REGION

Od początku roku na terenie Nadleśnictwa Wolsztyn i Nadleśnictwa Bolewice strażacy gasili już 19 pożarów lasów4 min na czytanie

REGION - Od początku roku na terenie Nadleśnictwa Wolsztyn i Nadleśnictwa Bolewice strażacy gasili już 19 pożarów lasów - myregion

Do większości z nich przyczynia się człowiek. Ogień zniszczył ponad 2,5 hektara. W całym ubiegłym roku zdarzeń było dziewięć, a ogień strawił tylko ponad pół hektara lasów. Sytuacja jest spokojniejsza w Nadleśnictwie Grodzisk, gdzie do tej pory były trzy pożary w lesie, a w ubiegłym roku 19. Do większości zdarzeń nieumyślnie lub celowo przyczynia się człowiek. Leśnicy i strażacy podejrzewają nawet, że na ternie gminy Miedzichowo i sąsiedniego Trzciela grasuje podpalacz.

Niebezpieczny dla lasów i łąk jest zwłaszcza okres wczesnej wiosny. – Wtedy trawa z ubiegłego roku jest jeszcze sucha, a nowa zieleń jeszcze nie zdążyła urosnąć – mówi Jacek Szymków z Nadleśnictwa Wolsztyn. Zaznacza, że mimo iż lato właśnie się zaczęło, sytuacja nie uległa poprawie. Tylko w czerwcu miały miejsce trzy kolejne pożary. Na szczęście w ich efekcie ucierpiał nieduży obszar. Przyczynia się do tego system przeciwpożarowy oparty na tzw. dostrzegalniach. Wierze sięgają ponad konary drzew i jeśli obserwator dostrzeże dym, można szybko ustalić przybliżoną lokalizację pożaru. Dzięki temu w większości takich sytuacji udaje się ugasić ogień w zarodku. – Gdy pali się pokrywa gleby, czyli ściółka, giną drobne zwierzęta, które tam żyją. Większe najczęściej zdołają uciec. Najbardziej niebezpieczny jest pożar całego drzewa, aż po wierzchołek. Wtedy ogień rozprzestrzenia się z prędkością pociągu. Może być groźny nawet dla strażaków, którzy biorą udział w akcji gaśniczej – mówi Jacek Szymków. Na szczęście na naszym terenie ogień udawało się dotychczas zdusić w zarodku i tak poważnych zdarzeń nie było. Jednak nawet wtedy, jeśli temperatura sięgnie powyżej 50 stopni, może uszkodzić korzenie drzew. – W takich sytuacjach, zaraz po pożarze, wydaje się, że pnie są tylko osmolone i drzewa przetrwają. Jednak po dwóch lub trzech tygodniach zaczynają schnąć – tłumaczy leśniczy. Drewno jest już gorszej jakości i zostaje sprzedane za niższą cenę. Po każdym pożarze teren musi być dozorowany przez leśników, czy gdzieś nie doszło do ponownego wzniecenia ognia. Robi się to tak długo, aż nie ma pewności, że jest bezpiecznie, czyli najczęściej do momentu, kiedy spadnie deszcz.

Tylko kilka procent pożarów w lesie to efekt siły natury np. uderzenie pioruna. Do większości zdarzeń nieumyślnie lub celowo przyczynia się człowiek. – Kilka dni temu rolnik jechał drogą z Belęcina w stronę Mariankowa, kiedy zaczęły się palić baloty na przyczepie. Chcąc ratować sytuację zrzucił je na drogę. Siano pali się w specyficzny sposób, coś mogło łatwo przefrunąć i zahaczyć nawet o wierzchołki drzew. Wtedy mielibyśmy do czynienia z bardzo poważnym zdarzeniem. Na szczęście za rolnikiem jechała koparka, której kierowca szybko zasypał ogień piaskiem – wspomina Jacek Szymków. Z doświadczeń leśników wynika, że do pożarów przyczynia się nieodpowiedzialne działanie młodzieży. W ubiegłym roku na terenie Nadleśnictwa Grodzisk Wielkopolski ratownicy interweniowali, gdy grupa młodych ludzi postanowiła zrobić sobie grilla w środku lasu. – Na szczęście spacerowicze zauważyli to i powiadomi strażaków. Pożar ugaszono w zarodku – mówi Tomasz Kałek z Nadleśnictwa w Grodzisku. W tym roku była podobna sytuacja, gdy po zmniejszeniu obostrzeń nałożonych z powodu epidemii ludzie tłumnie ruszyli do lasów. Wówczas kolejna grupa młodzieży postanowiła zrobić sobie grilla. Po zgłoszeniu przez przypadkowego przechodnia, połączone siły leśnictwa i straży w ciągu dziesięciu minut dotarły na miejsce i zapobiegły potencjalnej tragedii.

Podobne przypadki nieodpowiedzialnego zachowania młodzieży miały też miejsce na terenie Nadleśnictwa Wolsztyn. – Kilka lat temu jednego dnia, w dwóch miejscach, spaliło się tyle lasów, co wcześniej przez dziesięć lat na terenie całego Nadleśnictwa. Udało się ustalić sprawców zaprószeń ognia, byli to bardzo młodzi ludzie – wyjaśnia Jacek Szymków. Z kolei leśnicy z Bolewic i Trzciela podejrzewają, że grasuje u nich podpalacz. – Podejrzewamy, że ktoś robi to celowo. W lesie zauważyliśmy gałęzie ułożone w sterty, jak małe ogniska, jakby ktoś przygotowywał się do podpalenia. Służby wspólnymi siłami działają, żeby namierzyć potencjalnego sprawcę pożarów – mówi Jolanta Gaczyńska, z Nadleśnictwa Bolewice.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w REGION