EXTRANews

Krzysztof Mączkowski: Ornitologia? To styl życia!8 min na czytanie

EXTRA - Krzysztof Mączkowski: Ornitologia? To styl życia! - myregion

 Z Krzysztofem Mączkowskim, analitykiem ochrony środowiska, ornitologiem, koordynatorem krajowym Programu Drzewo Franciszka, rozmawia Agnieszka Słomska. 

Jak to się stało, że zainteresowała cię ornitologia?

To było jak olśnienie. Dokładnie 20 grudnia 1982 r. wyszedłem na spacer nad Jezioro Berzyńskie i wróciłem z wielką pasją obserwacji przyrody. Zainteresowało mnie wówczas wszystko: to że lód pokrywa całe jezioro, że znalazłem gniazdo trzciniaka i remiza, że są ptaki, które zimują. 

Co może taka pasja dać człowiekowi?

Daje poczucie satysfakcji, możliwość realizacji swoich pasji i świadomość, że moje obserwacje są przydatne dla nauki – obserwacje są notowane np. w Wielkopolskiej Kartotece Ornitologicznej. A dla mnie stały się treścią fascynującej drogi zawodowej związanej z ekologią.

Gdyby ktoś chciał poznać ptaki, ich zwyczaje, to co byś polecił na początku? Jakieś lektury, działanie? Jakie sprzęty przydają się ornitologowi?

Wystarczy dobra lornetka (np. 10 x 50), dobry przewodnik (np. „Ptaki Collinsa”) i pokora w obserwacjach otoczenia. Jeśli w pobliżu działa jakieś towarzystwo ornitologiczne albo mieszkają obserwatorzy ptaków, wówczas nauka ich rozpoznawania jest szybsza i przyjemniejsza. Ostatnio – dla rozgrzania ptasiarskich apetytów – polecam wyśmienite książki: „Dwanaście srok za ogon” Stanisława Łubieńskiego i „Wszystkie okna dla oknówek. Ptasie historie z sąsiedztwa” Pawła Pstrokońskiego. Nie są to albumy ani przewodniki, ale wspaniałe opowieści o pasji obserwacji ptaków. 

Kiedy najlepiej obserwować ptaki? 

Zawsze i wszędzie. Dosłownie. Ptaki są najłatwiejszym obiektem do obserwacji, bo są wszędzie. W zależności od pory roku można zobaczyć różne gatunki – lęgowe, przelotne lub zimujące. Są takie, jakie np. łabędzie, zimorodki, łyski, czaple, wróble, które są gatunkami osiadłymi, ale np. wilgi, czajki, bociany, skowronki odlatują jesienią do „ciepłych” krajów Europy południowej lub północnej Afryki. Co do pory dnia – tu najlepiej wybrać się na obserwacje tuż po wschodzie słońca albo na koniec dnia – wówczas ptaki są najaktywniejsze i najłatwiejsze do obserwacji.

Czy możesz opowiedzieć jakieś ciekawostki z Twoich wypraw, obserwacji?

Było ich wiele, ale jedną wspominam szczególnie: jestem pierwszym w Polsce obserwatorem pelikana małego, którego widziałem zimą nad Jeziorem Berzyńskim. Wpierw myślałem, że to czapla z rulonem papieru na dziobie (śmiech), ale przyjrzałem się dokładnie i opisałem w raporcie do Komisji Faunistycznej, która dokładnie weryfikuje prawdziwość obserwacji tak rzadkich gatunków. Okazało się, że jakiś pelikan rozbił się dwa dni później o druty wysokiego napięcia w Kopanicy i przewieźli go do zoo we Wrocławiu. Pojechałem tam i porównałem swoje obserwacje znad jeziora z tym, co ujrzałem w wolierze i okazało się, że to właśnie pelikan mały. Inne wesołe wspomnienie: na jednym z obozów ornitologicznych w ujściu Wisły, nad ranem – gdzieś koło 6. albo 7. rano – koledzy, którzy wrócili z rannego obchodu obserwacyjnego wpadli do obozu z okrzykiem: Wstawać! Ptaki na ujściu! Niewielu na ten okrzyk zareagowało. Ale oni krzyczeli dalej: Wstawać! Ptaki na ujściu! Przyleciał głuptak! Dopiero ta informacja wyrwała skutecznie ze snu wszystkie obozowe śpiochy, łącznie ze mną. W sekundę wybiegliśmy z namiotów i popędziliśmy do lunety rozstawionej pod wydmami. I widok tego ogromnego ptaka, który ma rozciągłość skrzydeł przeszło 1,5 metra, mam do dziś w pamięci. Takich rzadkości trochę w życiu widziałem, ale ornitologia nie polega na „zaliczaniu gatunków”, choć o takiej modzie słyszałem, a na regularnych obserwacjach ptaków, które żyją w naszych okolicach. 

Jakie tereny w Polsce są najciekawsze dla ornitologicznych wypraw?

Jak mówiłem, ptaki są wszędzie. Nie ma w Polsce miejsc bez ptaków, no może poza podziemnymi kopalniami węgla kamiennego (śmiech). Ale w zależności od tego, kto jakie gatunki lubi wybiera lasy, jeziora i stawy, nawet pola uprawne i miasta, pojezierza, obszary górskie, brzeg morza. W miastach i tylko w miastach mieszkają takie ptaki jak np. wróble i jerzyki. Mamy przeszło 460 gatunków ptaków występujących w Polsce! Dla każdego coś ciekawego! Mi najbardziej odpowiada awifauna środowiska wodnego i wodno-błotnego. Każda wyprawa w takie miejsca jest arcyciekawa, przynosi mnóstwo ciekawych obserwacji, a nawet jeśli czasami zdarzy się, że ujrzę „tylko kaczki” to jednak krajobrazy jeziorowe budzą we mnie mnóstwo wzruszeń.

Jak rówieśnicy reagowali w szkole na twoje zainteresowania?

Bardzo różnie. Koledzy niekiedy drwili, ale ładne koleżanki były zafascynowane tym, co czasami opowiadam, choć żadna z nich nie chciała zostać moją żoną (śmiech).

Czy udało ci się kogoś zarazić ta pasją?

Najsłynniejszym moim „uczniem”, którego namówiłem na „ptasiarstwo” jest prof. Piotr Tryjanowski, znany dzisiaj na całym świecie naukowiec związany z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu! Choć on sam przekornie mówi, że nieco wcześniej sam się tym zaczął interesować, to jednak przyznaje, że dużo dały mu nasze wspólne przyrodnicze wyprawy po Polsce. Zakładałem też dwie grupy lokalne Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków – jedną właśnie w Wolsztynie (druga w Polsce grupa OTOP!) i poznańską. Trochę ludzi przewinęło się przez moje życie – jedni zaczęli chodzić na ptaki dzięki mnie, inni pogłębiali swą wiedzę. Mam za sobą mnóstwo zajęć edukacyjnych o ptakach – na lekcjach biologii, geografii i poza szkołą. I nadal takie prowadzę.

Czy teraz po latach nadal to cię pasjonuje?

Tak! Jak wspomniałem, dzięki ptakom zaczęła się moja droga zawodowa: ochrona środowiska. Wiedza ornitologiczna przydaje się w wielu analizach środowiskowych, badaniach terenowych, programach, które prowadzę. Dzięki temu łatwiej mi rozpoznać zagrożenia środowiskowe, proponować rozwiązania proekologiczne. Ptaki towarzyszą mi przy realizacji Programu Drzewo Franciszka. W moim wypadku ornitologia to nie zawód, a styl życia. Mam, jak wielu ptasiarzy, nawyk notorycznego zwracania uwagi na ptaki wszędzie tam, gdzie jestem. Obserwuję ptaki na wyprawach przyrodniczych, oglądam się za ptakami podczas „zwykłych spacerów”, na imprezach grillowych, gdy jadę autostradą albo gdy patrzę przez okno rozmawiając z kimś przez komórkę.

Czy żal ci gdy niektóre ptaki odlatują na zimę?

Nie, bo wiem, że wiosną wrócą. Ale również dlatego, że w miejsce tych, które odleciały przylatują gatunki z dalekiej Północy. Taka jest natura – jedni odlatują, inni przylatują. Zapewniam, że edredony, lodówki, gile, nury wyglądają równie wspaniale jak „nasze” kaczki, czaple czy łyski. A wiesz, że gawrony które obserwujemy latem, to nie te same gawrony, które widzimy zimą? Niby takie same, a jednak nie takie same: zimą „nasze” odlatują za zachód Europy, a do nas przylatują te ze wschodu, „moskiewskie” (śmiech). Ciekawe, nie?

Czy Wolsztynie są ostoje bociana? Czy dużo ich przylatuje w te rejony, czy to się zmienia i dlaczego?

Tak, jest ich sporo w naszych okolicach. Pamiętam, że podczas prowadzonych od wielu lat międzynarodowych akcji liczenia gniazd bociana białego okolice Wolsztyna zawsze odznaczały się dość sporą liczebnością sięgającą kilkudziesięciu gniazd. Ale, jak wszystko w przyrodzie, ich liczebność ulega dynamicznym zmianom. Część gniazd nie jest zasiedlana w latach suchych. Zdarzają się lata, że do Polski przylatuje mniej bocianów „niż zwykle”. Giną odstrzeliwane przez myśliwych w Afryce i Europie. Zmienia się struktura polskiego rolnictwa, zmiany klimatyczne, susze powodują, że ptaki nie znajdują wystarczającej ilości pożywienia i przez to nie prowadzą lęgów albo są to „lęgi o małym sukcesie”, jak to się w ornitologii mówi. 

Jakie inne ptaki chętnie przebywają na terenie powiatu wolsztyńskiego?

Wszystkie interesujące! (śmiech). Jeśli jest tak, że w Polsce mamy ich przeszło 460 gatunków, to niespecjalnie się pomylę, jeśli powiem, że w powiecie wolsztyńskim mamy szansę doliczyć się ok. 250 gatunków. Nasz region ma dużo ciekawych obszarów o różnorodnej szacie roślinnej, różnorodnym ukształtowaniu terenu, różnych siedliskach. Mamy zwarte obszary leśne, łąki, duże jeziora, rzeki i cieki wodne, krajobraz rolniczy, miasta i miasteczka. To wszystko przyciąga spore ilości ptaków. Nie pamiętam czy powstała monografia awifauny naszego powiatu. Może warto byłoby pomyśleć o takim opracowaniu?

Nad jeziorem w Wolsztynie ludzie karmią kaczki chlebem, kaczki brudzą – co byś poradził w tej sytuacji?

To nie kaczki brudzą, a ludzie. Bardzo dziękuję za to ważne pytanie. Przy dokarmianiu ptaków obowiązuje kilka ważnych zasad, o których trzeba pamiętać. Pierwsza: nie karmimy chlebem! Chleb wilgotnieje, pęcznieje i pleśnieje, a przez to jest przyczyną wielu chorób ptaków i ich śmierci. Rzucany na ulice lub do jeziora nasiąka wodą i gnije ze szkodą dla środowiska. Druga: karmimy regularnie. Gdy zaczniemy np. na początku grudnia powinniśmy je kontynuować do końca marca, gdy zobaczymy, że ustępują symptomy zimy. Trzecia: ptaki karminy w miejscach bezpiecznych, co do których jesteśmy pewni, że nikt im nie zaszkodzi – ani człowiek, ani inny drapieżnik (np. kot, pies). Dlatego karmniki stawiamy przy krzewach, by ptaki miały krótką drogę ucieczki. Co do tych kaczek: lepiej karmić je ugotowanymi ziemniakami i ugniecionymi kasztanami. A jeśli zapomnimy, to i tak sobie poradzą, mamy duże i nie zamarzające w całości jeziora. Są źródłem pożywienia dla nich.

Dziękuję za rozmowę. 

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA