EXTRANews

Ranny kozioł leżał przy drodze w kałuży krwi, a zareagowało zaledwie kilku kierowców. Czy mamy obowiązek pomóc potrąconemu zwierzęciu?4 min na czytanie

EXTRA - Ranny kozioł leżał przy drodze w kałuży krwi, a zareagowało zaledwie kilku kierowców. Czy mamy obowiązek pomóc potrąconemu zwierzęciu? - myregion

W powiecie wolsztyńskiego rocznie giną na drogach setki zwierząt. Nie każde uderzenie jest jednak śmiertelne. Bywa, że ranne zwierzę ginie dopiero wskutek kolejnego potrącenia lub najechania przez samochód. Kierowcy bardziej martwią się o samochody, a jeśli nie mają autocasco, uciekają. Kilka dni temu ktoś potrącił na DW 305 pod Kaszczorem rocznego koziołka. Ranne zwierzę leżało na środku jezdni w kałuży krwi i patrzyło bezradnie na jadące wprost na nie samochody. Kierowcy je ignorowali. Zareagowały tylko trzy osoby, w tym kierowca srebrnej skody na lubińskich numerach rejestracyjnych oraz kierowca tira, który zablokował przejazd i pomógł przenieść koziołka na pobocze. Zaalarmowani urzędnicy gminy Przemęt podjęli próbę skontaktowania się, jak powiedział Tomasz Konieczny, z ośrodkiem rehabilitacji dzikich zwierząt w Koczurach pod Włoszakowicami. 

To niewłaściwy kierunek. Jak mówi podleśniczy Andrzej Klemenski, leśnictwo prowadzi ośrodek edukacyjny dla dzieci, a jeden z leśników opiekuje się młodymi zwierzętami – sierotami, których matki zginęły lub z innego powodu porzuciły młode. – Prowadzi „ochronkę” dla zdrowych maluchów. Nie mamy weterynarza i nie zajmujemy się leczeniem – podkreśla podleśniczy. – Często ktoś próbuje nam takie ranne zwierzęta podsyłać i ma pretensje, że odmawiamy – mówi, że niestety żadne przepisy na nikogo nie nakładają wprost obowiązku pomocy dzikim zwierzętom. – Dlatego to bardzo trudna sytuacja. W naszym kraju panuje pod tym względem spychologia. Można spróbować wezwać weterynarza, ale na ogół spotka się to z odmową – twierdzi Andrzej Klemenski. – Można zadzwonić do koła łowieckiego, ale myśliwy może tylko skrócić cierpienie zwierzęcia, bez względu na to czy jego stan daje szanse na wyleczenie – dodaje. Jak mówi powiatowy lekarz weterynarii w Wolsztynie, Dominika Kmet, ustawa nakłada na gminy obowiązek udzielenia pomocy i zabezpieczenia bezdomnych zwierząt domowych. O dzikich w przepisach nie ma ani słowa. – Wiem, że na na terenie gminy Przemęt w takich nietypowych sytuacjach pomaga pani doktor Kicińska i angażuje się w to, żeby przy kolizjach pomóc cierpiącym zwierzętom, które jeszcze żyją. Możliwe, że każda z gmin ma takiego lekarza. Natomiast jeżeli chodzi o ustawę, to nie przewiduje ona nawet nawiązania takiej współpracy. Co prawda gminy mają to wpisane w swoje programy zwalczania bezdomności zwierząt, ale dotyczą one tylko zwierząt domowych. W przypadku zwierząt dzikich jest to wyłącznie dobra wola lekarza weterynarii, który pojedzie i pomoże takiemu zwierzęciu – podkreśla Dominika Kmet.

– Należy zawiadomić zarządcę drogi i policję lub straż miejską i zaczekać aż one podejmą odpowiednie działania – mówi Dominika Kmet. – Uważam, że kierowca w ogóle nie powinien w takiej sytuacji wychodzić z samochodu. Potrącone zwierzę może być agresywne – ostrzega. – Kozioł może kopnąć w głowę, w twarz, dzik może szarżować i przeciąć tętnicę udową, która może się znajdować na wysokości szabel… Naprawdę trzeba zachować dużą ostrożność. Nawet jeśli to mały koźlak, matka może być w pobliżu, zdenerwować się i podejść – podkreśla, ale art. 25 ustawy o ochronie zwierząt mówi, że osoba, która potrąciła zwierzę ma obowiązek mu pomóc. – Za nieudzielenie pomocy grozi grzywna do 5 tys. zł., jednak większość kierowców po prostu ucieka – przyznaje asp. sztab. Wojciech Adamczyk z Komendy Powiatowej Policji w Wolsztynie. – Za potrącenie zwierzęcia, które wtargnęło na jezdnię kierowcy nie grozi żaden mandat – podkreśla policjant, a nawet jeśli dla zwierzęcia nie ma ratunku, pozostawienie go, by godzinami konało jest bestialstwem. Ustawa mówi także, że konieczność bezzwłocznego uśmiercenia, w celu zakończenia cierpień stwierdza lekarz weterynarii, członek Polskiego Związku Łowieckiego, inspektor organizacji społecznej, której statutowym celem jest ochrona zwierząt, funkcjonariusz policji, straży ochrony kolei, straży gminnej, granicznej, pracownik Służby Leśnej lub Służby Parków Narodowych, strażnik Państwowej Straży Łowieckiej lub Państwowej Straży Rybackiej. Zwierzę może uśmiercić weterynarz środkiem usypiającym lub jeśli nie ma innej możliwości – osoba posiadająca uprawnienia do użycia broni palnej. Nasz koziołek z 305 miał dużo szczęścia. Poza niewielką raną ciętą przy lustrze nie odniósł widocznych obrażeń. Nie czekał więc na dalszą pomoc. Po godzinie od zdjęcia go z jezdni wstał nagle i lekko chwiejnym krokiem ruszył do lasu. Godziny na środku tak ruchliwej drogi niemal na pewno by nie przeżył. 

EI

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA