NewsNOWY TOMYŚL

Trwałe upamiętnienie dawnych żydowskich sąsiadów. Kamienie pamięci na ulicach Zbąszynia5 min na czytanie

News - Trwałe upamiętnienie dawnych żydowskich sąsiadów. Kamienie pamięci na ulicach Zbąszynia - myregion

28 października 1938 roku z faszystowskich Niemiec deportowano kilka tysięcy Żydów polskiego pochodzenia w ramach „Polenaktion”. Wielu z nich znalazło się nagle, jednej nocy w Zbąszyniu, wtedy pierwszym polskim mieście za granicą III Rzeszy z RP. W ciągu kilku dni z terytorium Niemiec wydalono na granicę z Polską prawie 17 tys. osób.

Mieszkańcy Zbąszynia i władze samorządowe od kilkunastu lat przypominają o tej niechlubnej rocznicy, by tamte wydarzenia, „Preludium Zagłady”, jak nazywał je profesor Jerzy Tomaszewski, zostały w pamięci potomnych. Organizuje się w Zbąszyniu z tej okazji w różnej formule „Dni Otwartych Ramion”, by pamiętać, że lokalna społeczność okazała deportowanym pomoc.

W tym roku rocznica deportacji miała wyjątkową oprawę: z inicjatywy trzech osób: Józefa Jaskulskiego z Poznania oraz mieszkańców Zbąszynia, Anity Rucioch-Gołek i Wojtka Olejniczaka, przy wsparciu lokalnych władz, w miejscach, przy których mieszkali przed II wojną światową zbąszyńscy Żydzi, wmurowano tzw. Kamienie Pamięci, czyli Stolpersteiny. W ten sposób upamiętniono zbąszyńskie rodziny żydowskie: Grunbergów, Schneiderów i Wajmanów na ulicy Senatorskiej oraz braci Grzybowskich na ulicy 17 Stycznia. Dofinansowanie do powstania Stolpersteinów w Zbąszyniu Fundacja Tres, której prezesem jest Wojtek Olejniczak, otrzymała ze Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny z Warszawy. Część z pamiątkowych kamieni sfinansowali prywatni darczyńcy.

W skromnej, symbolicznej uroczystości wmurowywania stolpersteinów wzięli udział dzięki transmisji wideo na żywo potomkowie zbąszyńskiej rodziny Manheimów: Isabel i Christopher Webber z Wielkiej Brytanii i ich krewni, znajomi, a także osoby zaangażowane w dialog polsko-żydowski z Polski i z zagranicy. Transmisję online prowadził po angielsku Józef Jaskulski, który to kilka lat temu, w wyniku niezwykłych okoliczności, nawiązał kontakt z potomkami zbąszyńskich Żydów.

Nazwa „stolperstein” to słowo z języka niemieckiego, oznacza „kamień, o który się potykamy”, po polsku – „kamień pamięci”. Jest to betonowa kostka wmurowywana w chodnik, pomiędzy kostki brukowe. Niepozorna, ale przyciąga wzrok przechodniów. Kamienie pamięci spotkać możemy w całej Europie (kliknij TUTAJ) – umieszczane są zawsze przed domami, w których mieszały ofiary nazizmu, nie tylko Żydzi. Na mosiężnej płytce jest imię i nazwisko, data urodzenia i deportacji, i jakże często – data i miejsce zamordowania ofiary. Teraz jedenaście Kamieni Pamięci mamy także w Zbąszyniu. Kim są osoby, które upamiętniono?

Herta i Ksyl Grunbergowie mieszkali na ulicy Senatorskiej z dziećmi, córką Feschen i synkami Salomonem i Jakubem. Grunberg prowadził sklep w materiałami i odzieżą razem ze swoim teściem, Aaronem Mannheimem, opiekował się też zbąszyńską synagogą. Była bardzo religijny. Jego żona, Herta, prowadziła dom. Ich wszystkie dzieci urodziły się w Zbąszyniu.

Na ulicy Senatorskiej pod numerem 25, zaraz przed mostem po lewej stronie, patrząc od strony Rynku, przed wojną mieszkał Szmul Wajman. Miał tutaj zakład szewski, w latach 30.tych był w zarządzie gminy żydowskiej i podobnie jak Ksyl Grunberg był szanowanym obywatelem Zbąszynia. Jego żona Vera Luisa była drugą córką kupca zbąszyńskiego, Mannheima, a więc Wajmanowie byli spokrewnieni z Grunbergami. Vera Luisa była gospodynią domową.

Dziś nie ma już młynu braci Grzybowskich, ale w 1938 w jego murach znaleźli schronienie żydowscy wysiedleńcy z Niemiec. Bracia Grzybowscy, Jakub i Rafał, byli właścicielami parowego młyna, który mieścił się w głębi ich posesji. Odkupili budynek od poprzedniego właściciela, Niemca, Leona Sellinga, inżyniera budowlanego, o którym mówiono, że w czasie zaborów miał bardzo dobry stosunek do Polaków. We wrześniu 1930 roku młyn spłonął. Odbudowano go, ale nie wyposażono w urządzenia przemiałowe, więc w październiku 1938 roku w jego pomieszczeniach można było zakwaterować uchodźców, jak podają źródła, nawet 1500 osób.

Cecylia Schneider, z domu Mannheim, urodziła się w Chrośnicy. Jej dwie siostry wyszły za mąż (za Grunberga i Wajmana) i mieszkały w Zbąszyniu, Cecylia zaś wyjechała z mężem do Düsseldorfu. Tam urodziła się Isabela. Niestety, w październiku 1938, podobnie jak tysiące innych Żydów polskiego pochodzenia, Cecylia Schneider wraz z córką i synkiem została deportowana ramach „Polenaktion” do Zbąszynia. Dopiero po kilku dniach zamieszkała u rodziny na ul. Senatorskiej, gdy tylko siostry dowiedziały się, że mieszka z dziećmi w młynie braci Grzybowskich w bardzo trudnych warunkach (był koniec października, a w przeludnionym młynie, gdzie naprędce zorganizowano noclegi, nie było ogrzewania).

Tylko Isabela przeżyła Zagładę. To właśnie ją matka wysłała tzw. kindertransportem do Anglii, mając nadzieję, że szybko do niej dołączy młodszy brat, Dieter, i ona sama. Ale nie dane im było się uratować. Podobnie jak reszcie rodziny, ciotkom Isabeli i ich rodzinom. W 2018 roku Isabela Webber przyjechała do Zbąszynia z synem Chaimem.

Organizatorzy dziękują Zakładowi Usług Komunalnych za pomoc techniczną w organizacji wydarzenia.

RED

FOTO: Józef Jaskólski

Podziel się informacją ...
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News