontynentu – Mont Blanc! - myregion

– To wyprawa życia – mówi Marcin Kruk, który najwyższy szczyt na kontynencie zdobył razem z bratem Kamilem i dwoma kolegami.

Najwyższy szczyt Alp leży na granicy francusko – włoskiej i ma wysokość 4 tys. 809 m n. p. m. Cel zdobycia najwyższej góry Europy postawili sobie dwaj bracia z Wolsztyna. Cały wyjazd i atak na szczyt zajął im kilka dni, ale jak podkreśla Marcin Kruk – przed taką wyprawą trzeba już mieć trochę doświadczenia.

Każdego roku latem szczyt Mont Blanc usiłuje zdobyć nawet ok. 400 osób. Mont Blanc, choć technicznie zaliczany do niezbyt trudnych, wymaga znajomości różnych technik zimowych i obycia z wysokością. Bracia Kruk na wyprawę udali się w czteroosobowej ekipie, we Wrocławiu dołączyli do nich Paweł Zdunek z okolic Warszawy i Arkadiusz Szostkak z Krakowa.

Przed wspinaczką na Mont Blanc postanowili podjąć pierwszą próbę aklimatyzacji wspinając się na Grand Paradiso. Szczyt położony w regionie Dolina Aosty ma 4 tys. 61 m n. p. m. Podejście udało się dopiero za drugim razem, gdy wybrali trasę przez lodowiec pocięty szczelniami. Stamtąd grupa pasjonatów pojechała do Francji, na camping w miejscowości Les Houches. – Gdy robiliśmy rezerwację na początku lipca okazało się, że w schroniskach nie ma już miejsc. Dostępne były tylko pola namiotowe – mówi pan Marcin.

Ostatniego dnia sierpnia kolejką linową wjechali do stacji Bellevue (1 tys. 800 m n. p. m.). Stamtąd kolejką zębatą dostali się do końcowej stacji Nid d’Aigle (2 tys. 380 m n. p. m.), skąd zaczęło się zasadnicze podejście. Ścieżka kluczy w surowej, kamienistej scenerii, wspinając się powoli – pod koniec nieco stromo – ku wschodowi. Po drodze minęli stary, kamienny schron (Baraque des Rognes, 2768 m), mogący służyć jako awaryjny w razie niepogody i dotarli do schroniska Tete-Rousse (3 tys. 167 m n. p. m.). Tu na polu namiotowym zostali na noc. W dalszą drogę wyruszyli 1 września, ok. godz. 2 w nocy.

– Od wysokości ok. 3 tys. 800 metrów jest tylko lodowiec. Po drodze na wysokości ok. 4 tys. 200 metrów mieliśmy schron ratunkowy, a dalej za Tete-Rouse czekał najtrudniejszy i najbardziej ryzykowny odcinek – przejście Grand Couloir, zwanego Kuluarem Śmierci lub Rolling Stone – mówi pan Marcin. Opadając setki metrów spod szczytu Aiguille du Gouter, zbiera lawiny śniegu i kamieni, z impetem lecące przez ścianę. Kuluar ma mniej niż 100 metrów szerokości, rozegrało się w nim jednak sporo dramatów, a niespodziewane obrywy zabrały życie wielu wspinaczom. Kruk wyjaśnia, że przejście pokonali w trudnych warunkach, jeszcze w nocy, oświetlając drogę światłami z czołówek. Na szczyt dotarli ok. godz. 11. Do namiotów wrócili ok. godz. 18.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News