NewsREGION

Wieżę zamknięto, ale samolot odleciał. Z prezydentem na pokładzie3 min na czytanie

News - Wieżę zamknięto, ale samolot odleciał. Z prezydentem na pokładzie - myregion

Lotnisko w Babimoście, a konkretniej start samolotu z prezydentem Andrzejem Dudą na pokładzie, to temat szeroko komentowany w ogólnopolskich mediach. Bo według dziennikarzy, w lipcu ubiegłego roku maszyna wystartowała mimo tego, że lotnisko zamknięto, a na wieży kontroli lotów nikogo nie było. 

Próbę ukrycia incydentu, do którego doszło w lipcu 2020, podczas kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy, ujawniła we wtorek Wirtualna Polska. Jak napisano, tuż przed wyborami grono najważniejszych osób w polskim lotnictwie cywilnym robiło wszystko, by ukryć złamanie przepisów dotyczących bezpieczeństwa. – W niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły nagrania z kokpitu maszyny, którą leciał prezydent, a kapitan wkrótce po incydencie została odwieszona. Po kilku tygodniach została gwiazdą magazynu wydawanego dla pasażerów LOT-u. W lipcu 2020 samolot z prezydentem Andrzejem Dudą przez cztery minuty leciał bez formalnej kontroli z ziemi, w przestrzeni dostępnej dla każdego statku powietrznego – pisze Wirtualna Polska. 

Feralnego dnia prezydent prowadził kampanię prezydencką. Było gorąco, bo po piętach deptał mu Rafał Trzaskowski. Duda nie czekając więc na cud jeździł od miasta do miasta, odwiedzając m.in. Sulęcin i Nową Sól. Owe spotkania się przeciągnęły, nie wspominając o tym, że w drugim z miast entuzjastów urzędującego prezydenta skutecznie zagłuszyli jego przeciwnicy. Skończyło się gwizdami, a nawet zarzutami za znieważenie głowy państwa dla jednej ze skandujących. W każdym razie po niekoniecznie udanym spotkaniu trzeba było pokonać jeszcze ponad 50 km, by dotrzeć do Babimostu. Jak podaje WP, kawalkada samochodów wjechała na teren portu o 21.48, a pasażerowi byli gotowi do startu siedem minut później. I chwilę potem załoga samolotu dostała komunikat, że o godz. 22 lotnisko zostaje zamknięte, a pracę kończy kontroler lotu. – Za samowolne przedłużenie dyżuru groziłaby mu surowa kara – informuje ogólnopolski portal. I dodaje, że mimo tego samolot wystartował i przez kilka minut leciał bez żadnej kontroli z ziemi. Dopiero później przejęli go kontrolerzy z Poznania. 

Decyzję o starcie podjęła kapitan samolotu z dwuletnim stażem na tym stanowisku. Tym samym łamie przepisy i ryzykuje, że samolot zderzy się w powietrzu z inną maszyną. A tych każdego roku na niebie przybywa. Jak zauważa WP, obecnie do rejestru prowadzonego przez prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego jest wpisany ponad 3 tys. statków powietrznych. To oznacza, że samolot z prezydentem na pokładzie w każdej chwili mógł wejść na kurs kolizyjny z którymś z nich. Na szczęście, nie wszedł, ale już kilka dni po incydencie o sprawę pytają dziennikarze a prezes PLL LOT zakłada na jednym z komunikatorów specjalną grupę, gdzie ustala z wiceministrami, dyrektorami i członkami zarządu LOT-u, jaki komunikat wystosować do mediów. Padają tam słowa o „naciskach pasażerów”, by samolot wystartował, jest też mowa o złamaniu przepisów i o tym, jak wybrnąć z sytuacji, która może zaszkodzić prezydentowi w wyborach. Pokłosiem ustaleń jest fakt, że żadne z mediów tematu „nie podchwytuje”. Sprawa wybrzmiała dopiero teraz, choć większość uczestników wspomnianych rozmów na temat zdarzenia twierdzi, że nikt prawa nie złamał. 

Mimo tego postępowanie w sprawie trwa, ale nie ma odpowiedzi na to, kiedy się zakończy. WP zwraca uwagę na fakt, że niezgłoszenie incydentu przez kapitan samolotu doprowadziło utraty nagrań. Nie przeszkodziło to doradcy zarządu LOT-u, by kapitan zaprezentować w magazynie wydawanym przez LOT. Napisano tam, że kapitan „zakochała się w lataniu od pierwszego wejrzenia”, a na pokładzie odpowiada przygotowywanie dokumentacji związanej z regulaminami i procedurami obowiązującymi na danych lotniskach. 

ŁR

Źródło: Wirtualna Polska

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News