EXTRAGRODZISKNews

Kozy i lama jak członkowie rodziny. Oto bajkowe mini ranczo pana Marcina!6 min na czytanie

EXTRA - Kozy i lama jak członkowie rodziny. Oto bajkowe mini ranczo pana Marcina! - myregion

Marcin Woś od kilku lat zajmuje się kozami i wyrabia kozie sery. Do jego domowego zoo dołączył przed dwoma laty Fryderyk – lama, czyli ssak z rodziny wielbłądowatych.

– Z kozami jestem związany od dzieciństwa – mówi Marcin Woś. – W dorosłym życiu zatęskniłem do smaku koziego mleka i stworzyłem mini ranczo „Kozichowo” – śmieje się. Dzieci pana Marcina uwielbiają smak koziego mleka i koziego sera. Od małego bawią się też z ich czterema kozami. – Córka ostatnio pomagała mi przy porodzie – mówi hodowca, który zawsze, gdy rodzą się małe kózki, urządza im przedszkole i bawi się z nimi godzinami, czytając im nawet bajki.

Pan Marcin musi wstawać o czwartej rano, żeby nakarmić i wydoić swoje kozy. – One, jak wszystkie gospodarskie zwierzęta, nawołują i przypominają o moich obowiązkach – śmieje się opiekun rancza. Opowiada, że gdy w stadzie rodzą się małe kózki, obowiązków przybywa. Bo każda koza dba tylko o swoje dzieci, więc czasami są konflikty w stadzie. – Gdy pojawiła się lama, myślałem, że będzie szefem całego towarzystwa – mówi pan Marcin, bo tak zapewniał hodowca z Wąsowa, od którego ją kupił. Stało się inaczej, bo nasz lam, jak mówimy na Fryderyka, to osobnik o łagodnym charakterze, jest jeszcze bardzo płochliwy – opowiada Marcin Woś. Fryderyk ma dopiero dwa lata, więc jest jeszcze młodzieńcem. Lubi biegać i wszystko obserwować. Gdy opiekun wypuszcza go razem z kozami na skubanie trawki, to często zamiast jeść, stoi i obserwuje, nasłuchuje, podchodzi i podgląda. Lamy są doskonałymi stróżami dla stad małych zwierząt. 

Lamy są bardzo towarzyskie i często traktują grupę owiec lub kóz jako swoje stado. – Fryderyk powoli przygotowuje się do bycia opiekunem i strażnikiem stada – mówi z uśmiechem hodowca, podkreślając jednak, że teraz stadem rządzi koza Anna, która urodziła się u niego w „Kozichowie”. – Nie wiadomo, czy Anna odda władzę, bo ma największe rogi i jest najsilniejsza – tłumaczy właściciel mini rancza. – W stadzie zawsze rządzi najsilniejsze zwierzę. Gdy Anna się urodziła, to po jakimś czasie podporządkowała sobie całe stadko, łącznie ze swoją matką. Fryderyk tez musi na razie słuchać Anny, bo jego kopanie i plucie to niewystarczające argumenty dla jej rogów – wyjaśnia hodowca. Lama jest jednak bardziej okazała, waży ok. 70 kg i trudno ją utrzymać, gdy chce pobiegać, a biega zaskakująco szybko. Ma miłe w dotyku futro, które pan Marcin wyczesuje. Ono chroni lamę przed zimnem i upałami, gdyż jest przewiewne. Ciekawostką jest fakt, że lamy mają podwójne powieki, chroniące je przed silnym słońcem Ameryki Południowej skąd pochodzą. Lamy wraz z kuzynami alpakami zostały udomowione i służyły jako zwierzęta transportowe. Fryderyk urodził się w Polsce, tak jak i jego rodzice, nie musi niczego przewozić, tylko paraduje po ranczu i obserwuje świat pięknymi oczami spod firanki długich rzęs. Pan Marcin szuka dla Fryderyka towarzyszki życia, by też mógł stworzyć swoje stado i się nim opiekować. W tym celu jeździ na południe i wschód Polski, gdzie jest najwięcej hodowców tych zwierząt.

Jak mówi Marcin Woś – zainteresowanie kozami jest ogromne, bo gdy zamieści ogłoszenie w internecie, już na drugi dzień ludzie przyjeżdżają. – W społeczeństwie rośnie świadomość tego, jak zdrowe jest mleko od własnej kozy – mówi pan Marcin – Moja rodzina pije tylko kozie mleko, robię też dla nas kozie jogurty, budynie i sery. Mleko kozie jest dużo bielsze od krowiego, jest polecane dla alergików, a po pasteryzacji w ok. 60 stopniach Celsjusza może być przechowywane do 4 dni w lodówce. Kozy z Kozichowa są karmione owsem, sianem, trawą i marchewką. wszystkie te produkty właściciel stadka kupuje od wielichowskich gospodarzy, nie stosuje żadnych pasz. Jak tłumaczy hodowca, kozy wychodzą też poskubać trawkę za domem, jednak zdarza się że pójdą za daleko. – Ostatnio uciekły do sąsiadki i zjadły kwiatki – śmieje się hodowca. – W takim przypadku muszę pokryć straty po zniszczeniach – przyznaje. 

Zwierzęta pana Marcina aktywnie uczestniczą w życiu rodzinnym i towarzyskim. Gdy w altanie odbywają się spotkania, kozy obserwują ludzi przechylając charakterystycznie głowy. I wyglądają wtedy jakby się przysłuchiwały rozmowom. – Często zabierają głos – śmieje się pan Marcin. – Domagają się smakołyków lub zainteresowania. Oczywiście do gości pierwsza przychodzi szefowa Anna, by zjeść trochę marchewki. Fryderyk jest póki co bardziej nieufny i tylko obserwuje z daleka, chociaż już coraz częściej daje się prowadzić gościom na spacery. – Traktujemy zwierzęta jak członków naszej rodziny – mówi Marcin Woś. – Dbamy o nie i troszczymy się, biorę za nie pełną odpowiedzialność i to mobilizuje mnie każdego dnia do wykonywania tych wszystkich obowiązków. Hoduję je w sposób jak najbardziej naturalny, dzięki temu one dobrze funkcjonują, a my mamy naturalne produkty. Kontakt ze zwierzętami ma same zalety i nie wyobrażam sobie mojego domu bez zwierząt – kończy właściciel mini rancza.

AS

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA