NewsNOWY TOMYŚL

Miały być podróże, będzie walka w sądzie. Smutny finał wielkiej zbiórki dla Kasi5 min na czytanie

News - Miały być podróże, będzie walka w sądzie. Smutny finał wielkiej zbiórki dla Kasi - myregion

Kasia chciała spełniać marzenia. Kiedy zepsuł się jej wózek, na którym jeździła od lat, dziesiątki ludzi zrzuciły się, by kupić jej nowy. Ale radość nie trwała długo. Bo wózek wielokrotnie odmawiał posłuszeństwa, choć producent twierdził, że jest sprawny. Teraz sprawa jest w sądzie, a Kasia siedzi w domu. 

Wszystko zaczęło się w lutym 2019. To wtedy Kasi zepsuł się wózek, z którym nie rozstawała się przez siedem lat. – Był ze mną w wielu miejscach. Był moimi nogami, moją samodzielnością – wspomina niepełnosprawna mieszkanka gminy Zbąszyń. – Ale kiedy tylko wózek się popsuł, na pomoc ruszył mój kolega Kamil. I tak ruszyła szalona zbiórka, dzięki której udało się zebrać ponad 28 tys. zł na nowy wózek. W zaledwie trzy dni! – opowiada Kasia. Podkreśla, że w sklepie wybrała najlepszy, jaki znalazła. Znanej, renomowanej firmy.–- Ile to ja lat słyszałam, że robią taki supermocny sprzęt. Wytrzymały, trwały! – mówi Kasia. – Miał mocne akumulatory i windę, dzięki której mogłam być w pozycji pół leżącej, a mój kręgosłup mógł odpoczywać – opowiada mieszkanka gminy Zbąszyń. Ale dość szybko okazało się, że pojazd, choć robił wrażenie, zawodził techniką. Wielokrotnie. 

– Wózek przyjechał do mnie w marcu, a cieszyłam się nim do lipca. To wtedy pojawiła się pierwsza usterka. Ale pomyślałam sobie, że to tylko sprzęt. Że oddam do serwisu, gdzie go sprawdzą, ewentualnie naprawią i wózek wróci, a ja będę dalej zdobywała świat – mówi Kasia. Wspomina, że w serwisie powiedziano, że żadnej usterki nie ma i wszystko jest w porządku. – Od razu poczułam niepokój, ale wózek przez trzy miesiące znów działał. – Jednak, gdy pojechałam do Warszawy na galę „Człowieka bez barier”, w której brałam udział, wózek zatrzymał się na pasach, na dzień przed galą. – Dobrze, że był ze mną Kuba, który wiedział, jak przestawić wózek na tryb manualny. Gdyby nie on, mogłoby dojść do tragedii, bo wózek nie chciał odpalić. W końcu jednak odpalił, ale po chwili znów pojawiła się usterka – mówi Kasia. Podkreśla, że dzwoniła wówczas do najbliższego serwisu, ale usłyszała, że już nie pracują i kazali dzwonić na pogotowie.

Następnego dnia chłopak Kasi zawiózł wózek do serwisu, gdzie udało się wypożyczyć zastępczy. – Znów usłyszałam, że wózek nie ma wady, a dodatkowo, że to ja nie umiem jeździć i chyba trzeba mnie nauczyć – opowiada zbąszynianka przyznając, że panowie z serwisu mówili jej rzeczy tak przykre, że nawet nie chce ich powtarzać. – Pojechałam więc do domu z wózkiem zastępczym, a po dwóch tygodniach przyjechał do mnie właściciel firmy z moim wózkiem. I tłumaczył mi, jak mam go obsługiwać podkreślając, że wózek działa – mówi Kasia. – Ale po miesiącu znów nie działał. Musiałam załatwić sobie zastępczy, a ten nowy kolejny raz oddałam na reklamację. Tym razem z prośbą o wymianę wózka na nowy lub zwrot pieniędzy. I nagle się okazało, że jest usterka, a nawet kilka! Po półtora roku – podkreśla zbąszynianka. – Prosiłam więc o zwrot pieniędzy, ale firma nie odpowiadała. W końcu zadzwonił do mnie radca prawny proponując, że w ramach zadośćuczynienia mogę dostać 2 tys. zł. Kiedy wózek kosztował 28 tys. zł! – mówi Kasia, która na propozycję się nie zgodziła. 

Zbąszynianka przyznaje, że była wówczas na skraju wyczerpania. Bała się, że będzie uziemiona, bo jedyny wózek, jaki miała, to taki, który wspomaga funkcjonowanie w domu. A taki nie daje możliwości dłuższych wyjazdów, bo nie ma odpowiednich akumulatorów i amortyzacji. – Postanowiłam zawalczyć o siebie, bo w podobnych sytuacjach są też inni niepełnosprawni. I założyłam firmie sprawę w sądzie – mówi Kasia. Przyznaje jednak, że końca procesu nie widać, a przez to, że nie ma sprawnego wózka, od prawie półtora roku siedzi w domu. – Jest mi przykro, że tyle ludzi mi pomogło, a ja nadal nie mogę robić tego, co lubię, czyli żyć aktywnie. Dlatego moim marzeniem jest kupno nowego wózka, zupełnie innej firmy, mając nadzieję, że nie odmówi posłuszeństwa – podkreśla Kasia. Mieszkanka Zbąszynia dodaje, że ostatnio się dowiedziała, że jej wózek był fabrycznie uszkodzony, podobnie jak cała seria. Ale firma nie chce się do tego przyznać. I zdaniem Kasi wmawia niepełnosprawnym, że nie umieją obsługiwać jej wózków. Dlatego Kasia kolejny raz prosi o pomoc w uzbieraniu 33 tys. zł. Taka kwota dzieli ją od wolności. Bo tyle kosztuje nowy wózek, który dzięki swojej konstrukcji i napędowi na tylne koła doskonale nadaje się do użytku na dworze. – Kasia to wulkan energii. Bez wózka jest uwięziona we własnym domu. A to dla niej najgorsza kara. Dlatego… pomóżmy… – apelują znajomi zbąszynianki. 

opr. ŁR

Aby pomóc, wpisz w wyszukiwarkę hasło „Wolność dla kochanej TurboKasi” i przejdź na stronę zrzutka.pl

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News