NewsREGION

Lekarze biją na alarm. Pacjenci robią wszystko, by nie dać się zabrać do szpitala2 min na czytanie

News - Lekarze biją na alarm. Pacjenci robią wszystko, by nie dać się zabrać do szpitala - myregion

Z jednej strony problem z dostępnością do lekarzy rodzinnych, z drugiej opór pacjentów, którzy nie chcą się leczyć w szpitalach. – W całym kraju mamy już do czynienia z ofiarami niewydolności służby zdrowia i obawiam się, że sytuacja w najbliższym czasie się nie poprawi, ale w nagłych zachorowaniach zagrażających zdrowiu i życiu pacjenci nie powinni kierować się strachem – podkreśla lekarka Ewa Koźmińska – Badr. Tymczasem lekarze coraz częściej spotykają się z kategoryczną odmową pójścia do szpitala. – Ostatnio miałam pacjenta, który za wszelką cenę chciał zostać w domu, choć jego stan ewidentnie wskazywał na udar mózgu. Tłumaczył, że boi się zakażenia koronawirusem – mówi lekarka. – Wielu pacjentów, nawet przewlekle chorych, zaniedbuje też wizyty kontrolne, a to może mieć zgubne konsekwencje – dodaje.

Pacjenci skarżą się, że nie mogą się dostać do lekarzy rodzinnych, ale są sytuacje, gdy trzeba dzwonić po karetkę, a nie do przychodni. – Pogotowie udziela pomocy wyłącznie w stanach nagłego zagrożenia życia, a do takich bez wątpienia należą: utrata przytomności lub zaburzenia świadomości, nagłe zatrzymanie krążenia, drgawki,, rozległe rany z silnym krwawieniem, nagły, ostry ból, zaburzenia rytmu serca w klatce piersiowej, nasilona duszność, uporczywe wymioty, zwłaszcza z krwią, ostry, silny ból brzucha, ostre, nagłe reakcje uczuleniowe, a w szczególności duszność po zażyciu leków, krwotok z dolnego odcinka przewodu pokarmowego lub z dróg rodnych czy zatrucia lekami lub środkami chemicznymi oraz wszelkie poważne wypadki, udar cieplny czy wyziębienie organizmu – wylicza lekarka.

– Ratownicy medyczni mają do czynienia z wszelkimi skrajnościami – mówi natomiast rzecznik Wojewódzkiej Stacji Sanitarno – Epidemiologicznej w Poznaniu, Robert Judek. – Często jesteśmy wzywani do przypadków, które powinny być leczone przez lekarzy rodzinnych, a tam gdzie transport do szpitala jest nieodzowny, napotykamy na opór pacjenta – dodaje i przypomina, że ratownicy mogą zabrać do szpitala wyłącznie pacjenta, który wyrazi na to zgodę – jeśli oczywiście jest przytomny i na tyle świadomy, że może sam podjąć decyzję. Jeśli się uprze, medycy są bezradni i nie mogą się oprzeć na zdaniu osób postronnych, nawet najbliższych krewnych.

Warto o tym pamiętać szczególnie teraz, gdy dyspozytorom pogotowia ratunkowego brakuje wolnych karetek i ratowników, więc zmuszeni są wysyłać do pacjentów strażaków. – Sytuacja jest tak trudna, że w karetkach jeżdżą dwuosobowe obsady – dodaje Ewa Koźmińska – Badr, dlatego trzeba szanować czas ratowników i respektować ich decyzje. – A przede wszystkim nie zwlekać z wezwaniem pomocy, bo czas oczekiwania na karetkę może być dłuższy niż zwykle, a to może kosztować zdrowie i życie – podkreśla.

EI

Podziel się informacją ...
  • 26
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    26
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News