EXTRA

Pani Jolanta: Te moje sery odmieniły mi życie na lepsze2 min na czytanie

EXTRA - Pani Jolanta: Te moje sery odmieniły mi życie na lepsze - myregion

Jola, odkąd pamięta, zawsze lubiła robić coś ponad swoje codzienne obowiązki. Po urodzeniu dzieci już nie pracowała zawodowo, a prowadziła z mężem pieczarkarnię i zajmowała się domem. Później problemy zdrowotne uniemożliwiły jej powrót do pracy zawodowej. I ciągle miała niedosyt, najpierw robiła na drutach swetry dla dzieci, później było szydełko, pieczenie, a ostatnio pokochała… sery. 

– Sztuka serowarska daje mi najwięcej radości i satysfakcji, a zaczęło się od Facebooka – opowiada pani Jolanta. – Zamieściłam w internecie zdjęcie moich pierwszych serów i wtedy zainteresowanie moich znajomych bardzo mnie zaskoczyło. Koleżanki zaczęły wysyłać pytania, prosić o zrobienie dla nich serów. Nie spodziewałam się, że ktoś, oprócz rodziny, będzie chciał ich próbować. Muszę powiedzieć, że bardzo mnie to zmotywowało, dodało energii do działania – wspomina mieszkanka Ruchocic. – Zaczęłam się rozwijać w tym kierunku. Kupuję systematycznie specjalistyczne urządzenia i akcesoria do wyrabiania serów, dużo czytam i douczam się w internecie. Pod choinkę zażyczyłam sobie od rodziny tylko akcesoriów serowarskich – śmieje się pani Jolanta. 

Do wyrabiania serów muszą być specjalne formy, chusty serowarskie, a najważniejsza jest podpuszczka. – Ja kupuję podpuszczkę mikrobiologiczną zawierającą specjalne enzymy, które są odpowiedzialne za krzepnięcie mleka. W podpuszczce mikrobiologicznej nie wykorzystuje się elementów zwierzęcych, dlatego też jest ona nazywana produktem wegetariańskim. Z 5 litrów świeżego mleka otrzymuje się 1 kg sera. Mleko kupuję w Ruchocicach, więc wszystko jest nasze swojskie i lokalne – tłumaczy pani Jolanta. Wyjaśnia, że ostatnio zaczęła nawet robić oscypki. – Może je nazwę „Oscypki z Doliny Miłości”, bo tak kiedyś mówiono na Ruchocice? – śmieje się mieszkanka wsi. Zdradza, że wędzi je wędzarni zrobionej kiedyś przez męża, więc wszystko się przydaje.

Najwięcej pracy jest przy camembertach, przy których trzeba chodzić jak przy małych dzieciach. – Trzeba przy nich chodzić jak przy małych dzieciach. Zapewnić odpowiednią temperaturę i wilgotność, siateczki. Trzeba też do nich zaglądać i 24 godziny je obracać oraz zmieniać serwetki, dosłownie jak dzieciom pieluszki – opowiada mieszkanka Ruchocic. Podkreśla, że camemberty wszystkim najbardziej smakują, bo są takie delikatne i z każdym dniem inne, bo dojrzewają jeszcze w lodówce. – Te sery dają mi najwięcej radości. Czuję się spełniona i cieszę się, jak znajomym smakują – zaznacza pani Jolanta. Przyznaje, że dzięki pasji ma wrażenie, jakby odnalazła nowy zawód. – Z natury jestem optymistką, więc z nadzieją patrzę na te moje sery, które już tak bardzo odmieniły moje życie na lepsze – uśmiecha się na koniec mieszkanka Ruchocic. 

AS

Podziel się informacją ...
  • 185
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    185
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w EXTRA