NewsREGION

Sadownicy w potrzasku. Ceny spadły, koszty wzrosły. Nie ma też chętnych do zbiorów2 min na czytanie

News - Sadownicy w potrzasku. Ceny spadły, koszty wzrosły. Nie ma też chętnych do zbiorów - myregion

Lokalni sadownicy rozważają likwidację sadów, bo uprawy owoców przestały się opłacać. Rosną koszty produkcji, a a ceny np. wiśni kolejny rok są niskie. Pan Michał z gminy Wielichowo swoje owoce wozi do przetwórni w Rydzynie, sam organizuje sobie transport i go opłaca. Każdego dnia sprzedaje w innej cenie, ale nie ma wyboru. – Sadownicy próbują się buntować, jednak gdy owoce wiszą na drzewie, trzeba je zerwać, bo zgniją – mówi właściciel sadu. – Moi koledzy jeden dzień strajkowali i nie przywozili do skupu owoców, jednak następne gdzieś musieli już sprzedać. Wiśnie czy maliny to wrażliwe owoce i nie mogą czekać za długo na klienta – dodaje.

Problem jest też z ludźmi. Młodzi nie chcą, a starszym opłaca się, jeżeli są wprawieni w zrywaniu owoców. Bo za koszyczek zerwanych wiśni można dostać 2,5 zł, a kilogram borówek 5 zł. 

Plantatorzy borówek nie pamiętają takiej niskiej ceny od 10 lat. W tym roku na rynku pojawiło się bardzo dużo owoców, które zostały zasadzone ok 4 lata temu, bo tyle potrzebują sadzonki, żeby zaczęły dawać duże plony. I cena owoców spadła, a koszty prowadzenia plantacji rosną. 

– Ten rok, jeśli chodzi o zyski, jest bardzo kiepski – mówi pan Konrad z gminy Rakoniewice. – Mam małą plantację od 11 lat i już teraz myślę o tym, że za 2-3 lata będę musiał ją zlikwidować. Co roku będzie coraz więcej borówki, bo z każdym rokiem kilkaset nowych hektarów zacznie przynosić większe plony. Tłumaczy, że na wschodzie Polski są plantacje 300-hektarowe, gdzie przy zbiorze pracuje nawet 1000 ludzi. – Z tego powodu małe gospodarstwa sadownicze nie utrzymają się, bo nie wytrzymają konkurencji – dodaje właściciel plantacji.

AS

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News