NewsNOWY TOMYŚL

Ratujemy młodą mamę! Marta chce żyć i ma dla kogo. Teraz musi pokonać chorobę3 min na czytanie

News - Ratujemy młodą mamę! Marta chce żyć i ma dla kogo. Teraz musi pokonać chorobę - myregion

– Miałam 15 lat, gdy zdiagnozowano u mnie zmianę w mózgu. Przez 12 lat lekarze nie potrafili określić „co siedzi w mojej głowie” – pisze Marta Gordon, była mieszkanka Zbąszynia. – Odwiedziłam wówczas masę specjalistów i byłam w wielu placówkach. Jednak za każdym razem moja mama słyszała tylko, że musi się ze mną udać gdzie indziej, gdyż ta zmiana to na pewno nie nowotwór. Ciągłe dolegliwości neurologiczne i brak jednoznacznej diagnozy początkowo powodował u mnie ogromny strach. Przez te kilkanaście lat nauczyłam się żyć z bólem, nie wiedząc, że w głowie mam „bombę” i udowodniłam sobie samej, że choroba nie może mnie zatrzymać… – wyjaśnia mieszkanka Zbąszynia. 

– W 2017 roku, po kolejnej utracie przytomności trafiłam do szpitala w Koszalinie, gdzie uznano, że moja zmiana może być jednak nowotworowa. Skierowano mnie do neurochirurgów w Bydgoszczy. Tam trafiłam do lekarza, który stwierdził, że ten guz to glejak II stopnia. Wtedy wszystko potoczyło się bardzo szybko. Operacja odbyła się już miesiąc po diagnozie, a badania histopatologiczne potwierdziły diagnozę lekarza. Leczenie przebiegło pomyślnie, bez uszczerbków neurologicznych. Myślałam, że to już koniec walki z rakiem, że po prostu jestem zdrowa – wspomina Marta. 

Na pooperacyjnej wizycie kontrolnej Marta usłyszała jednak, że glejak to choroba, która zawsze wraca, a czasem nawet staje się bardziej złośliwa. Wtedy uświadomiła sobie, że musi dalej walczyć. I stało się – we wrześniu 2020 roku, na kontrolnym rezonansie okazało się, że choroba wróciła. Z obrazu radiologicznego wynikało, że jest to wciąż II stopień złośliwości. Przeszła kolejną operację, w której doszczętnie usunięto guza. Pozostało tylko czekać na wyniki badania histopatologicznego. – Przed świętami Bożego Narodzenia otrzymałam wyniki, że to jednak III stopień złośliwości – wyjaśnia Marta. 

Dziewczyna po pierwszej operacji wyszła za mąż. Mimo trudności nie poddawała się i nadal walczy, bo jest o co – ma 10 miesięcznego synka Jasia. Otaczają ją dobrzy ludzie, którzy z wszystkich sił chcą pomóc, walczą o nią udostępniając zbiórkę, prowadzą licytacje i szukają kolejnych pomysłów. Bo cel jest ważny. W grę wchodzi nawet całkowite wyleczenie, jeżeli uda się zakwalifikować na protonoterapię, które prowadzone są w Pradze. Problemem są jednak koszty leczenie sięgające 300 tys. zł. Obejmują wspomnianą protonoterapię i chemię, a także każdy dzień leczenia oraz pobyt w Pradze.

Aby pomóc, kliknij TUTAJ. 

Katarzyna Śmiałek

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News