EXTRANews

Okolice Wolsztyna są pełne tajemnic. Może w ten weekend warto je odkryć?6 min na czytanie

EXTRA - Okolice Wolsztyna są pełne tajemnic. Może w ten weekend warto je odkryć? - myregion

Parowozy, muzea Roberta Kocha i Marcina Rożka, spacer nad jeziorem i po parku, dzień i wieczór na plaży… mieszkańcy Wolsztyna i okolic dobrze to znają, a i turyści, bywający tu nie pierwszy raz, orientują się świetnie w wolsztyńskich turystycznych propozycjach. I choć z pewnością są one dla turystów bardzo atrakcyjne, to jednak dla mieszkańców, w tym dla mnie… hmmm… a może jest tu coś innego?

Zdaje się, że w tym roku wyjazd w Polskę, nie mówiąc już o świecie, chwilowo nie zapowiada się. Wiadomo – Covid. Więc może warto poznać najbliższa okolicę. No i przyszło zrządzenie losu – Biuro Promocji i Turystyki w Wolsztynie wydało nową mapę miasta i gminy. Leżąc na kanapie i oglądając co tam wydrukowali zobaczyłem, że obok znanych miejsc i atrakcji mapa zawiera też takie, które po pierwsze są mniej mi znane, a po drugie… tajemnicze. A nóż jakaś przygoda – pomyślałem. Zaznaczyłem więc trzy punkty na mapie i następnego dnia wsiadłem na rower – kierunek okolice Świętno. 

A do Świetna to przez Niałek Wielki i Obrę. Ścieżka rowerowa do Obry to jednocześnie część szlaku cysterskiego. Po drodze spotykam charakterystyczne oznakowanie – brązowy cysterski krzyż. W samej Obrze warto, jeśli lubicie rzecz jasna, na pierwszym skrzyżowaniu skręcić w lewo i zobaczyć kościół z klasztorem. To zresztą dobre miejsce na odpoczynek – cicho, spokojnie i w cieniu. Aaaaa… jest tu muzeum misyjne, a w nim prawdziwe dzidy z Afryki. Nie tylko zresztą dzidy i nie tylko z Afryki. Ja jednak dziś nie o czarnym lądzie. Z Obry kierunek Świętno. Rzecz jasna ścieżką rowerową. Wyjeżdżam przez rzekę… Wróć! To nie rzeka a Kanał Północny Obry czyli rzecz stworzona ludzką ręką. W miejsce to można dopłynąć kajakiem z Wolsztyna, więc nie bądźcie czasami zdziwieni gdy spotkacie tu dwójkę bez sternika. Hmmm… swoją drogą może następnym razem wybiorę się tu wiosłując?

Rowerowa ścieżka doprowadza mnie prawie do wieży widokowej koło Świetna. To pierwszy punkt, który zaznaczyłem na mapie. Wiem, wiem, że to znane miejsce, ale ja tu jeszcze nie byłem, więc temat mi nieznany. Aaaa… napisałem „doprowadza prawie”, bo ścieżka kończy się jakieś kilkaset metrów przed wjazdem na dukt leśny prowadzący do wieży. Ale spokojnie, widać, że prace nad brakującym odcinkiem już trwają. Gdy więc pojedziecie tam, to może już być gotowy. Sama wieża ma 30 metrów wysokości. Widok rozległy, a do tego jest tu jeszcze luneta, więc można sobie przybliżyć widok Świętna, Wolsztyna i jak mówią lepiej widzący nawet karkonoskiej Śnieżki. I tu ciekawostka, bo wieża stoi na wzniesieniu o nazwie „Góra Kapliczna”. Skąd ta nazwa, nie wiem. Pewnie kiedyś była tu kapliczka. Niedaleko zresztą jest miejsce nazywane przez okolicznych mieszkańców „Łysą Górą”. Równowaga w siłach musi być.

Czas dalej ruszać. Jadę szlakiem zaznaczonym na mapie i w terenie żółtą linią. Mapa mówi, że gdzieś w lesie kryje się tajemniczy staw. Nie bez problemów znajduję go (tu przyda się telefon z mapą google bo staw mały, a dróżek leśnych od chole… dużo) i okazuje się, że to nie tylko tajemnicze, ale i wyjątkowo piękne miejsce. A do tego pomnik przyrody bo rośnie tu rosiczka okrągłolistna, czyli chroniony owadożerca, taka roślinka co zjada muszki i innych nieostrożnych przedstawicieli owadów. A jeśli tak – myślę sobie siedząc nad wodą – to ważki, których tu mrowie, muszą być twardymi sztukami. Drugi punkt na mapie zaliczony. Ruszam szlakiem dalej. Przecinam asfalt czyli drogę nr 315 i nieco cofam się do Jeziora Świętno. Tu trafić łatwiej. To kolejne ciche miejsce. Rybka na mapie oznacza, że to jezioro dla wędkarzy. Racja, bo pomostów tu nie brakuje. Ja trafiam w miejsce gdzie stoi pomost dla niepełnosprawnych. Podoba mi się. Pomysłowo. 

Wracam tą samą drogą, choć gdy potem spojrzałem na mapę to pomyślałem – szkoda, że nie ruszyłem na Kębłowo. Według mapy tam właśnie rośnie kilkanaście dębów, wśród których jest ten bodajże największy w okolicy, którego obwód liczy 660 cm (!). Ponoć dąb cały czas rośnie i gdy osiągnie 666 cm obwodu wówczas… nieeee, to musi być tylko legenda. Trochę więc szkoda, że nie pojechałem dalej lasem do Kębłowa, ale jak to mówią nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dzięki temu mam powód i okazję aby znowu ruszyć w trasę. Miejsc takich, a pewnie i jeszcze bardziej niezwykłych i nie znanych jest w Gminie Wolsztyn dużo więcej. Choćby „Szwedzkie Szańce” niedaleko Gościeszyna, albo „Czarny Las” przy drodze z Błocka w kierunku Przemętu. I co to jest za olbrzymi dąb stający przy drodze za Borkami tuż przy kanale… Tam też można dopłynąć? Muszę sprawdzić. 

Zaraz, zaraz… a propos dębów, jest jeszcze aleja dębowo-lipowa prowadząca do Gościeszyna. Podobno rośnie tam ponad 160 drzew. Nie do wiary. Prawdziwy rekord. A gdy mowa o rekordach to gdzieś na granicy gminy leży jedna z najmniejszych, jeśli nie najmniejsza wsi Wielkopolski – Zdrogowo. Tam też muszę być. Ciekawostek jest nieskończenie wiele. Ruszajcie więc na wyprawy i sprawdzajcie miejsca nieoczywiste, które okazują się piękne i tajemnicze. A mapa? Mapę można dostać zupełnie za darmo – naprawdę za darmo! W wolsztyńskim Biurze Promocji i Turystyki na ulicy Kocha 12a. 

Maciej Ratajczak

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA