NewsNOWY TOMYŚL

„Mieczów ci u nas dostatek”. Czyli o tym, dlaczego radny… nie przyjął prezentu od burmistrza Hibnera5 min na czytanie

News - „Mieczów ci u nas dostatek”. Czyli o tym, dlaczego radny… nie przyjął prezentu od burmistrza Hibnera - myregion

Ostatnia, ubiegłotygodniowa sesja Rady Miejskiej w Nowym Tomyślu należałaby do spokojnych, gdyby nie wymiana zdań pomiędzy burmistrzem Włodzimierzem Hibnerem, a radnymi – Tomaszem Matusiakiem i Tomaszem Antuszewskim. Poszło o to, kto co pisze w internecie i kogo tym obraża. Na pewno obrażony poczuł się burmistrz, choć zdaniem Antuszewskiego, powodów nie było. Ale czy burmistrz obraził się też, że radny nie przyjął od niego prezentu?

– To zakłamana rzeczywistość – tak swoje wystąpienie, które radny Matusiak określił „płomiennym”, zaczął burmistrz Hibner. Poszło o wpis na Facebooku popełniony przez radnego Antuszewskiego, który oświadczył w nim, że tzw. droga do Bero, która jest obecnie budowana, mogła być „drogą na grzyby”, gdyby nie zaangażowanie przedsiębiorców. To oni według radnego mieli dogadać z marszałkiem temat ronda, które powstanie. A to oznacza, że droga nie skończy się tak, jak kończy się ścieżka rowerowa biegnąca w stronę Borui Kościelnej. Bo kończy się równie nagle, jak nagle się zaczyna. Ale mniejsza o to, bo przedmiotem wystąpienia burmistrza był wpis, a nie ścieżka, która nie wyszła tak, jak wszyscy by chcieli.

– Nie pozwolę sobie, by przypisywać mi zaniechania i działania, co do których nie posiadam kompetencji! – głosił burmistrz wytykając, że droga, o której radny pisał, nie jest drogą gminną. I przytaczając, że Tomasz Antuszewski miał też twierdzić, iż Nowy Tomyśl znajduje się u marszałka na czarnej liście, a wydział inwestycji legł w gruzach. – Nie wiem, skąd pan ma takie informacje – dziwił się Włodzimierz Hibner, choć pewnie przeczuwał, że odpowiedź lada chwila nadejdzie, bo Antuszewski, wyraźnie opanowany, szykował ją w głowie, na co wskazywało jego wyraźne osłupienie. Pogłębiło się jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że burmistrz ma dla niego prezent. Bo tego jeszcze – jak mawiał klasyk – w kinie nie grali.

W pewnym momencie Włodzimierz Hibner wstał, podszedł do radnego i oświadczył, że oto ma dla niego mapę dróg gminnych, powiatowych, a nawet wojewódzkich. – Żeby pan się z nią dobrze zapoznał! – upomniał, przyznając nawet, że jest złośliwy, ale owa złośliwość ma „zacięcie edukacyjne”. Wyjaśnił także, jak korzystać ze skali, bo w końcu Tomasz Antuszewski, jako szef wydziału infrastruktury w nowotomyskim starostwie, a także wieloletni strażak, mógł tego nie wiedzieć. Chwilę później okazało się jednak, że wie, choć niewielu spodziewało się, że tłumacząc to, że wie, sięgnie do czasów… Bitwy pod Grunwaldem. 

– Jest pan świetnym mówcą – pochwalił burmistrza na wstępie radny Antuszewski. Ale od razu przeszedł do ataku, choć na początku użył mniejszych dział. Zaczął od tego, że burmistrz wyszedł z ostatniej sesji, kiedy ten pytał go o to, gdzie burmistrz był, kiedy w mieście był wojewoda. – Można było wówczas przegadać wiele tematów. Pan posługuje się teraz polemiką, że ja panu zarzucam coś, co nie należy do pana. A ja we wpisie na Facebooku stwierdziłem tylko, że gdyby ronda nie było, to droga byłaby na grzyby. I niewiele brakowało, by go nie było. I pan to doskonale wie. Bo pierwsze kroki w kierunku budowy ronda wykonali przedsiębiorcy, nie pan. Oni byli u marszałka, oni rozmawiali – relacjonował przebieg zdarzeń Antuszewski, po czym przeszedł do kwestii czarnej listy. 

– Nowy Tomyśl nie cieszy się względami w Wielkopolskim Zarządzie Dróg Wojewódzkich. Gdyby tak było, to inwestycje, które czekają, byłyby szybciej realizowane. Przykłady można znaleźć w sąsiednich gminach. I o tym też pan doskonale wie. Do pana obowiązków, jako włodarza, należy lobbowanie u władz wyższego szczebla, aby jak najwięcej inwestycji powstawało na terenie gminy. Nie można obstawiać się dokumentami, wysyłając urzędowe pisma i mówić, że oni nie mają pieniędzy. Nasuwa się pytanie, dlaczego w innych gminach realizowane są inwestycje? – mówił radny, cały czas zachowując spokój, choć trochę się denerwując przy zmierzaniu do kwestii spornej, czyli tej, kto zna lepiej gminę – on czy burmistrz.

– Śmiem twierdzić, że trochę lepiej znam sieć dróg na terenie gminy i powiatu nowotomyskiego niż pan – odpalił w końcu radny, co niektórzy przyjęli z entuzjazmem. – Po pierwsze dłużej tu mieszkam, a po drugie pracuje w wydziale infrastruktury starostwa. Ponadto kiedyś też mi pan zarzucił, że nie znam się na zasadach samorządowych. Pracując w straży pożarnej należało znać sieć dróg i możliwość dojazdu do każdego gospodarstwa. Także ja sobie tutaj nie pozwolę, żeby pan mi wciskał jakieś nieprawdziwe informacje. A jak się pan tak często odwołuje do historii, to tylko powiem, żeby sobie pan zobaczył Bitwę Pod Grunwaldem, a ja zacytuję: „Mieczów ci u nas dostatek” – stwierdził radny dodając, że burmistrz ma sobie zabrać swój prezent, bo „nie interesują go personalne wycieczki”. 

Włodzimierz Hibner ani myślał pozostać dłużnym. – Pan nie odrobił lekcji z dzisiejszego wykładu – rzucił na wstępie. – Ja nie jestem lobbystą i nie powiniennem być. Nie boję się pańskich pytań, a z wojewodą się spotkałem. Do przedsiębiorców nie mam zamiaru jeździć. Jestem dumny z tego, co zostało zrobione. Bo dużo robię – odparł na to, co usłyszał od radnego. A całość podsumował, jak dość często się zdarza, radny Wojciech Andryszczyk. – Przestańcie. Zgoda buduje. Wszyscy musimy lobbować, bo to nasze miasto. Nie rozumiem takiej dyskusji. Nie rozmawia się z zaciśniętymi zębami – stwierdził. I po kilku, już krótkich wymianach zdań pomiędzy radnym a burmistrzem, sesję zakończono. Choć kwestii tego, co z zrobić z nieodpakowanym prezentem – nie rozwiązano. Podobnie zresztą jak tego, czy radny pisząc na Facebooku o drodze na grzyby miał rację, czy jej nie miał.

ŁR

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News