EXTRANews

Olendrzy zostawili po sobie unikatowe domy i zagrody. Ale kim byli i czym się zajmowali?3 min na czytanie

EXTRA - Olendrzy zostawili po sobie unikatowe domy i zagrody. Ale kim byli i czym się zajmowali? - myregion

– Oglądamy czasami w telewizji programy o Amiszach. Olendrzy byli do nich podobni – mówił w Borui podczas pierwszego Śniadania Olenderskiego Mariusz Przybyła, muzealnik z Muzeum Regionalnego w Wolsztynie. 

Co oczywiste, olendrów już nie ma, ale zostały po nich zabytkowe domy, które stoją m.in. w Borui. Jeden z nich – prawie 200-letnią chatę z zagrodą odnawia Agnieszka Zdunek. Stara się przy tym wykorzystywać tradycyjne rozwiązania. Choć dom nie jest jeszcze gotowy, w sobotę (19.09.) spotkali się przy nim mieszkańcy wsi i zaproszeni goście, żeby posłuchać kim byli olendrzy i odkryć ich historie. Była też okazja posilić się śniadaniem z regionalnych produktów, które przygotowały panie z Koła Gospodyń Wiejskich z Borui. 

Wracając do olendrów, stanowili oni wspólnotę, a wśród nich byli głównie rolnicy, ale też rzemieślnicy. Posiadali całą strukturę potrzebną do opanowania nowej przestrzeni. – Przez kilka lat korzystali z tzw. wolnizny. Dzisiaj też gminy tak robią, a nie jest to współczesny pomysł, że zwalniają nowych inwestorów z podatków – mówi Mariusz Przybyła. Wyjaśnia, że olendrzy korzystali ze swobody religijnej, byli protestantami, mieli swoje szkolnictwo i sądownictwo. – Byli samowystarczalni. Nie angażowali się w życie społeczne, nie chcieli też wstępować do wojska. Nie wszystkim się to podobało – opowiada muzealnik. Tłumaczy, że osadnicy korzystający z prawa olenderskiego pod koniec XVI wieku trafili do Wielkopolski, a potem do niecki nowotomyskiej. Zasiedlali puste miejsca, tereny zalesione, w okolicy Dojcy i Szarki. Trudno jednak wskazać, skąd pochodzili, bo w kronikach pojawiali się rzadko. 

Charakterystyczne dla olendrów było budownictwo. W okolicach Nowego Tomyśla uprawiało się głównie wiklinę i chmiel. Dlatego w domach olenderskich, między dachem, a izbami mieszkalnymi zostawiano dużą przestrzeń, którą obecnie nazwali byśmy poddaszem. Pomieszczenie pełniło funkcję suszarni. 

Domy powstawały z drewna, a potem, gdy zaczęło go brakować, wykorzystywano glinę. – W latach 60. ubiegłego wieku był pomysł, żeby w Borui oraz Tuchorzy Nowej powstał skansen in situ – tłumaczy Mariusz Przybyła. To miejsce, gdzie chronione są nie tylko poszczególne zabytki, ale też układ zabudowy. – To taki żywy skansen – dodaje muzealnik. Jednak z różnych powodów do tego nie doszło. 

Na śniadaniu wśród gości byli poseł Jakub Rutnicki, wójt gminy Siedlec Jacek Kolesiński, wicestarosta Mariusz Silski, przedstawiciel konserwatora zabytków z Poznania Jacek Nowakowski, radny z gminy Siedlec Stanisław Jedliński i sołtys Katarzyna Kardaszewska.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA