NewsREGION

Firmy proszą o ulgi w czynszach. Spółdzielnie pomagają, ale im nie pomaga nikt4 min na czytanie

News - Firmy proszą o ulgi w czynszach. Spółdzielnie pomagają, ale im nie pomaga nikt - myregion

Koronawirus nie wpłynął drastycznie na sytuację najemców lokali usługowych w spółdzielni mieszkaniowej w Wolsztynie. Nie ma tu także nowych wniosków o ulgi. – Wiosną było ich kilka. Przyjęliśmy wówczas rozwiązanie polegające na obniżeniu czynszów na trzy miesiące. Wysokość ulg była różna w zależności od rodzaju działalności najemcy. Oczywiście wolelibyśmy tego uniknąć w przyszłości, dlatego mogę obiecać, że na pewno nie będziemy podnosić opłat – zapewnia prezes spółdzielni „Zjednoczenie” w Wolsztynie, Zdzisław Przymuszała.

Ale w Nowym Tomyślu po wiosennym lockdownie niektóre firmy się zamknęły. Niedawno zawiesił działalność jeden z lokali gastronomicznych na Osiedlu Batorego, bo tak zostało to określone przez rząd i jednocześnie najemca zwrócił się właśnie z prośbą o obniżenie czynszu. – Już wiosną, za zgodą rady nadzorczej przyjęliśmy takie rozwiązanie, że w przypadku tych rodzajów działalności zamykanych odgórnie, obniżamy opłaty czynsze do wysokości 50 procent, w części zależnej od spółdzielni – mówi prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Nowym Tomyślu, Andrzej Funka. 

Przedsiębiorcy prowadzący swoje interesy w zasobach spółdzielczych Spółdzielni Mieszkaniowej w Nowym Tomyślu, prowadzący działalność na osiedlach w Nowym Tomyślu, Opalenicy, Buku i w Pniewach chętnie z tego rozwiązania korzystali. – Mieliśmy świadomość, że jeśli im nie pomożemy, to nie przetrwają i się nie podniosą – podkreśla Andrzej Funka. – Ale spółdzielniom, które pomagały swoim najemcom nie pomógł nikt. Nie było dla nas żadnej tarczy antykryzysowej – dodaje. Wśród usługodawców, którzy nie podnieśli się po wiosennym lockdownie były małe zakłady, jak kosmetyczny i krawiecki, ale też spory klub fitness w Buku, którego właściciel doszedł do wniosku, że to zbyt niepewna działalność na obecne warunki i nieprzewidywalność przyszłości. Lokal od wiosny czeka na nowego najemcę.

– Przedsiębiorcy nie rezygnują z lokali, wręcz odwrotnie. Mamy sporo pytań o wolne lokale, ale niestety nie mamy nic do zaoferowania – mówi za to prezes spółdzielni „Zjednoczenie” w Wolsztynie. Jedyne wolne lokale usługowe, jakimi obecnie dysponuje to pomieszczenia piwniczne po bibliotece i zakładzie krawieckim na ul. Kusocińskiego 5 (ponad 40 m2) i Słowackiego 12 (13 m2). – Oferujemy je od dłuższego czasu, ale nie każdą działalność można w nich prowadzić – przyznaje prezes. – Dopuszczamy tam wyłącznie ciche usługi. Może zakład krawiecki, tak jak poprzednio albo usługi kosmetyczne – wyjaśnia. 

Spośród mieszkańców osiedli podczas wiosennego lockdownu tylko jedna osoba powiadomiła wolsztyńską spółdzielnię o utracie pracy i przejściowych problemach z płatnościami. – W takich sytuacjach staramy się pomóc. Jeśli spółdzielca jest z nami szczery i uczciwy, to zawsze dojedziemy do porozumienia – zapewniał wówczas Zdzisław Przymuszała. Teraz jeszcze nikt się z takim problemem nie zgłosił. Nie z powodu koronawirusa – mówi prezes. – Z zadowoleniem muszę też przyznać, że stopniowo, pomalutku maleją także stare długi mieszkańców – dodaje.

Prezes nowotomyskiej spółdzielni przyznaje, że miewa dłużników, ale nie z powodu pandemii. – A przynajmniej, poza kilkoma osobami, które podnosiły taką przesłankę, nikt więcej w takiej sprawie się do nas nie zwrócił. Pod tym względem sytuacja w spółdzielniach mieszkaniowych jest zero – jedynkowa. Jeśli ktoś zalega z opłatami, to wszyscy inni, którzy uczciwie płacą, muszą zapłacić za dłużnika i mają prawo oczekiwać, że pieniądze te zostaną im zwrócone – podkreśla Andrzej Funka. 

– Wracając jeszcze do kwestii pomocy państwa, nie sposób nie zauważyć, że spółdzielnie mieszkaniowe zostały potraktowane jak samorządy. Wydano nam wiele tzw. „zaleceń” i nałożono na nas szereg obowiązków generujących koszty, ale nie udzielono nam żadnego wsparcia, z którego moglibyśmy je pokryć. Można narysować wiele infografik i chwalić się pomocą, a nie wspomnieć przy tym, że to pomoc udzielona także cudzymi rękami – mówi Andrzej Funka. – My, widząc taką potrzebę, pomogliśmy naszym najemcom, w miarę naszych możliwości, ale nas żaden samorząd nie zwolnił np. z części podatku od nieruchomości, tłumacząc się tym, że ponosi straty i nie może, bo przecież samorządy zostały też bardzo obciążone kosztami walki z epidemią, chociażby poprzez uregulowania państwa, które pozbawiały samorząd znacznej części dotychczasowych dochodów. My, najwyraźniej należymy do tej grupy podmiotów, obok samorządów, które nadają się do skubania! – dodaje. 

EI

Podziel się informacją ...
  • 8
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    8
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News