EXTRANewsREGION

Halloween. Czy podczas szalejącej epidemii dzieci będą chodziły po domach?5 min na czytanie

EXTRA - Halloween. Czy podczas szalejącej epidemii dzieci będą chodziły po domach? - myregion

Dzieci, jak zawsze są chętne, ale rodzice powściągliwi. W Wolsztynie, Nowym Tomyślu czy Grodzisku, a także okolicznych gminach cukierków i psikusów nie brakowało od lat, ale pandemia ostudziła w tym roku głowy zwolenników święta z importu skuteczniej niż niejeden ksiądz czy katecheta. – Mimo protestów katechetki, której przeszkadzała nawet pomidorowa na mięsie serwowana w piątki na szkolnej stołówce, córka przez kilka ostatnich lat bawiła się w Halloween razem z innymi dziećmi. Było ich u nas całkiem sporo. Ale w tym roku jej nie puszczę – mówi pani Anna. – Są tacy, co w koronawirusa nie wierzą. Ja się boję – przyznaje. 

Pani Agnieszka, mama dwóch kilkuletnich chłopców uważa, że dla dzieci to atrakcja i zabawa, i nie zamierza im jej odbierać. We wsi, w której mieszka Halloween jest popularne wśród dzieci i co roku do drzwi mieszkańców pukała spora gromadka. Trzeba się więc było przygotować. – W tym roku też z pewnością usłyszę: „Cukierek albo psikus!”, ale moje dzieci odwiedzą tylko najbliższych i najbardziej zaufanych sąsiadów. Poza tym będą się bawić w domu – wyjaśnia. – A dziewczynki z klasy starszego syna, jak co roku organizują sobie halloweenowe party – dodaje.

Gdyby nie epidemia, to w Halloween odbyłoby się niejedno party i nie tylko dziecięce. Okazję wykorzystują nie tylko restauracje i kluby, la też teatry i kina. W tym roku nie można jednak liczyć na maratony filmowe z horrorami, a w każdym razie z serca i na zdrowie odradzamy udział w tego typu przedsięwzięciach. 

– W niektórych szkołach dzieci przebierały się na lekcję angielskiego, a nauczycielki opowiadały im o tej tradycji. Nie ma nic złego w poznawaniu innych kultur i tradycji, a dzieci Halloween lubią – podkreśla jedna z mam, a inna dodaje, że jest przekonana, że dzieci traktują wieczór przed świętem zmarłych wyłącznie jako zabawę, zupełnie inaczej niż Wszystkich Świętych. –Pewnie, że trudno oczekiwać od małych dzieci, żeby rozumiały czym dla nas żyjących jest dzień, w którym wspominamy naszych zmarłych, ale uczestniczą we mszy, zapalają znicze i udziela im się nastój tego święta. I wcale nie mniej szczerze modlą za swoją babcię, dziadzuisia czy innych krewnych. Może nawet szczerzej niż niejeden dorosły. A sądząc po swoich starszych dzieciach, myślę, że akurat w kwestii Halloween, lepiej niż dorośli odróżniają zabawę od wiary i tradycji – tłumaczy pani Katarzyna.

Pochodzenie Halloween nigdy nie zostało jednoznacznie określone, a to zapewne z tych samych powodów, z których w różnych kulturach na różnych krańcach świata od tysięcy lat pojawiają się podobne wierzenia, choć gdy powstawały, ludy, które je kultywowały nawet nie wiedziały nawzajem o swoim istnieniu. Tysiące lat temu na terenach dzisiejszej Irlandii obchodzony był „koniec” lata, a Walii – „wieczór zimowy”. Tuż obok w tym samym czasie obchodzono „krwawy miesiąc”, ale wszystkie te wierzenia i tradycje były do siebie podobne i wcale nie odnosiły się bezpośrednio do zmarłych, a były raczej rytuałem przejścia z płodnej i dobrej pory wiosenno – letniej we wrogą, kojarzącą się z zimnem i głodem porę jesienno – zimową. Celtyccy druidzi wierzyli jednak, że w święto końca lata to czas, gdy stykają się ze sobą światy żywych i zmarłych, a dobre i złe duchy mogą między nimi wędrować. Natomiast te święta, podczas których czczone były duchy zmarłych przodków w większości kultur obchodzone były wiosną.

Wiosną także, w zależności od faz księżyca, 1 lub 2 maja obchodzone były słowiańskie Dziady. Słowiańskie święto zmarłych, które zwierały też w sobie elementy przekupstwa mającego zagwarantować nie tylko spokój duszy w zaświatach, ale i pomyślność żyjącym, w zależności od regionu obchodzone były od dwóch do czterech razy w roku, w tym także na przełomie października i listopada i to właśnie ten termin został przejęty przez kulturę chrześcijańską. Warto bowiem pamiętać, że wśród wielu świąt w Kościele Katolickim są też i takie, które są wynikiem kompromisu wobec trudnych do wykorzenienia zwyczajów pogańskich. Jednym z nich jest Wigilia Św. Jana czyli Noc Kupały. Ale to nie próba zasymilowania pogańskich wierzeń z religią chrześcijańską, a kino amerykańskie – głównie horrory klasy B krążące na taśmach VHS spowodowało, że w latach 90-tych do Polski zostało przeszczepione Halloween.

Amerykanie wydają na kostiumy, dekoracje i łakocie dla dzieci miliardy, ale i u nas jest to dziś całkiem dochodowe święto. Świetnie sprzedają się nie tylko dynie, ale i wszystko, co można wykorzystać do „straszenia”. Sztuczną pajęczynę z pająkiem, np. na włosy, można kupić już za 6 zł, a odcięte gumowe palce za 10 zł, a czerwony drink – party do złudzenia przypominający torebkę krwi w stacji krwiodawstwa – też za 6 zł. Do tego sztuczne szczęki z wampirzymi kłami, kostiumy dla małych i dużych, maski rodem ze „Strasznego filmu” i inne, samoprzylepne fluorescencyjne naklejki na ściany, wiszące „ozdoby”, jak szkielety – nawet w naturalnych rozmiarach czy inne upiorne kukły. Wszystko ku jednodniowej uciesze.

Jest też cała masa „wierzeń”, a raczej podpuch. Jedna z nich mówi, że włożenie ubrania na lewą stronę i chodzenie do tyłu gwarantuje ujrzenie prawdziwej wiedźmy. Lepiej więc się nie pokazywać na oczy takiemu przebierańcowi, bo etykietka może przywrzeć. Inne mówi, że pająk to nic innego jak dusza ukochanej osoby, tylko co tu sobie pomyśleć, jeśli ukochana czy ukochany żyją i mają się świetnie? Lampiony z dyni mają magiczną moc odstraszania złych duchów, więc drążcie, ile wlezie i niczego nie wyrzucajcie, bo prażone pestki, przetwory z miąższu i zupa dyniowa to samo zdrowie. Uzbierane cukierki to też niemały skarb, ale akurat to szczęście warto sobie dozować.

EI

Podziel się informacją ...
  • 6
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    6
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w EXTRA