NakręconeSercePomocyNewsNOWY TOMYŚL

Kolejny kosz na nakrętki w ramach akcji “Nakręcone Serce Pomocy”. Zbieramy dla 6-letniego Adasia2 min na czytanie

NakręconeSercePomocy - Kolejny kosz na nakrętki w ramach akcji “Nakręcone Serce Pomocy”. Zbieramy dla 6-letniego Adasia - myregion

W piątek (24.09.) Magdalena Borowczak, mama 6-letniego Adasia z Zespołem Downa odebrała kluczyk do serduszka na nakrętki, które gmina Opalenica ustawiła w Niegolewie. – Jutro, najpóźniej pojutrze, będziemy po raz pierwszy opróżniać serduszko – mówi pani Magdalena i podkreśla, że nawet burmistrz Tomasz Szulc był pod wrażeniem, że aż tak szybko mieszkańcy wypełnili nowy kosz.

O tym, że Adaś ma Zespół Downa mama chłopca dowiedziała się w 16 tygodniu ciąży. – Od początku wiedziałam, że urodzę syna – mówi pani Magdalena. Adaś ma dwie starsze siostry – 20-latkę i 16 – latkę. – Pierwszy miesiąc po usłyszeniu diagnozy był straszny, ale potem człowiek oswaja się z tą myślą. Najgorsze, co można zrobić, to czytać za dużo informacji w internecie. – Mieliśmy dużo szczęścia, Adaś nie ma żadnych chorób współistniejących, które u takich dzieci się zdarzają. Poza dużą wadą wzroku – mówi pani Magdalena.

Zespół Downa to zespół wad wrodzonych spowodowany obecnością dodatkowego materiału genetycznego chromosomu 21. Osoby z Zespołem Downa mają mniejsze zdolności poznawcze niż średnia w populacji zdrowej. Wahają się one od lekkiej do umiarkowanej niepełnosprawności intelektualnej. Zaburzenia rozwojowe manifestują się głównie jako skłonność do zawężonego myślenia lub naiwność.

Od trzech lat Adaś chodzi do przedszkola i dobrze radzi sobie w grupie. – Dzieci go akceptują, on też się zaprzyjaźnia – mówi pani Magdalena. Chłopiec rozwija się prawidłowo. Zaczął chodzić, gdy miał 16 miesięcy. Obecnie największym problemem są trudności w mówieniu. – Porozumiewa się na poziomie trzylatka. Spędzam z synem dużo czasu, więc go rozumiem. Panie w przedszkolu też już dużo rozumieją, ale obca osoba, która spotyka nas po raz pierwszy może mieć problemy – mówi mama Adasia. Dlatego wszystkie środki zebrane ze sprzedaży nakrętek zamierza przeznaczyć na logopedę.

Początkowo jeździli na wizyty do Poznania. – Adaś potrzebował trochę czasu na oswojenie się z nowym otoczeniem. Dlatego nauka trwała może piętnaście minut. Takie rozwiązanie było dla nas bez sensu – przyznaje mama chłopca. Teraz logopeda przyjeżdża do domu chłopca dwa razy w tygodniu. Koszt jednej godziny to 70 zł. – Adaś wszystko rozumie, ale ma trudności z mówieniem i nad tym chcemy pracować – mówi pani Magdalena.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne