NewsREGION

Kierowcy szerokim łukiem omijali rannego psa. Pan Henryk próbował pomóc, ale zwierzę nie przeżyło3 min na czytanie

News - Kierowcy szerokim łukiem omijali rannego psa. Pan Henryk próbował pomóc, ale zwierzę nie przeżyło - myregion

– Zobaczyłem jak auta omijają coś na drodze, potem psa leżącego na środku jezdni między Kębłowem a Świętnem. Zatrzymałem się jako jedyny. Zdjąłem psa z drogi. Miał chyba otwarte złamanie i mnóstwo kleszczy – opowiada pan Henryk (72 l.). Wziąłem go do samochodu i pojechałem do Kębłowa szukać weterynarza. Ludzie odesłali mnie do sołtysa Stradynia. Mówili, że on jest weterynarzem, ale mi nie pomógł. Powiedział, że nie weźmie ode mnie tego psa, bo już u niego zostanie – wspomina.

Roman Andrys, sołtys Stradynia jest technikiem weterynaryjnym. – Nie jestem lekarzem i nie mam gabinetu. Fizycznie nie miałem jak pomóc temu zwierzakowi – mówi. – Wytłumaczyłem temu panu, do kogo powinien się w tej sprawie zwrócić. Że w Wolsztynie jest przytulisko dla zwierząt zajmujące się takimi przypadkami, a jeśli nie uda mu się z nim skontaktować, to żeby zadzwonił do Powiatowego Inspektoratu Weterynarii – dodaje, że psa nawet nie widział, bo starszy pan nie prosił, by go obejrzał. Pan Henryk pojechał z psem do Wolsztyna szukać przytuliska. – Dzwoniłem kilka razy, ale nikt nie odbierał, a ja się bardzo spieszyłem, bo mechanik na mnie już czekał – podkreśla. – Pani z przytuliska do mnie oddzwoniła, ale już po tym, jak przełożyłem psa za płot, bo naprawdę musiałem już jechać i nie mogłem na nią czekać. Pies poczołgał się w kierunku jakiejś budy – dodaje i podkreśla, że jest mu bardzo przykro, że wśród mieszkańców gminy panuje taka znieczulica i choć tyle samochodów ominęło ranne zwierzę, to nikt nie chciał mu pomóc. 

– Prosiłam tego pana, żeby zaczekał na mnie dosłownie pięć minut. Gdy dojechałam na miejsce pies był za płotem, dwa metry od ogrodzenia, w stanie agonalnym – mówi Agata Szymonik z Inicjatywy dla Zwierząt i podkreśla, że możliwości delikatnego przełożenia zwierzęcia za ogrodzenie w przytulisku nie ma. – Nie wiem jak to się odbyło. Nie widziałam tego – zaznacza, ale można się domyślić, że zwierzę musiało zostać upuszczone za ogrodzenie, co mogło spotęgować skutki odniesionych wcześniej obrażeń. – Nie wiem czy zanim do tego doszło była szansa na uratowanie tego psiaka, ale myślę, że można było próbować – dodaje, że to pierwszy od siedmiu lat przypadek takiego podrzucenia zwierzęcia do wolsztyńskiego przytuliska. – Potrącone zwierzęta trafiają do nas stosunkowo często, ale w taki sposób odbyło się to po raz pierwszy. Prosiłam o pięć minut. Suczka miała chip. Pochodziła ze Świętna i miała 11 lat. Będziemy się kontaktować z jej właścicielami – mówi Agata Szymonik. – Stowarzyszenie Inicjatywa dla Zwierząt działa wyłącznie na podstawie umowy zawartej z gminą Wolsztyn. Pozostałe dwie gminy naszego powiat nie podpisały z nami takich umów, a mieszkańcy często dzwonią z prośbami o interwencje i są oburzeni, gdy zmuszeni jesteśmy odmówić. Swoje działania podejmujemy po zgłoszeniu interwencji przez służby, więc proszę, aby każdy, kto znajdzie zwierzę potrzebujące pomocy najpierw kontaktował się w tej sprawie z policją lub strażą miejską – wyjaśnia. W skrajnych przypadkach zdarza się jednak, że to stowarzyszenie informuje policję o podjętej interwencji.

EI

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News