NewsREGION

Groźne powikłania po COVID-19! Mają je także chorzy bezobjawowi i ci, którzy ukrywali chorobę3 min na czytanie

News - Groźne powikłania po COVID-19! Mają je także chorzy bezobjawowi i ci, którzy ukrywali chorobę - myregion

W przypadku wielu chorób wirusowych gorsze niż sama choroba są powikłania po niej. Tak jest z grypą, która zaniedbana, prowadzi do zapalenia płuc, mięśnia sercowego, osierdzia, mózgu czy opon mózgowo-rdzeniowych. Sars-CoV-2 prowadzi do wirusowego zapalenia płuc, którego lekarze nie potrafią leczyć. W ciężkim przebiegu koronawirusa, nawet pomimo podjętego leczenia, zapalenie atakuje z dużą intensywnością i bardzo szybko zajmuje bardzo dużą powierzchnię płuc powodując nieodwracalne zwapnienia.

– Takie same objawy mogą wystąpić u pacjentów, którzy COVID-19 przeszli bezobjawowo lub mieli łagodne objawy i je zbagatelizowali. Mamy coraz więcej pacjentów, którzy zgłaszają się do lekarza nie w chwili wystąpienia infekcji, ale nawet dwa, trzy tygodnie po ustąpieniu objawów. Twierdzą, że czują się dobrze, ale dokucza im męczliwość, czasem duszność, a rentgen czy tomografia pokazują, że stan zapalny zajął już znaczną powierzchnię płuc – mówi lekarz rodzinny, Ewa Koźmińska – Badr.

– Wszystkie te zmiany są nieodwracalne i powodują trwałe skutki dla zdrowia. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić obecnie o ile mogą one skrócić życie pacjentów, ale są podobne do tych, które daje pylica u górników na Śląsku – tłumaczy lekarka. Podobne i nieodwracalne uszkodzenia mogą wystąpić we wszystkich najważniejszych narządach ciała, jak nerki i serce.

– Z dotychczasowych obserwacji lekarzy wynika, że powikłania występują u 20 procent wszystkich chorych, niezależnie od rodzaju i nasilenia objawów w trakcie infekcji. To bardzo duży odsetek. Wczesne wykrycie zakażenia nie gwarantuje, że one nie wystąpią, ale obniża ryzyko – podkreśla Ewa Koźmińska – Badr. – Nawet przy bardzo łagodnych objawach, chory potrzebuje odpoczynku, nawadniania i ćwiczeń oddechowych, które są szczególnie ważne w pierwszym tygodniu infekcji – dodaje.

Tymczasem lekarze alarmują, że chorzy nie tylko nie chcą się testować, ale wręcz mając świadomość infekcji, chodzą do pracy, po zakupy i spotykają się ze znajomymi. – To niemądre i nieodpowiedzialne, ale myślę, że przynajmniej po części wywołane obawą przed objęciem kwarantanną rodziny, wizytami policji czy konsekwencjami, jakie mogą z tego tytułu pojawić się w pracy – wyjaśnia lekarka. – Jeszcze niedawno każdy z lekarzy w naszej przychodni zlecał dziennie nawet 10 do 15 testów, teraz jest to jeden lub dwa, ale nie świadczy to malejącej liczbie chorych. Możemy już mówić o tym, że każdy z nas, codziennie na pewno styka się z osobami zakażonymi – dodaje. Zakażenie jest potwierdzane u 70 procent osób testowanych.

Lekarz nie może zmusić pacjenta do wykonania testu. Nie jest jednak bezsilny. Przepisy dotyczące epidemii pozwalają mu bez wyników testu nałożyć na pacjenta kwarantannę i trzymać go na niej do czasu, gdy wykona test lub 10 dni. Test może być negatywny, więc lepiej go zrobić, bo wtedy już na drugi dzień człowiek jest wolny. – Warto też pamiętać, że świadome narażanie innych na zakażenie jest karalne, a osoby, które zarażą się od takiej osoby mogą wystąpić do sądu z powództwem cywilnym o odszkodowanie – zaznacza Ewa Koźmińska – Badr.

EI

Podziel się informacją ...
  • 34
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    34
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News