FOTONewsREGION

Ośmiolatek u progu wielkiej kariery. Trenuje od trzech lat, a już 19 razy stawał na podium!7 min na czytanie

FOTO - Ośmiolatek u progu wielkiej kariery. Trenuje od trzech lat, a już 19 razy stawał na podium! - myregion

Ma osiem lat, od trzech trenuje. Poza sportem nie widzi świata, choć jego tata, Maciej Dymitrowski ma nadzieję, że nowe zainteresowanie syna – klocki Lego, choć na trochę go pochłoną. – W innym razie za nim nie nadążymy – śmieje się. 

Iwo sport ma we krwi. Dziadek – Jerzy, przez lata uczył wuefu w wolsztyńskim Zespole Szkół Zawodowych, tata – Maciej, biegał i pływał jak szalony, ale przed rokiem nieco odpuścił. – Trzeba było – przyznaje 35-latek i trochę jest zły, że jego syn nie potrafi. – Już mu mówimy, żeby trochę odpoczął, że są też inne rozrywki. Ale on się uparł. Ma swoich idoli, jest zacięty i chce być jak Robert Karaś – mistrz i rekordzista świata w triathlonie na dystansie potrójnego ironmana – opowiada tata Maciej. 

Iwo trenuje każdego dnia. Pogoda nie ma znaczenia, podobnie jak to, czy to święto, czy zwykły dzień. Biega, pływa, jeździ na rowerze. Do tego uprawia judo i gra w Wolsztyniaku. W swojej pięcioletniej karierze stawał na podium 19 razy. Pięciokrotnie zajmował pierwsze miejsce, ośmiokrotnie drugie i sześciokrotnie trzecie. Brał udział m.in. w takich imprezach jak Enea Triathlon Junior w Poznaniu (dwukrotnie 2 miejsce), Polska Man Mini w Wolsztynie (1, 2 i 3 miejsce), Bieg Lwiątek w Tarnowie Podgórnym (2 miejsce), Bieg „Poznań 28 czerwca” (1 miejsce), Duathlon „Great Kids” w Kościanie, Kórniku i Śremie (2 i 3 miejsce) czy Duathlon Czempiń (2 i 3 miejsce). 

Iwo porażki znosi dzielnie, ale jednej nie potrafił. – To było w Sławie – wspomina Iwo. – Byłem już prawie na mecie, a drugie miejsce miałem na wyciągnięcie ręki. I wtedy… spadł mi łańcuch – mówi. Jego tata dodaje, że skończyło się na ostatnim miejscu, a Iwo natychmiast zdecydował, że chce inny rower. Bo ten kojarzyłby mu się z nieszczęściem. – Nie było wyjścia, musieliśmy kupić nowy – mówi tata Maciej i wyjaśnia, że Iwo tak już ma. Jak coś postanowi, to musi dopiąć swego, a na punkcie sprzętu ma fioła. – Kiedyś, na początku swojej „kariery” szył nawet pokrowce na wszystko, na co można założyć pokrowiec – śmieje się pan Maciej. – Teraz wypatruje w internecie różne gadżety, ale w tym jesteśmy podobni, bo i ja lubię takie nowości – opowiada dodając, że np. zegarek z gps to przydatna rzecz. – Dzięki niemu wiem, w którym miejscu parku Iwo się znajduje – mówi z uśmiechem tata. 

Ale i tata, i dziadek i cała rodzina, są dumni z Iwa i kibicują, ile mają sił. Bo doping jest ważny, a Iwo na doping zasługuje. Zwłaszcza, że dziś nie wszyscy do sportu się garną, a Iwo nie tylko się garnie, ale i jest przy tym świetnie zorganizowany. Nawet na wakacjach wyznacza sobie czas na trening. – Pamiętam, jak byliśmy na jakimś wyjeździe i Iwo bawił się z dziećmi. Kiedy zaproponował, żeby iść pobiegać, wszystkie były zdziwione, a Iwo nie rozumiał, dlaczego wolą bawić się w piaskownicy – opowiada tata. Wspomina, że syn nawet w domu nie potrafi usiedzieć. – Potrafi biegać z jednego końca mieszkania na drugi. Kiedyś zmierzyłem, jaki dystans pokonał i w ten sposób zrobił dwa kilometry – mówi pan Maciej. I tłumaczy, że Iwo uczy się od najlepszych. Nie tylko od taty czy dziadka, który nie kryje radości, że wnuk od dziecięcych lat jest wytrwały w tym, co postanowi. 

Ośmiolatek jest w stałym kontakcie z Robertem Karasiem. Wymieniają się wiadomościami, przesyłają prezenty i wzajemnie wspierają. Choć mistrz świata, jak to mistrz świata, czasem jest… na końcu świata. Ale w końcu sportowcy to jedna rodzina, a Iwo, mimo że ma osiem lat, doskonale to rozumie. I cieszy się, kiedy Robert Karaś przesyła mu nagranie, gdzie motywuje go i pozdrawia. A jego ostatni triumf w ubiegłą niedzielę Enea Triathlon Junior w Poznaniu to dowód na to, że Iwo chce być jak jego idol. Zajął tam drugie miejsce i pokonał blisko 50 zawodników, z których wielu to młodzi zawodowcy – z profesjonalnych klubów. 

– Lubię jeździć na rowerze i pływać, ale najbardziej lubię biegać – opowiada z zapałem Iwo. Jest już specjalistą w triathlonie i bez trudu wymienia wszystkie rodzaje tras. – Ważne, by na zmianach szybko się ubierać i wskakiwać na rower, bo można stracić dużo czasu – mówi z powagą ośmiolatek. – Jak biegnę, to najtrudniej jest na ostatnich kilometrach – wyjaśnia. – Ale wtedy przyspieszam, bo chcę zająć jak najlepsze miejsce. Nie zależy mi jednak na tym, żeby wygrywać. W sumie to cieszę się z każdego miejsca – drugiego, czwartego, a nawet dziesiątego – tłumaczy Iwo. Zdradza też, że chciałby pobiec w Wolsztynie, na wolsztyńskiej dziesiątce.

– Ale tata mówi, że jeszcze jestem za mały – trochę się żali i od razu opowiada też, jak na jednych zawodach biegł ze starszymi. – Było ekstra! – śmieje się. A o czym marzy? – Chciałbym biegać na długich dystansach. Taki ironman na przykład. To dopiero bieganie! – zamyśla się, po czym zaprasza do swojego pokoju, gdzie wisi mnóstwo medali, ale są też klocki Lego. – Uff… – oddycha z ulgą tata. – Dobrze, że znalazł jeszcze jakieś zainteresowanie… – śmieje się pan Maciej. 

Łukasz Rogalski

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w FOTO