GRODZISKNews

„Módlcie się za mnie, a ja będę się modlił za was”. Wspomnienie o. Sławomira, naszego misjonarza3 min na czytanie

GRODZISK - „Módlcie się za mnie, a ja będę się modlił za was”. Wspomnienie o. Sławomira, naszego misjonarza - myregion

O. Sławomir Rzepka, misjonarz pochodzący z Dębska (gm. Wielichowo). Zmarł nagle w minionym roku w wieku 54 lat w Sao Paulo w Brazylii. Jego znajomi nazywali go „wesołym rozrabiaką”, bo niejednokrotnie udowadniał, że potrafi się bawić z ludźmi, ale i pomagać. 

Na co dzień pracował w Brazylii, jednak raz na kilka lat odwiedzał w Polsce matkę i przyjaciół. Jak wspomina go Adela Cicha, prezes Stowarzyszenia Seniorów „Druga Młodość” z Wielichowa, był niezmiernie serdeczny i ciepły. – Bardzo ciekawie opowiadał o swoim powołaniu, pracy na misji i różnych, zabawnych wydarzeniach ze swojego życia – wspomina Adela Cicha, której stowarzyszenie gościło o. Sławka przed trzema laty. 

Gdy o. Sławek przyjeżdżał do domu rodzinnego, do Dębska, odprawiał msze w Wielichowie i w Rakoniewicach. Zawsze dzielił się opowieściami z pracy na misji, rozweselał wzruszającymi historiami i anegdotami. Polscy księża nazywali go nawet „wesołym rozrabiaką”, bo na spotkaniach z nim zawsze coś się działo. Halina Maciołek, dobra znajoma o. Sławka opowiada, że gdy przyjeżdżał, było święto w całej wsi. Pamięta, jak przed laty świętowano z okazji mszy prymicyjnej. Wszyscy cieszyli się z jego powołania. A i on świętował, kiedy bywał w Dębsku. Gotował nawet brazyliską zupę i uczył kisić buraki czy kalafiory. Ostatnim wspomnieniem dla wielu mieszkańców są dożynki w 2015 roku, kiedy to o. Sławek nie tylko odprawiał mszę, ale i czynnie pomagał w organizacji święta. 

O. Sławek nie lubił przepychu, nie chciał żadnych przygotowań na swoje przyjazdy. Jak opowiada Halina Maciołek, raz zrobił swojej mamie niespodziankę i przyjechał nagle na jej 80. urodziny. – Poprosił brata, żeby podrzucił na lotnisko ciepłą kurtkę dla kolegi w Brazylii, a gdy brat zawiózł ją na lotnisko, już tam czekał z bukietem kwiatów dla mamy – wspomina pani Halina. Pamięta też, że o. Sławek dla innych też miał zawsze drobne upominki. – Ostatnio przywiózł znajomym drewniane tabliczki z wyrytym napisem „ Módlcie się za mnie, a ja będę modlił się za Was” – mówi mieszkanka Dębska. 

Duchowny pracował w Brazylii z osobami ciężko dotkniętymi przez los, pomagał ludziom uzależnionym. Opowiadał, jak wielokrotnie szedł pieszo do małych wspólnot, by odprawić mszę dla 10 osób. W Polsce kupował wysokie wojskowe buty, by chroniły go przed żmijami. W liście misyjnym pisał o swoim powołaniu: „Czas ogromnej samotności i czas doświadczenia, ale również czas spotkania cudownych ludzi: biednych, bezrobotnych, samotnych, rzuconych poza margines społeczeństwa. Spotkanie ludzi niepotrzebnych!”. Był znany ze swojej skromności. Liczył się dla niego człowiek i jego historia. 

Dni po śmierci o. Sławomira to dla mieszkańców Dębska i okolic czas ogromnego smutku, wspomnień, przeglądania zdjęć. Halina Maciołek ze łzami w oczach opowiada, jak odmawiała różaniec za ojca Sławka z jego matką, dla której nagła śmierć syna to ogromny cios. Wyjaśnia, że o Sławek dostał zawału tuż przed mszą, na spacerze. Nie zdołano go uratować. Jego mama nie mogła pojechać na pogrzeb, oglądała transmisję w internecie, bo zgodnie z wolą o. Sławka, pochowano go w Brazylii. Chciał być wśród tych najbiedniejszych, którym pomagał. W ostatniej drodze towarzyszyły mu wieńce od rodziny i przyjaciół z Polski. W wielichowskim kościele odbyła się msza pożegnalna, na którą przyjechali księża z Sudowa, Pieniężna i Warszawy. Mieszkańcy Dębska planują wydać pamiątkową publikację o misjonarzu. O. Sławek przeżył 54 lata, z czego 35 w ślubach zakonnych i 27 w kapłaństwie. 

AS

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w GRODZISK