EXTRANews

“Opowiadał, że 12-latki robiły to przed kamerką. I chwalił się, że oglądał”4 min na czytanie

EXTRA - “Opowiadał, że 12-latki robiły to przed kamerką. I chwalił się, że oglądał” - myregion

– Nie odpuszczę, bo skrzywdzi kolejne dzieci – zapowiada pani Marta, która doprowadziła do ujęcia 36-latka z Grodziska. Współtworzona przez nią organizacja ma na koncie kilkadziesiąt takich akcji. 

Zawiadomienie w sprawie Łukasza B. wpłynęło do grodziskiej komendy w sobotę (14.08.). Kilka godzin później mężczyznę zatrzymano, ale po 48 godzinach wypuszczono. Taką decyzję podjął grodziski prokurator. Czy nie znalazł podstaw, by aresztować 36-latka? Najwidoczniej. Nie zastosowano nawet żadnych środków zapobiegawczych. A policja informuje jedynie, że monitoruje sytuację. – To kpina – mówi pani Marta z organizacji Strażnicy dziecięcych snów. To ona doprowadziła do ujęcia pedofila. Ma też wiadomości, które do niej wysyłał, w tym półnagie zdjęcia siostry. – Nie widzi w tym nic złego. Seks z siostrą był dla niego przyjemnością – opowiada członkini wspomnianej organizacji. 

– Nasza organizacja ma kilka kont na różnych portalach internetowych. Podpisujemy się fałszywym imieniem i podajemy wiek. Na ogół 13 lub 14 lat. Nigdy jednak sami nie odzywamy się do nikogo. Tacy, jak Łukasz B. piszą sami. I Łukasz B. napisał. Pierwsze, o co zapytał, to to, czy uważam, że uprawianie seksu ze swoją siostrą jest złe – wspomina pani Marta. Opowiada, że 36-latek nie wysyłał wiadomości regularnie. Odzywał się co jakiś czas. – Kilkukrotnie odpowiadałam, że mam 14 lat. Ale nie robiło to na nim wrażenia, bo pisał dalej. Nie wysyłał co prawda swoich nagich zdjęć. Wysłał swojej siostry. Widać trochę piersi i pupę – mówi przedstawicielka Strażników. Przyznaje, że dalej było coraz gorzej. – Zaczął pisać o masturbacji i chwalić się, że 12 i 13-letnie dziewczynki robiły to przed kamerką, a on oglądał. I wtedy się we mnie zagotowało, bo na swoim profilu na Facebooku też miał zdjęcia z dziećmi. Nie chciałam już czekać, postanowiłam działać – wspomina pani Marta. 

Członkowie organizacji w wielu przypadkach sami dokonują zatrzymań. Jadą w umówione miejsce albo pedofil sam przyjeżdża. Włączają kamerę i nagrywają. Mężczyźni na ogół się przyznają. Są już obojętni na to, co się dzieje. Część z nich traci tylko wolność, inni całe rodziny. Bo pedofile to nie tylko samotnicy, ale też przystojni faceci, często mający żony i dzieci. Niektórzy jednego dnia wrzucają zdjęcia z rodzinnej wycieczki, a drugiego idą na spotkanie z nastolatką. Ale nie zawsze organizacja sama podejmuje się zatrzymania. – W przypadku Łukasza B. było to niebezpieczne. Umówił się przed wiejskim sklepem i nie wiadomo, czy nie rzuciłby się na nas – mówi pani Marta. – Dlatego zdecydowaliśmy, że złożymy zawiadomienie na komendzie – tłumaczy. Wspomina, że spotkała się z policjantkom, która od razu połączyła fakty i sprawnie spisała zeznania. Długo nie trwało, zanim doszło do zatrzymania 36-latka. Już po kilku godzinach był na komendzie. Ale go wypuszczono. 

– Nie rozumiem, dlaczego – mówi pani Marta. – To, że spał z własną siostrą to jedno. To, że pisał naraz z dwiema nastolatkami to drugie. Ale w jego sprawie napływały też zawiadomienia do innych komend. Co więcej, jego siostrze odebrano dzieci, bo były krzywdzone. Czy prokuratura tego nie widzi? – pyta przedstawicielka Strażników. Tymczasem w ocenie prokuratury istotna jest opinia, którą ma wydać biegły, co może potrwać. Dwa tygodnie albo dłużej. U 36-latka zabezpieczono też nośniki danych, w tym komputer i telefon. Na efekty śledztwa trzeba jednak czekać. – I to czekanie jest najgorsze, bo ten mężczyzna nadal może krzywdzić dzieci – mówi pani Marta, która takich jak Łukasz B. poznała wielu. I przyznaje wprost, że nie nadają się do leczenia. – Niedawno zatrzymaliśmy mężczyznę, który odsiedział wyrok za pedofilię. Po wyjściu nadal robił to samo. Bo to jest choroba głowy. Dlatego takich ludzi powinno się zamykać – podsumowuje przedstawicielka Strażników. 

ŁR

Strażnicy Dziecięcych Snów

To jedna z polskich organizacji zajmująca się tzw. łowieniem pedofilii. Jak mówią jej członkowie, śledzą Internet i zakładają konta na różnych portalach społecznościowych. Nigdy jednak sami nie odzywają się do mężczyzn. To oni piszą pierwsi. I wielu przypadkach wysyłają materiały pornograficzne, proponują i umawiają się na seks. Organizacja ma na koncie kilkadziesiąt udanych akcji, zakończonych zatrzymaniem pedofila. W ciągu miesiąca przeprowadza ich nawet kilkanaście. Strażnicy nie zarabiają na swojej działalności. Większość podejmowanych działań opłacają z własnej kieszeni. 

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA