NewsWOLSZTYN

Proponowali mu współpracę, chcieli, żeby pracował w ambasadzie. Odmówił2 min na czytanie

News - Proponowali mu współpracę, chcieli, żeby pracował w ambasadzie. Odmówił - myregion

Na stoliku obok łóżka stoi radio, które co chwilę odzywa się podczas rozmowy. 95-letni Jan Żurek jest prawdopodobnie najstarszym krótkofalowcem w kraju.

Urodził się 17 kwietnia 1926 roku w Rouwroy Pas Des Calais we Francji. Uczył się w francuskiej szkole powszechnej. W 1940 r. trafił na roboty przymusowe do Niemiec. Pracował jako górnik w miejscowości Marl-Westfalia do końca wojny. 29 listopada 1945 przybył do Wolsztyna. Pierwszą pracę znalazł w tartaku Edwarda Musiała – przedwojennego wolsztyńskiego krótkofalowca. Od niego dostał pierwsze książki z alfabetem Morsa i zaczął uczyć się sam. W końcu pojechał na egzamin dla telegrafistów do Poznania. Zdał z drugim wynikiem.

– Nie chcieli uwierzyć, że uczyłem się sam. W nagrodę dostałem skórzana teczkę. Wtedy to było coś. Nagrodą za pierwsze miejsce był zegarek – wspomina pan Jan. Dostał też licencję radiooperatora i niepowtarzalny na całym świecie, indywidualny znak nadawczy – SP3HD. Żurek był jednym z założycieli pierwszego wolsztyńskiego klubu krótkofalowców.

Później pracował jako operator w kinie Tatry w Wolsztynie. Ukończył zaocznie szkolę i zdał egzamin w Cechu Rzemiosł w Poznaniu. Z zawodu jest energetykiem – mistrzem zabezpieczeń automatyki. Dlatego podjął pracę w Zakładzie Energetycznym Rejon Wolsztyn, gdzie spędził 28 lat.

Wśród wielu dyplomów i wyróżnień pan Jan może poszczycić się elitarną przynależnością do światowego grona krótkofalowców odbierających ponad 200 znaków Morsea na minutę. Dziś, mimo że telegrafia wypierana jest przez coraz to nowsze emisje, SP3HD cały czas potrafi i korzysta z tej pionierskiej techniki. Te umiejętności przysporzyły mu też problemów. – Kilkakrotnie odwiedzali mnie przedstawiciele władz z Warszawy i zachęcali do pracy dla nich. Mówię po francusku i niemiecku, a do tego mam umiejętności krótofalowca. Chcieli, żebym wyjechał do ambasady Polskiej za granicą – mówi pan Jan. Nie zgodził się na propozycję. Zasłaniał się chorobą. Mimo to władze odebrały mu licencję na nadawanie. – Przez dziesięć lat miałem tylko licencję na nasłuchiwanie – mówi pan Jan.

Kilka tygodni temu pan Jan skończył 95 lat. Mimo pewnych kłopotów ze zdrowiem wszystkie swoje przejścia z krótkofalówkami doskonale pamięta. Z pomocą radia dalej kontaktuję się z całym światem. – Regularnie rozmawiam też z burmistrzem Wojciechem Lisem – wyjaśnia.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News