EXTRANews

Skąd wezmę, jak nie mam. Czyli jak tłumaczą się alimenciarze5 min na czytanie

EXTRA - Skąd wezmę, jak nie mam. Czyli jak tłumaczą się alimenciarze - myregion

Nie pracują, a jak już, to dorywczo. Żyją, jakby jutra miało nie być. W tym czasie ich byłe partnerki stają na głowie, by dzieci miały co jeść. Bo Darek, Damian, Tomek, Artur i Piotrek nie płacą. I pewnie płacić nie będą. Bo po co?

– Nie potrafię tego wyjaśnić – mówi Darek (42 l.), który na swoich synów nie wyłożył do tej pory ani złotówki, choć obaj dobiegają dwudziestki. Darek nie ma majątku, zarabia 500 zł miesięcznie (tak twierdzi), mieszka z matką, bratem i jego żoną. Za pokój nie płaci, za to, co zużyje, już tak. Swoje małżeństwo rozwalił, bo pił. Z synami nie utrzymuje kontaktu. I raczej nie zamierza. Bo po dwunastu latach i tak nie byłoby o czym gadać. Darek mówi, że za chwilę dostanie umowę o pracę. – Jak dostanę, to powiem komornikowi – zapewnia. Ale zapewniał już wcześniej. Aż w końcu trafił za kratki. Raz, drugi, a 16 czerwca trzeci. Na pięć miesięcy. Dzięki temu wyzeruje konto, a na synów da państwo. Jak zawsze. Łącznie dało już ponad 40 tysięcy. 

U Damiana (36 l.) jest podobnie, choć kontakt z córką utrzymuje. Czasem da pieniądze, czasem kupi ciucha. Nawet matka przyznaje, że jak córka coś chce, to Damian kupi. Tyle tylko, że Damian alimentów nie płaci. Od dawna. Już trzy lata temu sąd zobowiązał go do łożenia na córkę i podjęcia pracy. – Z całych sił staram się płacić i jeszcze nadpłacać – zaznacza 36-latek, który mieszka w Holandii, ale kłamie. Bo zaraz przyznaje, że miał trudną sytuację, nie miał stałej pracy. – A to, co zarobiłem, to wydałem na jedzenie dla siebie – plącze się. I zapewnia, że to się już nie powtórzy. Teraz znów usłyszał wyrok. Dwa miesiące w zawieszeniu na rok. Plus zobowiązanie do płacenia na córkę. Jak zwykle. Ale to łagodna kara. Bo Damian się ukrywał i go szukali. A jak w przypadku Darka, i za niego płaci państwo. Rachunek powoli dobija to 40 tysięcy, choć do Darka trochę brakuje. 

Przez nieróbstwo Tomka państwo wydało więcej. 32-latek z partnerką się rozstał, bo ta nie wytrzymała jego nieróbstwa. Pozbawiła go praw rodzicielskich, bo na córce mu nie zależało. Nigdy nie przyjechał, prezentu nie kupił, grosza nie przysłał. Poprzedniej partnerce też wyciął taki numer. Rozkochał, zrobił dziecko i zostawił. A wyszło to na jaw, jak drugi raz zrobił to samo, a panie się spiknęły. Teraz jego córce została matka, która się troi, by zapewnić to, co ojciec powinien. Bo ojciec nie zapewni. Przez ostatnie miesiące „tatuś” tuła się po sądach, które zna jak własną kieszeń. Pierwszy wyrok usłyszał w 2015, ale wtedy sędzia przymknął oko i nie zamknął Tomka. Zamknął jednak trzy lata później. I zamknął dwa dni po tym, jak zamknęli Darka – 18 czerwca. Tyle, że Tomka na cztery miesiące. Bo dług przekroczył już 60 tys. I nadal rośnie. 

Wolnością cieszy się jeszcze Piotrek (37 l.), który nie dbał o dziecko, a imprezował. Miał nawet mieszkanie w kamienicy, gdzie nikt nie mieszkał. Dlatego, jak Policjanci poszli go szukać, to nie było nawet kogo spytać. Ale w końcu go znaleźli. Piotrek mówi dziś, że w sumie to chciał widywać córkę, ale konkubina utrudniała. I skarży się, że chorował. – Mam coś z jelitami. Lekarze ledwo mnie odratowali – mówi. Ale ma też powód do dumy.- Byłem uzależniony od papierosów. Rzuciłem! – chwali się, choć zaraz smutnieje. Opowiada, że pandemia pokrzyżowała mu plany. Stracił pracę, choć na szczęście – gdzieś się zahaczył. Jest kucharzem. Może dlatego sąd dał mu szansę. Ma donieść umowę o pracę. I dowód, że komornik ściąga pieniądze. Bo Piotrek, podobnie jak Tomek, przekroczył już sześćdziesiątkę. Tyle tysięcy państwo dało, żeby on nie musiał. 

Rekordzistą jest Artur (31 l.). Kiedy partnerka założyła mu sprawę zapewniał, że będzie płacił. Na gadaniu się skończyło. Pieniędzy nikt nie widział, a długi narosły. Dziś to prawie 80 tys. Dlatego Artur ma bogatą kartotekę. Wyrok w 2013, wyrok w 2016, dwa wyroki w 2018. I kolejny może na dniach. Bo świeży akt oskarżenia leży już w sądzie. A w nim jak byk stoi, że Artur znów nie płaci. Nie wiadomo dlaczego, bo 31-latka jeszcze nie przesłuchano. Ale jego była kobieta mówi, że to słabe, że nie płaci. I żenujące, że ją zdradzał. A jeszcze gorsze, że synem się nie interesował i złotówki nawet nie dał. O obietnicach nie wspominając. Ale alimenciarze tak mają – dużo gadają, mało robią. 

Ze statystyki przestępstw niealimentacji prowadzonej w Polsce od 1990 roku wynika, że liczba dłużników lawinowo rośnie. Ministerstwo Sprawiedliwości podaje, że tylko w 2018 roku prokuratury wszczęły 156 tys. takich spraw (57 tys. rok wcześniej). W 2018 zapadło też 45 tys. wyroków skazujących, a 96 proc. osób uznano winnymi nie płacenia na swoje dzieci. Większość z nich skazano na ograniczenie wolności, czyli prace społeczne (68 proc.). Karę pozbawienia wolności orzeczono wobec 23 proc., karę w zawieszeniu dla 2 proc., a reszcie zasądzono grzywny. 

Sędziowie dość łagodnie traktują alimenciarzy i dają im kolejne szanse. Czasem się to sprawdza, ale nie zawsze. Bo na pięciu oskarżonych, którzy w ostatnim tygodniu stanęli przed wolsztyńskim sądem, czterech to recydywiści. Ale sąd w Wolsztynie zdaje się odstawać od krajowej łagodności. W ubiegłym roku 19 osobom ograniczono wolność, a 16 skazanych trafiło do więzienia. 

Rok wcześniej 29 alimenciarzy dostało szansę, a 21 posłano za kraty. 

Łukasz Rogalski

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA