NewsNOWY TOMYŚL

Trzech pilotów, wszyscy uziemieni. A statek powietrzny czeka…3 min na czytanie

News - Trzech pilotów, wszyscy uziemieni. A statek powietrzny czeka… - myregion

Dwóch strażników miejskich w Nowy Tomyślu oraz pracownik wydziału ochrony środowiska w urzędzie mogą obsługiwać drona, którego w ubiegłym roku kupiła gmina. Urządzenie kosztowało 50 tys. zł i jest wyposażone w specjalne czujniki, dzięki którym można wykryć, czym palą mieszkańcy. Tyle tylko, że dron ani razu nie wzbił się jeszcze w powietrze, a piloci muszą czekać, aż cała procedura związana z uprawnieniami i innymi formalnościami dobiegnie końca.

Trzej piloci, bo w rozumieniu prawa lotniczego tak mogą być już nazywani, przeszli niezbędne szkolenia w ubiegłym roku. Dostali nawet świadectwa kwalifikacji, ale okazało się, że od 31 grudnia swoje przepisy narzuciła Unia Europejska i teraz trzeba wszystko zmieniać. Komendant Straży Miejskiej w Nowym Tomyślu Arkadiusz Wieczorek zapewnia jednak, że to tylko formalność, bo posiadając dokumenty, które już dotarły, można latać. Komendant tłumaczy, że przeszkodą pozostaje jedynie kwestia ubezpieczenia drona, ale załatwianie tych formalności jest na finiszu. Wydaje się więc, że że tzw. bezzałogowy statek powietrzny, bo tak fachowo określa się drona, nawet w tym tygodniu może wzbić się w powietrze. – Zanim to nastąpi pozostanie tylko oklejenie go specjalnymi naklejkami, na których widnieć będą numery licencji pilotów – mówi Arkadiusz Wieczorek wyjaśniając, że to jeden z wymogów wspomnianego Urzędu Lotnictwa Cywilnego. A w skrócie chodzi o to, by było wiadomo kogo ścigać, jak dron roztrzaska się o ziemię. 

Odchodząc jednak od pilotów – wiadomo już konkretnie, czemu ma służyć statek powietrzny kupiony przez gminę. Arkadiusz Wieczorek wyjaśnia, że czujniki umożliwiają wykrycie tego, czy w piecu są spalane plastiki lub materiały zawierające różnego rodzaju kleje. Generalnie idzie więc o walkę ze smogiem, choć komendant podkreśla, że kontrole trwają od dawna. Ze statystyk wynika, że w 2018 roku nowotomyscy strażnicy 33 razy odwiedzali domy, gdzie istniało podejrzenie spalania tego, czego nie wolno. Rok później pukali do drzwi 244 razy, a w ubiegłym roku, do marca, 88 razy. – Na przeszkodzie stanął nam koronawirus – przyznaje Arkadiusz Wieczorek tłumacząc, że kontrole wstrzymano, by nie narażać mieszkańców na zakażenie. Ale już je wznowiono, a niebawem będzie do nich wykorzystywany wspomniany już dron.

Szef strażników wyjaśnia, że urządzenie będzie w powietrzu nie tylko w dni robocze, ale i w świąteczne. – Jeżeli okaże się, że spalane są niedozwolone substancje, właściciel może zostać ukarany nawet 500-złotowym mandatem, a jeżeli wyjdzie na jaw, że ma też węgiel niezgodny z normami, to kara może wzrosnąć – mówi Wieczorek. Zwraca uwagę, że przysługuje prawo odmowy przyjęcia mandatu, ale wówczas z pieca zostanie pobrana próbka, która trafi do laboratorium. Jeżeli przypuszczenia strażników dotyczące palenia niedozwolonymi substancjami się potwierdzą, sprawa trafi do sądu. Ten może zdecydować nawet o 5 tys. zł kary i orzec o pokryciu kosztów badania tego, co było w piecu. To kolejne 500 zł. 

Ale Arkadiusz Wieczorek uspokaja. – Z roku na rok obserwujemy, że coraz więcej mieszkańców zmienia źródła ogrzewania – mówi wskazując, że na wymianę pieca można otrzymać dofinansowanie. I zaznacza, że to, że z komina leci czarny dym wcale nie oznacza, że spalane są niedozwolone substancje. – Ważne, by zwracać uwagę na to, czym się pali. Pilnować, by węgiel był odpowiedniej jakości, podobnie jak drewno, które kupujemy – tłumaczy komendant. Wyjaśnia też, że strażnicy kontrolują głównie wtedy, kiedy otrzymują zgłoszenia od mieszkańców. I nie zawsze się one potwierdzają. – A dron już niebawem będzie w powietrzu. Dziś został zarejestrowany – podsumowuje komendant wskazując, że pewnych formalności przyspieszyć się nie da.

ŁR

Podziel się informacją ...
  • 4
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    4
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News