EXTRA

Jedyny ręcznie otwierany przejazd w regionie. Czy panią Iwonę zastąpi automat?5 min na czytanie

EXTRA - Jedyny ręcznie otwierany przejazd w regionie. Czy panią Iwonę zastąpi automat? - myregion

Stary telefon wciąż jest na chodzie. Wystarczy dwa razy zakręcić korbką i zgłoszą się Rakoniewice. Trzy machnięcia i odzywa się Grodzisk. A jedno? Kiedyś zgłaszał się posterunek 58, kilka kilometrów stąd, ale teraz cisza, zlikwidowali. Został ten. Pomiędzy Wolsztynem a Luboniem jedyny taki.

Niewielki budynek, właściwie betonowy domek, stoi metr, może dwa od torów. W oknach kraty, drzwi nawet od wewnątrz zamykane na klucz. Na wyposażeniu biurko, dwie szafy, krzesło, maciupka łazienka. Widok ze szczelnych, plastikowych okien nieciekawy. Tory, przejazd i płot zakładu naprzeciwko. Betonowy, bo teraz takie modne. Wyposażenie budki szału nie robi. Telefon na korbkę z czasów Gierka, radio, przez którą co jakiś czas słychać maszynistę, żółta chorągiewka, Gdy jedzie pociąg wystarczy stanąć i pokazać, nawet machać nie trzeba. Co innego, gdy zatną się rogatki. Ale wtedy z szuflady wyciąga się lizak. Taki jak policyjny. Można też latarkę, ale to w nocy. Narzuca się jeszcze kamizelkę z napisem „kierowanie ruchem” i się kieruje. A właściwie zatrzymuje. – Zatrzymaj się przed każdym przejazdem – mówi reklama. Ale ludzie nie chcą, bo się spieszą. Wtedy pani z betonowego domku się stresuje. I wtedy, gdy pociąg przejeżdża też. Bo co wtedy, gdy jakiś pijak się napatoczy? 

– Dróżnik przejazdowy powinien stale czuwać nad bezpieczeństwem ruchu i być gotowy do zamknięcia rogatek, gdy do przejazdu zbliża się pociąg lub pojazd pomocniczy – brzmi pierwszy punkt instrukcji. I pani Iwona, dróżniczka przy drodze łączącej Rakoniewice z Nowym Tomyślem, od 10 lat czuwa i jest gotowa. – Każdy myśli, że ja tu sobie tylko siedzę, a tu wszystkiego trzeba pilnować. Jaka to odpowiedzialność! – mówi. Pracę zaczyna skoro świt, o czwartej rano. Zimą to jeszcze ciemno. Najpierw sprawdza szlabany, czy się zamykają i otwierają. Później radio i telefon. Wystarczy, że zakręci korbką dwa razy i zgłasza się dyspozytor ruchu z Rakoniewic. Jak trzy razy machnie, odezwie się dyspozytor z Grodziska. Kiedyś mogła machnąć raz i zgłosił się posterunek 58, ale trzy lata temu zlikwidowali. Nie ma więc sensu machać raz. Przez trwającą 9,5 godziny zmianę pani Iwona wychodzi z budki 12 razy. Co najmniej. Ale nie po to, żeby się kręcić bez celu. Wychodzi, bo pociągów w ciągu zmiany jest kilkanaście, a szlabany są na korbę, czy jak kto woli, na kołowrót. Żeby zamknąć trzeba kręcić, a żeby otworzyć … też trzeba kręcić. Wychodzi się więc w tym celu. 

Korby są dwie, po jednej z każdej strony torów. Po lewej stronie są dwa szlabany i po prawej też. Dlatego każda korba ma dwie wajchy i trzeba kręcić obiema naraz. Wtedy dwa szlabany zamykają się jednocześnie i połowa roboty z głowy. Czasu jest mało, nie wolno się spóźnić. Z betonowego domku trzeba wyjść co najmniej na dwie minuty przed pociągiem. Gdy ten się zbliża, samochody mają stać. Gorzej z tymi, co stać nie chcą. – Dzisiaj wszyscy się spieszą. Niektórzy jadą i nie patrzą, że szlaban w połowie opuszczony. Czasem przeklnę pod nosem, nie powiem, że nie. To ze stresu. Pociąg przecież nie stanie jak wryty – mówi pani Iwona. Ale ona czasem staje. – Wtedy, gdy jakiś pijak się zbliża. Bo to nigdy nie wiadomo, co takiemu do głowy strzeli. Niedawno takiego chowali. Odpukać, na torach nie umarł, ale niedaleko – zaznacza. Wypadku w swojej karierze nie miała, ale u kolegów po fachu się zdarzały. – Gdzieś pod Wolsztynem rodzina z wesela wracała. Nie zatrzymali się na stopie i ktoś nawet zginął – wspomina. 

Na przejazd w czymkolwiek wyjść nie wolno. Trzeba włożyć mundur i kwadratową czapkę. Pani Iwona, jak każdy dróżnik, ma też trąbkę. Małą, niebieską. To obowiązkowe wyposażenie. Dmucha tylko w swoją, bo o zdrowie chodzi. Ale tak po prawdzie, dmucha rzadko. Czasem korzysta z gwizdka. Działa na dzieciaki, które za blisko torów podchodzą. W jej pracy ogromne znaczenie ma czas. W betonowej budce są trzy zegary: dwa duże, jeden mały. Pierwszy stary i nakręcany, drugi nowszy, podobno szwajcarski. – Ten sam sobie kupiłam, na wszelki wypadek – wskazuje pani Iwona na trzeci, elektroniczny. Obok jest też komputer. To jedyny cud techniki w małym pomieszczeniu,. Na ekranie wyświetla się rozkład jazdy pociągów w czasie rzeczywistym – istotne wsparcie dróżnika. Obok jest klasyczny rozkład, wydrukowany i oprawiony. Serfować po sieci nie wolno, grać w pasjansa też nie. W budce jest jeszcze niewielkie urządzenie, które samo steruje światłami na przejeździe. To znaczne usprawnienie, bez tego było niebezpiecznie. Dzięki małej skrzynce, przy przejeździe zapalają się światła i same gasną. Ot, cała nowoczesność na 54 posterunku. 

Ale na tym posterunku nie o nowoczesność chodzi. Specjalnie zachowano stare szlabany, a i semafory stojące niedaleko są takie, jak za dawnych lat. – To taki nasz smaczek, rodzynek – przyznaje Radosław Śledziński z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. Mówi, że przejazdy z ręcznie opuszczanymi szlabanami to rzadkość, a w Wielkopolsce są zaledwie cztery: pod Kaliszem, Ostrzeszowem i Skalmierzycami. Do tego ten w Rakoniewicach, na linii Wolsztyn – Luboń jedyny taki. Wyjątkowy nie tylko przez stojące przy torach korby (czy kołowroty, jak kto woli). – Tędy kursują parowozy z Wolsztyna, dlatego podjęto decyzję, by zachować historyczny wymiar szlaku – wyjaśnia Śledziński. Opowiada, że remont odcinka rozpoczęto w 2010 roku i zakończono dwa lata później. Za 80 mln zł wymieniono tory i podkłady, wyremontowano oraz dostosowano dla niepełnosprawnych perony. – Ten szlak spełnia wszystkie techniczne wymagania, a jednocześnie to atrakcja. Wisieńką na torcie jest wspomniany posterunek – uśmiecha się rzecznik. Zainteresowanie turystów ową wisienką potwierdza pani Iwona. – Ludzie przystają, robią zdjęcia i machają z pociągów – opowiada. – Mam tylko nadzieję, że nie wstawią tu automatycznych szlabanów … – milknie. Ale rzecznik uspokaja: pani Iwony automat nie zastąpi. 

RED

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA