NewsREGION

Spada liczba kolizji zgłaszanych policji. Szef drogówki: Czasem lepiej do nas zadzwonić4 min na czytanie

News - Spada liczba kolizji zgłaszanych policji. Szef drogówki: Czasem lepiej do nas zadzwonić - myregion

Wzywanie policji do kolizji, gdy nikt z uczestników nie odniósł obrażeń nie jest konieczne, a pozwala uniknąć mandatu i punktów karnych. Z drugiej strony, notatka policyjna nie pozostawi wątpliwości co do winy jednej ze stron. Co i kiedy wybrać, i co wtedy, gdy w sprawę wmiesza się osoba postronna?

Gdy nieobowiązkowe stało się wożenie dowodów rejestracyjnych i polis, liczba zgłaszanych kolizji znacząco wzrosła, bo kierowcy obawiali się, że przy byle stłuczce zostaną oszukani. – Przywykli już jednak do tego, że dokumenty są im pokazywane chociażby w formie zdjęcia w telefonie, o czym świadczy dla odmiany duży spadek zgłaszanych drobnych zdarzeń. Do września było ich o blisko 70 mniej niż w tym samym okresie 2019 r i o kilkanaście mniej niż w analogicznym okresie 2018, co akurat świadczy o spadku liczby kolizji w ogóle – podkreśla szef wolsztyńskiej drogówki, asp. sztab. Piotr Horowski. – Od 5 grudnia z kolei wchodzi przepis, który znosi obowiązek posiadania przy sobie tradycyjnego „papierowego” prawa jazdy. To także może początkowo wzbudzać pewną nieufność, ale być może jej skala będzie mniejsza. Warto pamiętać, że podczas spisywania oświadczenia, nie trzeba okazywać się dokumentami przez zalogowanie się do bazy e-dokument. Wystarczy, że będziemy mieli w telefonie zdjęcie dokumentu. W razie wątpliwości, zawsze można wezwać policję, która zweryfikuje dane – wyjaśnia Piotr Horowski. 

Miała być kolizja, a na miejscu służby nie zastały ani poszkodowanych, ani uszkodzonych pojazdów. Do takiej sytuacji doszło w czwartek (8.10.) na Rondzie Armii Krajowej w Karpicku, gdzie zderzyły się podobno citroen C3 i dacia, ale patrol policji i strażacy nikogo tam nie zastali. – Wygląda na to, że uczestnicy zdarzenia się dogadali przed przybyciem służb i po prostu odjechali. Wprawdzie rzadko zdarza się, by ktoś wzywał nas na miejsce, a potem zmienił zdanie, ale wykluczyć tego nie można. Możliwe także, że o zdarzeniu zawiadomiła osoba postronna o czym kierowcy nie wiedzieli – wyjaśnia Piotr Horowski. Policja nie może nikomu zabronić zawiadamiać o zdarzeniach drogowych, ale czasem warto się zastanowić czy nadgorliwość nie jest niedźwiedzią przysługą. Lepiej zapytać uczestników, czy potrzebują pomocy. 

– Jeśli pojazdy nie utrudniają ruchu i nie zagrażają bezpieczeństwu na drodze, nie ma obowiązku zgłaszania każdej stłuczki. Zwłaszcza, jeśli w zdarzeniu bierze udział tylko jeden pojazd i nie ma poszkodowanych – przyznaje Horowski. Zdarza się jednak, że świadkowie „wyręczają” zainteresowanych, a wtedy sprawca może nawet stracić prawo jazdy. – Na ogół kończy się mandatem, ale jeśli w aucie był pasażer, albo kolizja mogła narazić na niebezpieczeństwo inną osobę znajdującą się na przykład na chodniku, sprawa jest poważna – podkreśla. 

Mundurowych trzeba wezwać do wypadku, w którym są ofiary lub ranni – nawet, gdy ktoś jedynie czuje ból albo dyskomfort, bo może to świadczyć o urazach wewnętrznych. Do służb zobowiązuje kodeks drogowy, a konkretnie art. 44 pkt 2. Policję należy też zawiadomić, gdy są wątpliwości co do stanu trzeźwości uczestników lub przedstawianych dokumentów tożsamości czy pojazdu oraz gdy sprawca nie ma dokumentów lub nie przyznaje się do winy. Warto pamiętać, że ważna jest zgodność danych z dowodu rejestracyjnego z danymi pojazdu – numer rejestracyjny i VIN. Warto też wezwać patrol, jeśli w zdarzeniu brał udział obcokrajowiec, zwłaszcza autem zarejestrowanym za granicą lub gdy sprawcą nie jest właściciel pojazdu.

Wzywanie policji jest zbędne przede wszystkim przy najechaniu na tył – winnym nie może być kierowca pojazdu najechanego chyba, że cofał. To samo dotyczy auta, które stoi, bo tylko pojazd w ruchu może spowodować kolizję. Wyjątek – otwarcie drzwi przed nadjeżdżającym pojazdem. Czasem wręcz lepiej rozjechać się bez angażowania mundurowych. Przy zderzeniu się lusterkami na drodze – za niezachowanie ostrożności czy bezpiecznego odstępu, policja może wlepić po mandacie każdemu kierowcy. Generalnie wato pamiętać, że gdy policja przyjedzie, to ktoś musi wyjść z tego z mandatem, a niekiedy i za „niewinność” można dostać karę. Robiąc więc awanturę o zarysowanie stojącego auta lepiej najpierw sprawdzić czy nie stoi w niedozwolonym miejscu. 

EI

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News