EXTRANews

Wolą garaż niż noclegownię. „Chcemy im pomóc, ale takie życie to ich wybór”4 min na czytanie

EXTRA - Wolą garaż niż noclegownię. „Chcemy im pomóc, ale takie życie to ich wybór” - myregion

– Nie chcemy umierać na schodach ratusza! – protestowali wiosną bezdomni ze Zbąszynka, ale nic nie wskórali. Burmistrz zamknął im nieformalną ogrzewalnię, bo zmienili ją w melinę i do dziś się nie ugiął. Jak mówi Katarzyna Rucioch z OPS-u – to była oddolna inicjatywa pomocy, której nie umieli uszanować.

– Zapewniamy im wszelką wymaganą pomoc. Mają zasiłki, korzystają z posiłków i pomocy rzeczowej i żywnościowej. Mamy także zawarte umowy z noclegownią w Świebodzinie i ogrzewalnią w Gorzowie Wielkopolskim, do których w każdej chwili mogą pojechać… I tylko jeden pan Sławek wyraził chęć skorzystania z tej propozycji – wyjaśnia Katarzyna Rucioch. Wyraził chęć, ale jeszcze nie pojechał. – Mamy nadzieję, że gdy zrobi się jeszcze zimniej, inni też się zdecydują – podkreśla.

Jeszcze wiosną bezdomni ze Zbąszynka stanowili zwarte szeregi. Walczyli o to, co jak twierdzili niesłusznie zostało im odebrane – Cieplarnię, która została im udostępniona w wyremontowanym niewielkim budyneczku pokolejowym. Nic szczególnego – ławki i ubikacja, ale było cieplej niż na dworze i w nieogrzewanym pustostanie. Zdaniem burmistrza Wiesława Czyczerskiego nie docenili gestu. Robili chlew i dochodziło do burd, więc zamknął przybytek, a oni winą za wszystko obarczyli nową szefową OPS-u. Jak większość bezdomnych, których sytuacja nauczyła nachalnie żądać twierdzili, że dostęp do obiektu im się należy i mówili, że bez niego zaczną chorować i umierać w pustostanach i na schodach ratusza, ale choć aura nie rozpieszczała, nikt nie umarł i w ogóle niewiele się w ich sytuacji zmieniło. Lato, jak zwykle, im sprzyjało i nawet Covid nie zaszkodził. Nadal jest ich ośmioro, a wśród nich 54-letnia niewidoma Wioletta. Są też m.in. 56-letni Grzegorz, bezdomny od 25 lat i 43-letni Wiesiek – zdolny budowlaniec… I niby trzymają się razem, ale każde z nich tak naprawdę radzi sobie na własną rękę.

Sławek ma 49 lat. Urodził się w Zbąszynku i nigdy z niego nie wyjechał. Ci, którzy go znają wspominają, że miał ładną żonę i dzieci, ale wybrał alkohol i od prawie 9 lat żyje na ulicy. Od jakiegoś czasu trzymał się bardziej doświadczonego kolegi – 56-letniego Krzysztofa. On także pochodzi ze Zbąszynka, ale nim ponad 11 lat temu został bez dachu nad głową, ożenił się i osiedlił w Szczańcu. Dziś jego była żona i córka mieszkają zagranicą, a – bezdomny czy nie, ma przecież swoją godność i nie chce być ciężarem dla bliskich. Jeszcze ubiegłej zimy obaj mężczyźni wynajmowali wspólnie pokój, ale teraz, razem z resztą kompanów mieszkają w garażu przy pustostanie, który grupa zajmowała w ubiegłym sezonie. – Mają tam legowiska, a jak posprzątają, to nawet da się wejść – mówi Katarzyna Rucioch, ale sprzątają rzadko. W budynku nie ma ogrzewania, nie wspominając o innych tak podstawowych sprawach jak bieżąca woda czy sanitariat. Nic dziwnego, że Sławek chce przeżyć zimę w lepszych warunkach, choćby i w Świebodzinie. Tam dostanie łóżko i nie zamarznie we śnie. I już mu prawie nie przeszkadza, że regulamin i pić nie wolno…

Katarzyna Rucioch przekonuje, że w przypadku tej grupy takie życie to wybór. Oni sami deklarowali i deklarują, że nie chcą się dać pozamykać w schroniskach i noclegowniach. – Każde z nich ma jakiś dochód. Jak nie rentę socjalną, to zasiłek stały. Niektórzy wyższy niż najniższa emerytura – podkreśla urzędniczka. – Wszyscy złożyli u nas oświadczenia, że nie życzą sobie byśmy ingerowali w ich sytuację mieszkaniową i nie chcą od nas żadnej pomocy, ale i tak ją monitorujemy. Co najmniej raz w tygodniu ich odwiedzamy, czasem częściej. W każdej chwili, gdy znajdą się w potrzebie, otrzymają od nas pomoc i wsparcie – zapewnia. Ale póki co, nie chcą. – W ich przypadku to wybór, bo każde z nich mogłoby żyć inaczej. Pani Wioletta, gdy ma taką potrzebę, też potrafi sobie wynająć pokoik i przemieszkać jakiś czas… A potem wraca – dodaje, że część z tych, którzy wybrali sobie koczowisko Zbąszynek, tak naprawdę ostatni meldunek ma w zupełnie innej gminie, stamtąd ma świadczenia i tam powinna się starać o wszelką pomoc. Dlaczego akurat to miasto ich przyciąga? 

Tymczasem, jak każdej jesieni, policja apeluje o niepozostawianie osób bezdomnych bez pomocy. Okoliczne gminy twierdzą wprawdzie, że problem na ich terenie nie istnieje, ale życie pokazuje, że koczujący tu i ówdzie ludzie są albo mogą się pojawić wszędzie i w każdym momencie. W końcu wielu z nich – inaczej niż w Zbąszynku, nic ich w jednym miejscu nie trzyma. – Jeden telefon z informacją o tym, że gdzieś taka osoba bezdomna przebywa, może uratować jej życie. Pijany czy trzeźwy, bezdomny czy tylko nie miał siły dotrzeć do domu, to zawsze jest człowiek – przypominają mundurowi w całym kraju. – Jeśli nie będzie chciał skorzystać z pomocy, którą mu zaoferujemy, to trudno. Nikogo nie można zmusić do jej przyjęcia, ale obojętność i zaniechanie pomocy są najgorsze – podkreślają. Wszelkie informacje o miejscu przebywania osób zagrożonych wychłodzeniem można zgłosić policji lub miejscowemu ośrodkowi pomocy społecznej.

EI 

Podziel się informacją ...

Zobacz inne

Więcej w EXTRA