Robert Liszka i jego syn stracili w pożarze dorobek życia. Spłonął zakład wulkanizacyjny, który od lat prowadzili. Nie mają maszyn, sprzętu, narzędzi. Mają nadzieję, że uda się odbudować to, co w zaledwie kilka godzin strawił ogień. I dziękują wszystkim za pomoc. – Nawet nie sposób wymienić tych, którzy wsparcie okazali… – mówi pan Robert. Zbiórka trwa. Aby pomóc, kliknij TUTAJ.
MP