EXTRANewsWIDEO

Przyjęli wyzwanie i nagrali swój kawałek, ale oryginalni są od lat. W czym tkwi siła Kapeli Zza Winkla?3 min na czytanie

EXTRA - Przyjęli wyzwanie i nagrali swój kawałek, ale oryginalni są od lat. W czym tkwi siła Kapeli Zza Winkla? - myregion

Wzięli udział w akcji #hot16challenge2, ale zadziwiają od lat. Kapelę założyli po to, aby bawić, w czym nie mają sobie równych. Początkowo teksty czerpali z popularnych kabaretów. Pisał też Andrzej Bobkiewicz, a muzykę komponował brat założyciela, Henryk Górny. Do gwary przekonał ich Leszek Konopiński, z którym przyjaźnią się do dzisiaj. 

Wielkopolską gadkę wynieśli z domu. Szczególnie Andrzej Bobkiewicz – mówił, myślał i pisał teksty w gwarze. – Wszyscy w tym pierwszym składzie pochodzili z Nowego Tomyśla, tylko mój brat dojeżdżał do nas z Trzciela – opowiada nam Bogdan Górny, szef Kapeli Zza Winkla. Tłumaczy, że wkrótce zespół będzie obchodzić 40 urodziny, a przez 35 lat grał w prawie niezmiennym składzie. Na scenie były dwa akordeony, banjo tenorowe, banjo mandolinowe, bęben i przeszkadzajki: tarka, tamburyn, marakacy, czy krowi dzwonek. – I Andrzej, który zawsze gadał – śmieją się zgodnie członkowie Kapeli. Bobkiewicz zmarł w ubiegłym roku, ale panowie grają dalej i pamiętają o jego spuściźnie.

Nowy członek Kapeli Artur Markiewicz, który gra z zespołem od stycznia zeszłego roku, musiał się trochę podszkolić. – Śpiewam teraz piosenkę „Okropny los” i „Brawyndy Styndy” i muszę pytać kolegów o co chodzi – przyznaje pan Artur. Uczy się też Józef Kowalonek, który gra już od ośmiu lat. – Gwary nauczyłem się od żony. Zawsze wołała „choć do wyra”, zamiast „do łóżka”. Zdarzało się jeszcze, że na szagę – śmieje się pan Józef. Członkowie zespołu przyznają, że z rozumieniem tekstów przez publiczność bywa różnie. – Na Śląsku znają doskonale, bo to jest pokrewne z ich językiem. Z kolei jak jedziemy gdzieś dalej, do Warszawy, czy na wschód Polski, bo i tam robiliśmy koncerty, czasami trzeba tłumaczyć – mówi Bogdan Górny.

Choć zagrali mnóstwo koncertów, w kraju i za granicą, marzył im się występ w dużej telewizji. Dlatego pojechali na castingi do „Mam talent”. – Cyrk był jak byk, wypindrzyłem się tak, że aż Chylińska pytała, jak ma do mnie mówić – Włodzimierz czy raczej Włodzimiera – śmieje się członek zespołu Włodzimierz Ciesielczak. Dodaje jednak, że Chylińska chwaliła Kapelę i mówiła, że są jak wisieńka na torcie. – Wszyscy z jury byli na tak – wspomina Ciesielczak. Niestety, nie o wszystkim decydują gwiazdy w jury, a Kapela nie pasowała reżyserowi. – Wzięli zakopiańskie dziewczyny, które fikały w spódniczkach, a nas starych pryków nie chcieli – uśmiecha się pan Włodzimierz.

Przed kamerą, czy na scenie, zawsze trzeba walczyć z tremą. – Najczęściej mija w trakcie występu, kiedy się spojrzy na radosnych kolegów, którym sprawia to frajdę – tłumaczy Bogdan Górny. – Andrzej miał tremę. Mówił na żywo, bo nigdy nie wiadomo kto będzie na sali – przyznaje szef kapeli. Tymczasem Włodzimierz Ciesielczak opowiada, jak raz dostał nagle światłami po oczach i z wrażenia zapomniał tekstu. Jak sobie poradził? – Nie można wyjść z roli, trzeba mówić dalej. Najlepiej dośpiewać, a jak się nie da, to domruczeć – uśmiecha się na koniec pan Włodzimierz.

JP

Podziel się informacją ...
  • 26
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    26
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w EXTRA