NewsWOLSZTYN

Taka sytuacja nie powinna się wydarzyć. To spowolnili oczyszczanie jeziora3 min na czytanie

News - Taka sytuacja nie powinna się wydarzyć. To spowolnili oczyszczanie jeziora - myregion

Kryzysowa sytuacja związana z wyłączeniem przepompowni w miejscowości Krutla została opanowana. Woda spłynęła z większości okolicznych pól i nie ma obecnie zagrożenia, że dojdzie do podtopienia szkoły w Powodowie. Jednak nieprzemyślane działania doprowadziły do spowolnienia procesu oczyszczania Jeziora Świętego.

Po dwóch latach istnienia Wody Polskie doszły do wniosku, że przepompownia, która działała przez 40 lat i była istotna dla rekultywacji jeziora, co rozpoczęto w 2019 roku, nie jest potrzebna. W efekcie odłączono prąd i wyłączono przepompownie, a to doprowadziło do zalania okolicznych pól. Było też ryzyko, że woda wedrze się do szkoły w Powodowie. Dopiero dwa tygodnie temu klucze od przepompowni otrzymał wolsztyński starosta. Po tym, jak Wody Polskie przekazały je do urzędu marszałkowskiego. I choć woda z pól spłynęła, przy dużym zaangażowaniu strażaków, problem nie jest rozwiązany. Jakub Lorenz (na zdjęciu), wolsztyński radny i prezes Stowarzyszenia Miłośników Jeziora Świętego i Winnicy, które zabiegało o jego oczyszczenie, przyznaje, że nie może uwierzyć w to, że doszło do takiej sytuacji. Bo może ona spowodować, że czyszczenie jeziora przedłuży się nawet o trzy lata. 

Wyjaśnijmy, że podstawą rekultywacji Jeziora Świętego jest rów Pintus, zasilany wodami z okoliczny pól i spływającymi do zbiornika przy przepompowni. Stamtąd, specjalną rurą (nalewczą), woda jest odprowadzana na dno jeziora. Jest jeszcze druga rura (wypływowa). Służy temu, by odprowadzać z jeziora zanieczyszczenia. W ocenie naukowców Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego, wyłączenie pomp spowodowało przerwanie procesu rekultywacji. Jasno podkreślają oni, że taka sytuacja nie powinna się zdarzyć. – Wprowadzone do jeziora zanieczyszczenia mogą okazać się niebezpieczne dla całego procesu i opóźnić poprawę jakości wody – tłumaczą dr hab. inż. Renata Tandyrak i dr inż. Michał Łopata. Zaznaczają, że tak duży przepływ wody rowem Pintus to nie tylko ogrom zanieczyszczeń, ale i erozja oraz procesy spłukiwania z okolicznych łąk przez zbyt szybkie odprowadzenie wód powierzchniowych. 

W ocenie specjalistów należy jak najszybciej zmniejszyć natężenie przepływu wody. Tymczasem Jakub Lorenz podkreśla, że razem ze starostą czynią kroki, by jak najszybciej włączyć pompy. Na drodze stoją jednak kwestie formalne, dlatego może to jeszcze trochę potrwać. – Według mnie to, co się wydarzyło, spowolni proces oczyszczania jeziora nawet o trzy lata – zwraca uwagę Jakub Lorenz. Przypomina również, że dzięki przychylności Rady Miejskiej i Pana Burmistrza tylko na pierwszy etap oczyszczania jeziora przeznaczono 250 tys. zł, a cały projekt pochłonie milion złotych. Czy część tych pieniędzy wyrzucona będzie w błoto przez to, do czego doszło? Dziś trudno to określić, ale wiadomo, że proces rekultywacji trwa. W tym roku przeprowadzono zarybianie. Do jeziora wpuszczono 30 tys. szczupaków, 15 tys. sandaczy i 300 boleni. 

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News