EXTRANews

Mała Hania nigdy nie zapomni, co zrobiła jej biologiczna mama. “Poza złością nie okazywała żadnych uczuć i emocji”4 min na czytanie

EXTRA - Mała Hania nigdy nie zapomni, co zrobiła jej biologiczna mama. “Poza złością nie okazywała żadnych uczuć i emocji” - myregion

Mały rudzielec o zielonych oczach ma wydęte usta i zacięty wyraz twarzy. Jej postawa mówi jasno, że jej zdanie jest najważniejsze i nikt, ale to nikt, nie będzie nią rządził. Co innego, gdy się uśmiecha, ale to wciąż jeszcze rzadkie i ulotne chwile. 

Hania urodziła się w jednej z podwolsztyńskich wsi, a nie były to narodziny byle jakie. Ciężarna matka z ojcem wtoczyli się na porodówkę, a unosząca się wokół nich woń alkoholu nie pozostawiała wątpliwości. Gdy pijana kobieta rodziła, dumny przyszły ojciec awanturował się z personelem oddziału. Żeby wyprowadzić go ze szpitala, konieczna była interwencja policji. Duma jednak szybko minęła. Matka wyszła ze szpitala pozostawiając w nim nowo narodzoną córeczkę i zniknęła. Wybrała lekkie życie z dala od rodzicielskich obowiązków. Razem z nią pod ziemię zapadł się ojciec, a maleńką Hanię odebrała ze szpitala babcia.

Życie pokazało, że niedaleko pada jabłko od jabłoni, a babci daleko było do ideału. – Jak się okazało mama Hani wychowała się w domu dziecka. Gdy wróciła do domu, za późno było na budowanie prawdziwych więzi z matką, babką Hani. W placówce nie nauczyła się czym jest dom, rodzina i kochająca matka, więc swojemu dziecku też nie potrafiła tego dać – opowiada obecna opiekunka Hani. – Złe towarzystwo i alkohol sprawiły, że zainteresowała się nią policja. Pomieszkiwała z rzadka z matką i córką, a gdy robiło się gorąco – znikała. W takich warunkach Hania nauczyła się mówić powtarzając kłamstwa. – Gdy mundurowi pukali do drzwi, matka chowała się w szafie, a mała powtarzała, że mamy nie ma w domu – mówi matka zastępcza. 

Związana tajemnicą i kłamstwami dziewczynka wychowywała się odizolowana do rówieśników i musiała szybko dorastać, by sprostać swojej życiowej sytuacji, a gdy przyszedł czas, by poszła do przedszkola nie umiała się odnaleźć wśród dzieci. – Chciała być lubiana i w centrum uwagi, ale też miała bardzo silną potrzebę kontrolowania sytuacji, dlatego za wszelką cenę dążyła do tego, by rządzić w grupie. Inne dzieci tego nie akceptowały, a ona wpadała w złość. Biła, gryzła i kopała – mówi opiekunka. Przedszkole zawiadomiło pomoc społeczną. Babcia dostała do pomocy w wychowaniu dziewczynki asystenta rodziny, ale nie miała zamiaru się podporządkować. Potem był kurator sądowy, aż w końcu dziecko zostało jej odebrane i trafiło do rodziny zastępczej. 

– Pamiętam ten dzień doskonale. Dwie kasztanowo rude kity i to nieustępliwe spojrzenie – wspomina matka zastępcza. – Poza złością i agresją nie okazywała żadnych uczuć i emocji. Nie odpowiadała na żadne pytania. Można było pytać pół dnia… Doprowadzało mnie to do szewskiej pasji, ale wytrzymałam. To, co było najbardziej uderzające to to, że ona nigdy nie płakała – podkreśla, że nigdy wcześniej nie spotkała takiego dziecka. – Kłamała jak z nut. Na poczekaniu wymyślała niestworzone historie, ale opowiadała je tak przekonująco, że nie było nikogo, kto by jej nie uwierzył. Z taką fantazją pewnie zostanie pisarką – żartuje opiekunka. Doskonale manipulowała otoczeniem. To było fascynujące i straszne zarazem – dodaje.

Babcia odwiedzała Hanię jeszcze przez jakiś czas i wyszło szydło z worka. Talenty wnuczki to szkoła babci, która manipulowała dziewczynką i nastawiała ją przeciwko rodzinie zastępczej. Opowiadała jej, że to wszystko tylko na chwilę, że wróci do domu, do niej i do matki. Że będzie dobrze. Hania była potem rozbita i rozdrażniona. – Kiedy już wydawało się, że nawiązujemy jakieś porozumienie, że zaczyna nam ufać, każda taka wizyta niweczyła wszystkie nasze wysiłki – przyznaje matka zastępcza. – Ale babcia odwiedzała ją coraz rzadziej, a Hania miewała coraz dłuższe momenty wyciszenia. W końcu nadszedł dzień, gdy babcia nie przyjechała i oświadczyła tej małej, zapatrzonej w nią dziewczynce, że to koniec. Wtedy Hania po raz pierwszy zapłakała… – dodaje.

Dzieci odebrane rodzinom biologicznym często idealizują ich obraz, a winą za utratę bliskich obarczają siebie. Dźwigają ten ciężar każdego dnia przekonane, że nie spełniły oczekiwań dorosłych i nie zasłużyły na ich miłość. Wypierają wszelkie złe wspomnienia o domu rodzinnym i żyją tym, co im pozostało. Tęsknotą i nadzieją, że gdzieś tam jest ktoś, kto je kocha i kiedyś po nie wróci. Tymczasem jedyną prawdziwą nadzieją jest dla nich nowa rodzina, która obdarzy je ciepłem i cierpliwością. Pokocha nie za coś, lecz mimo wszystko. 

EI

Tekst powstał w ramach kampanii społecznej „Dobry rodzic to szansa”

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA