NewsREGION

“Panie władzo, litości! Spieszę się do pracy…” Policjanci o największych grzechach kierowców3 min na czytanie

News - “Panie władzo, litości! Spieszę się do pracy…” Policjanci o największych grzechach kierowców - myregion

Policjant do kierującego. – Poproszę prawo jazdy. – A już mi oddaliście? Oczywiście to żart, ale nie do końca. Tych, którzy jeżdżą bez uprawnień nie brakuje. Policjanci znają ich i kiedy tylko pojawią się w zasięgu wzroku patrolu, natychmiast są zatrzymywani. – Tych, którzy są – można powiedzieć – recydywistami, jeśli chodzi o łamanie przepisów ruchu drogowego jest sporo– ocenia jeden z funkcjonariuszy. To osoby, które nie tylko jeżdżą bez prawa jazdy. To także rowerzyści, a nawet piesi, na których nie ma mocnych – chodzą jak chcą i gdzie chcą, nie zważając na niebezpieczeństwo, które na siebie i innych ściągają.

Szczególną „areną” do popisów pieszych są… parkingi przed marketami. – Idzie jak święta krowa – złości się kierowca, a po chwili robi to samo i oczekuje, że inny kierowca będzie bardziej wyrozumiały. Niestety, o ile brawurę młodych można zrozumieć, trudno jest wstawić się za ludźmi starszymi. A właśni oni najczęściej chodzą wszędzie, tylko nie przejściami dla pieszych. I jeszcze jeden bardzo ważny grzeszek – wciąż lekceważymy zakładanie kamizelek odblaskowych czy chociażby emblematów, które mogą uratować nam życie. Zwłaszcza w terenie niezabudowanym. Naszą słabością jest też „wyskakiwanie” zza samochodów, wprost pod koła tych, którzy nie spodziewają się żywych niespodzianek. 

To, że oczekujemy dobrych dróg, bez dziur i skrzyżowań z sygnalizacją czy modnych ostatnio rond, nikogo nie dziwi. Mamy coraz lepsze auta, więc i jeździć chcemy komfortowo. Pytanie tylko – dlaczego przekraczając dozwolone prędkości? Bo – generalnie – bardzo się spieszymy. Tak jak kobieta zatrzymana na jednej z ulic. – Troszkę przekroczyłam – przyznaje roztrzęsiona, co może wręcz dziwić, bo faktycznie zbytnio nie pruła. To strach przed najniższym nawet mandatem, a może przed mężem? Bywa, że to drugie jest istotniejsze.

Mandat demaskuje czasami to, co chcielibyśmy ukryć przed mężem czy żoną. Bo nie powinno nas być w tym miejscu i czasie… Ale w te niuanse mundurowi już nie wnikają, ważne, aby ludzie wyciągali wnioski a z tym różnie bywa. – Staramy się pouczać, a przede wszystkim uświadamiać, jak bardzo narażamy swoim niewłaściwym zachowaniem na drodze siebie i innych – mówi policjant, który od lat pracuje w drogówce. To przede wszystkim nadmierna prędkość, niedostosowanie jej do warunków jazdy, wymuszanie pierwszeństwa przejazdu, nieumiejętność zmiany pasu ruchu (rondo!), a także chęć „oszukania” sygnalizacji świetlnej – tzw. późno zielone i wczesno czerwone. I ten jeden z najgorszych grzechów – bywa, że śmiertelny – kiedy wsiadamy do auta pijani lub pod wpływem narkotyków. Jak przyznają funkcjonariusze drogówki – nie wiadomo dlaczego – ale bardzo często nietrzeźwi kierowcy nie włączają świateł. I to jest pierwszy sygnał, że taki samochód trzeba zatrzymać – oczywiście oprócz sytuacji, kiedy „odbija” się od krawężnika do krawężnika. 

Jako kierowcy potrafimy być agresywni, czasami nawet bardzo. Owszem – grzeczni jesteśmy, gdy coś złego nam się przytrafi. Ktoś stuknie, otrze, strąbi bez powodu, zajdzie drogę, pokaże środkowego palca, albo zajmie miejsce i awantura gotowa. Wtedy drogówka jest wybawieniem, ale jak tylko to my jesteśmy w niekoniecznie dobrej sytuacji, potrafimy pokazać pazura i udowadniać znajomość prawa doktoryzując się ponad wszystko. – Są takie sytuacje, a przecież nikt z nas nie opowiada się po żadnej ze stron. Naszym zadaniem jest dokładne wyjaśnienie zdarzenia, udokumentowanie go i ewentualne, jeśli jest ku temu podstawa, skierowanie do sądu – jeden z funkcjonariuszy zapewnia, że kiedy mundurowi stają przy drodze, nie mają na celu wlepić stu mandatów. Pełnią służbę, aby było bezpiecznie, bo to jest ich nadrzędne zadanie.  
DAB

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News