EXTRANewsNOWY TOMYŚL

Moje pandemiczne życie: Dziennik z czasów zarazy, czyli zapiski Katarzyny Mrozik – Stefańskiej (PREMIERA)10 min na czytanie

EXTRA - Moje pandemiczne życie: Dziennik z czasów zarazy, czyli zapiski Katarzyny Mrozik – Stefańskiej (PREMIERA) - myregion

Nowotomyska biblioteka rozstrzygnęła trwający od stycznia konkurs literacki „Moje pandemiczne życie. Piszemy historię dla przyszłych pokoleń”, któremu patronował m.in. portal myRegion.pl. Zwyciężczynią w kategorii opowiadanie została Maria Madleńska, autorka opowiadania „Domy z betonu”. Z kolei pierwsze miejsce w kategorii „Dziennik” zajęła Katarzyna Mrozik – Stefańska za „Dziennik z czasów zarazy”. – Interesujący zapis kolejnych etapów pandemii z bardzo osobistej perspektywy, dyscyplina słowa mająca dużą nośność znaczeniową – czytamy w uzasadnieniu jury. Pracę Katarzyny Mrozik – Stefańskiej w całości publikujemy poniżej. 

ŁR

Dziennik czasów zarazy 

początek marca 2020

„Słyszała Pani? Już pięć przypadków w całej Polsce.” 

Słyszałam, tylko nie wiem jeszcze, co zrobić z tą informacją. Prawie trzysta osób dziennie umiera na raka, osiem osób ginie każdego dnia w wypadkach drogowych. Te liczby nie budzą takiej sensacji, są od dawna oswojone.

nadal początek marca 2020

Do szkoły przysłano instrukcję mycia rąk, mamy przećwiczyć z uczniami. Nigdy nie jest za późno na powrót do podstaw edukacji, nawet w szkole średniej. Ćwiczę więc, a potem znajduję specjalną aplikację z obrazkami jak to robić, do których można podstawić ulubioną piosenkę. Młodzież lubi apki i piosenki, może dzięki temu mycie rąk im się utrwali. 

środek marca 2020

„Słyszała pani? Od jutra szkoły zamknięte.”

Na twarzach uczniów widzę zdziwienie i niepewność, pomieszane z radością – kto nigdy nie cieszył się z wolnego w szkole? 

Nie wiem dlaczego ta wiadomość od razu skojarzyła mi się z pierwszym dniem stanu wojennego, 

w którym wieczorem ogłoszono, że nie wracamy do szkoły. Byłam wtedy nieświadomą niczego nastolatką. Też się cieszyłam na początku. Potem już znacznie mniej.

druga połowa marca 2020

Wstaję rano, jak zwykle, ubieram dres i kapcie i zaczynam zdalną pracę. Na prywatnym laptopie w wieku mojego psa – a jego określa się już mianem seniora, z radiowym domowym Internetem, kapryśnym jak dziecko, bez żadnych wskazówek, wsparcia, instrukcji, narzędzi, jedynie z poleceniem „nie traktujcie tego czasu jak ferie”. Nie traktuję. Staram się znajdować ciekawe materiały, szukać wspierających tekstów, jestem w ciągłym kontakcie z ponad dwustu dwudziestoma swoimi uczniami. Od dźwięku przychodzących wiadomości zwrotnych boli mnie głowa. O oczach nie wspominam.

początek kwietnia 2020 

Wstaję rano, jak zwykle, ubieram dres i kapcie. Nieeeeee. Ta powtarzalność, która zawładnęła od jakiegoś czasu moimi porankami, popołudniami i wieczorami, doprowadza mnie już do szaleństwa. 

Nie możemy nigdzie wyjść. I co z tego? Zawsze można wyjść z niezdrowego rytuału. 

Zapraszam męża na wieczorną randkę w salonie, taką z tańcami. Ubieramy się elegancko, zakładam buty na szpilkach, a mąż krawat, robię makijaż, włączamy muzykę, zapalamy świece i… jest pięknie. Na jakiś czas zapominamy o kolejnych statystykach zachorowań, świat z codziennych niusów przestaje istnieć.

nadal początek kwietnia 2020

Zamknięto wszystko, nawet lasy. Zniknęli z krajobrazu ludzie, zniknęły samochody. Ośmielone tą nieobecnością i ciszą leśne zwierzęta i ptaki pojawiają się bez lęku na polach, łąkach, podchodzą pod sam płot. Nie mogę pójść do lasu, las przychodzi do mnie.

Mam wrażenie, że zamknięto również czas. Nie ma dni tygodnia, jest tylko wczoraj, dziś i jutro.

A właściwie tylko dziś. Całkiem niedawne wydarzenia „sprzed” stają się nierealnymi wspomnieniami, jutro… kto wie, co jeszcze zostanie jutro z jakże kruchego „dziś”.

nadal kwiecień 2020

Coraz bardziej doskwiera nam brak ruchu. Zarządzam poranne chodzenie z kijkami wzdłuż naszego dość długiego płotu, tam i z powrotem, po kilkadziesiąt razy. Taka namiastka spaceru, albo drogi do pracy. Coraz więcej namiastek. Rozumieją to nawet nasze psy z radością wybiegające na ten dziwny spacer i zniechęcone po kilku zwrotach. Cóż, ta sama ścieżka, te same zapachy, żadnych atrakcji. Psy nie lubią namiastek.

ten sam kwiecień 2020

Tęskniłam za atrakcjami. No to doczekałam się prawdziwej. Bliskie spotkanie dwojga ludzi, dwóch psów z trzema dzikami. Na końcu codziennej spacerowej ścieżki, oko w oko. Już nie narzekam, że namiastki spaceru nudne.

i jeszcze kwiecień 2020

Lubię ciszę, rozległe przestrzenie, nie tęsknię za nikim, kiedy wyruszam na długie wędrówki po lasach i łąkach. Dziś przeraziły mnie bezludne ulice miasta, opustoszałe, głuche przestrzenie ulic, placów, miejskiego parku. Moja wiejska cisza i pustka są normalnością, nawet w tym nienormalnym czasie. Pustka i cisza zazwyczaj gwarnego miasta są bardziej przerażające niż codzienne statystyki. Są namacalne, widać je i słychać.

początek maja 2020

Kilkanaście terminów zaznaczonych w kalendarzu na maj przestaje być aktualne, przeniesiono matury na później, z ustnych egzaminów zrezygnowano całkowicie. Taka sytuacja nie zdarzyła się jeszcze nigdy, nawet w stanie wojennym. 

maj 2020

Siedzę w ogrodzie, przypomina mi się piosenka Kory „Wyjątkowo zimny maj”. I wcale nie pogoda 

przywiodła mi na myśl to skojarzenie, a raczej emocje i relacje. Strach, niepewność, natłok monotematycznych informacji powoli, acz skutecznie wychładzają nasze więzi z ludźmi.

chyba maj 2020

Zacierają się kolejne dni i tygodnie, coraz bardziej podobne do siebie, coraz bardziej monotonne. Tylko ogród zdaje się zupełnie nie przejmować pandemicznym czasem i zakwita coraz to w innych miejscach, coraz to innymi kolorami. Jest jeszcze normalność.

początek czerwca 2020

Właśnie miała się rozpocząć nasza klasowa trzydniowa wycieczka nad morze. Rano wysyłam uczniom nagranie wirtualnego spaceru brzegiem Bałtyku. Kolejna namiastka. Wieczorem mam wyrzuty sumienia z powodu tego filmu. Namiastki bywają okrutne.

ten sam początek tego samego czerwca 2020

Zdalne nauczanie często przypomina pracę w radiu, mówię do ekranu pełnego ikonek z inicjałami uczniów i nie jestem pewna, czy po drugiej stronie są słuchacze. A tu niespodzianka: ostatnia lekcja z jedną z grup technikum kończących rok szkolny wcześniej z powodu praktyk zawodowych i wszyscy włączają kamerki. To męska grupa, widzę młodych ludzi w garniturach i krawatach, widzę ich twarze, ich emocje. „To specjalnie dla pani” słyszę. Wzruszam się.

koniec czerwca 2020

Rozdaję świadectwa uczniom mojej klasy. To ich pierwsze świadectwa licealne, pewnie wyobrażali sobie ten dzień zupełnie inaczej. To również ich pierwsze spotkanie po trzech miesiącach. 

W reżimie sanitarnym, z maseczkami na ustach, oddzieleni przepisową odległością. Ktoś pierwszy łamie obostrzenia, podchodzi blisko, przytula się. Jest radość. Nie ma strachu. Na chwilę. 

lato 2020

Dziwne lato, dziwne wakacje. Cieszą mniej niż zwykle. W telewizji rząd odwołuje pandemię. Trudno w to uwierzyć. Ale jeszcze trudniej nie wierzyć w nic.

wrzesień 2020

Wracamy do stacjonarnej szkoły, hurra. To nic, że trzeba nieustająco dezynfekować ręce, wietrzyć sale, siedzieć w osobnych ławkach. To nic, że nie można wyjeżdżać na wycieczki, nie ma żadnych imprez szkolnych. To nic. Jesteśmy w szkole, widzimy swoje twarze, nie ikonki na ekranie. Łapiemy łapczywie każdą najmniejszą okazję na tworzenie wspólnych wspomnień.

koniec września 2020

To się musiało kiedyś wydarzyć, prędzej czy później. Po trzech tygodniach stacjonarnej nauki pierwsza kwarantanna. Najpierw wiadomość od koleżanki, potem telefon od dyrektora, a wreszcie od bardzo miłej pani z sanepidu informującej, że od tego momentu nie mogę opuszczać miejsca zamieszkania ani kontaktować się bezpośrednio z nikim. Aplikacja w telefonie nakazująca robić sobie i wysyłać zdjęcia bez względu na to, czy akurat jem obiad, biorę prysznic, czy farbuję włosy, kontrolne wizyty policji i podskórny, nieustępliwy lęk czy zachoruję. 

Kolejne doświadczenie do bogatego arsenału doświadczeń życiowych.

połowa października 2020

Bańka pękła, znowu przechodzimy na zdalne nauczanie. Kolejny sezon, jak w serialach na Netflixie, tylko trudniej określić gatunek: thriller, dramat czy komedia? A może wszystko w jednym? 

listopad 2020

Siadam przed laptopem do pierwszej lekcji – za oknem szaro i buro. Kończę ostatnią zdalną lekcję – za oknem szaro i buro. Wiem, że taki wątpliwy urok listopada, choć wydaje mi się, zapewne niesłusznie, że przedpandemiczne listopady bywały jaśniejsze.

grudzień 2020

Pierwszy covidowy pogrzeb w rodzinie, choroby przyjaciół. Niepokój coraz bardziej zacieśnia krąg. Jak nigdy – nie cieszy grudniowe czekanie.

późny grudzień 2020

Nie wysyłam świątecznych życzeń, nie dzwonię do nikogo. Banalne słowa „Wesołych świąt” wydają mi się okrutne i zupełnie nie na miejscu, na niebanalne nie mam po prostu siły ani pomysłu.

styczeń 2021

Praca w domu, dom w pracy, wymieszane rzeczywistości. Uczniowie – chcąc nie chcąc – uczestniczą czasami w moim prywatnym życiu, na szczęście mało ekscytującym. Ja – chcąc nie chcąc – też uczestniczę w ich prywatnych życiach. Na nieszczęście, czasami bardziej ekscytujących i dramatycznych niż moje.

jeszcze styczeń 2021

Przyzwyczajam się do życia na „bezludnej wyspie”, coraz mniej potrzebuję kontaktu z drugim człowiekiem. Zdalna praca z ikonkami zamiast twarzy sprawia, że nie umiem rozmawiać przez telefon, mam dość niewidzenia rozmówcy. Drażni mnie też monotematyczność tych rozmów, jakby zupełnie przestał istnieć pozapandemiczny świat.

Uciekam w książki, seriale i dzierganie.

luty 2021

Szczepić się, czy nie szczepić – szekspirowski dylemat. Nie rzucam monety, by los zdecydował za mnie, rozważam wszystkie za i przeciw, zapisuję na kartce. Nie wyzbywszy się wątpliwości (szczęśliwy, kto nigdy ich nie ma ), pełna obaw o reakcję organizmu, przyjmuję pierwszą dawkę szczepionki. Chciałabym po prostu móc chociaż trochę przestać się bać.

jeszcze luty 2020

Nie zdążyłam nauczyć się twarzy nowych uczniów, kilka lekcji na żywo we wrześniu to za mało. Nie umiałabym teraz dopasować ikonek z monitora laptopa do postaci. Za to doskonale rozpoznaję ich po głosach, przynajmniej tych, którzy są aktywni na lekcjach.

marzec 2021

Mija rok pandemicznej rzeczywistości. Dzielę kolejne tygodnie na sezony, jak seriale. 

Pierwszy sezon był całkowitym zaskoczeniem, czymś, czego nigdy nie doświadczyliśmy, ani jako widzowie, ani jako uczestnicy fabuły. 

W drugim zdarzyło się kilka ciekawych – raczej w znaczeniu ze starego chińskiego przekleństwa „obyś żył w ciekawych czasach”, niż w znaczeniu „interesujący” – zwrotów akcji, były momenty podkręcania dramaturgii. Ostatni grudniowy odcinek pozostawił wielką nadzieję na rozwiązanie zbyt pokomplikowanych wątków. 

Trzeci sezon to już przesyt. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby rzeczywiście nakręcono taki serial, nikt nie czekałby na kolejne odcinki. 

Niestety, życie nie zapytało nas, czy mamy ochotę nadal tkwić w tym serialu. Nie wypłacono nam tantiem, to raczej my płacimy za uczestnictwo. 

A jednak świat, w którym przyszło nam żyć przez ostatnie miesiące, nie jest czarno-biały, ma mnóstwo odcieni szarości. Staram się dostrzec pozytywne elementy w całej tej nieoczekiwanej sytuacji, rozjaśnić czarne barwy, a nawet dodać trochę koloru. Staram się myśleć, że kolejnego sezonu pandemicznego serialu już nie będzie.

Katarzyna Mrozik-Stefańska – absolwentka UAM i Kolegium Języków Obcych w Poznaniu. Autorka dwóch tomików wierszy: “futro z drutu kolczastego” i “otwieranie zamykanie”. Wyróżniana w konkursach poetyckich. Laureatka nagrody głównej w Turnieju Wierszy “O Pierścień Dąbrówki”. Publikowała w antologiach i pismach literackich m.in. “Okolica Poetów” i “Protokół Kulturalny”. Należy do Nowotomyskiego Piętra Wyrazów Literackich. Pracuje jako nauczyciel języków obcych w Nowym Tomyślu. Od kilkunastu lat mieszka w podnowotomyskim Sękowie.

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA