NewsNOWY TOMYŚL

Dzięki dobrym ludziom ich dom przeszedł rewolucję. Cuda zdarzają się nie tylko w święta4 min na czytanie

News - Dzięki dobrym ludziom ich dom przeszedł rewolucję. Cuda zdarzają się nie tylko w święta - myregion

Pani Kasia (52 l.) i pan Jacek (55 l.) mają nadzieję, że już w te święta usiądą w suchym pokoju przy kolorowej choince. Dzięki pomocy wielu ludzi ich dom przeszedł rewolucję. 

Do Waśkowiczów w Glinnie niełatwo trafić. Nawigacja nie pokazuje adresu. Dlatego trzeba pytać mieszkańców. To oni wskazują drogę. – Wszyscy się gubią – przyznaje pan Jacek. – W Glinnie mieszka jeszcze mój kuzyn i ludzie czasem do nich kierują – śmieje się. On i jego rodzina to już czwarte pokolenie, które zajmuje ponad stuletni dom. Jeszcze do niedawna był w opłakanym stanie. Ale to się zmieniło. A pomoc przyszła dzięki… wiklinie. 

Pasję do wikliny pierwsza odkryła w sobie pani Kasia, żona pana Jacka. Miała nawet swoją firmę, ale z powodu choroby nie rozwinęła działalności. Pan Jacek wspomina, że wiklina zawsze go pociągała. – Kiedyś nawet rozebrałem koszyk, ale nie bardzo potrafiłem złożyć go od nowa.  Poszedłem    więc na kurs plecionkarstwa – opowiada. Tłumaczy, że razem z żoną brali udział w wyplataniu największego kosza na świecie, a także muszli koncertowej za domem kultury. Pomagali też przy pracach na deptaku, współtworzyli wigloo. Na pracę na rzecz miasta poświęcali dużo czasu i energii, ale nigdy nie brali za to pieniędzy. Dzięki wiklinie poznali Andrzeja Pawlaka, obecnie pełnomocnika zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Plecionkarzy i Wikliniarzy w Nowym Tomyślu. Ten wspomina, że chciał zaprosić małżeństwo do kolejnej współpracy. Przeraził się, kiedy pojechał do nich do domu i zobaczył, jak żyją. – Postanowiłem pomóc – mówi Andrzej Pawlak. 

Dach budynku był pokryty czerwoną dachówką, której z każdą wichurą ubywało. Sufit przeciekał. W domu nie było łazienki, a jedynie wychodek na dworze. Lata temu, po pożarze stodoły, małżonkowie zrobili dobudówkę, ale jej nie skończyli. Bo zabrakło pieniędzy. A sami nie mogą pracować. Oboje mają pierwszą grupę inwalidzką. Pani Kasia choruje na ZZA, obustronne uszkodzenie nerwów strzałkowych z niedowładem stóp, co utrudnia nawet proste, codzienne czynności. Nie jest nawet wstanie przenieść z pokoju do kuchni kubka z gorącą herbatą. Z kolei pan Jacek zmaga się chorobą układu moczowego. Ma w brzuchu dwie rurki, prowadzące do specjalnego woreczka. – To bardzo rzadka choroba. Gdy lekarz postawił diagnozę stwierdził, że już lepszy byłby rak – opowiada pan Jacek. Przyznaje, że są dni, kiedy z bólu nie może wstać z łóżka. A wszystko wokół siebie musi zrobić sam. 

– Zgłosiliśmy Kasię i Jacka do programu telewizji Polsat, w którym remontują domy – mówi prezes honorowy plecionkarskiego stowarzyszenia Andrzej Pawlak. – Ale nie udało się – przyznaje. Podkreśla, że nie mógł pozwolić na to, by małżeństwo zostało bez pomocy. – Poprosiliśmy o wsparcie członków stowarzeszenia firmy, które przez lata pomagały stowarzyszeniu – tłumaczy. Wymienia, że dzięki temu udało się już zrobić dach, ale i wyremontować wnętrze domu. Są nowe instalacje, zrobione ściany i sufity. Nowy blask zyskała też łazienka, według standardów dla niepełnosprawnych, a na ukończeniu jest też kuchnia. – Trzeba będzie jeszcze pomyśleć centralnym ogrzewaniu i meblach i opale na zimę – podkreśla Andrzej Pawlak, który jest wdzięczny dziesiątkom ludzi za wielką pomoc. Podkreśla, że w tym gronie są strażacy ochotnicy z kilku jednostek oraz burmistrzowie Opalenicy i Trzciela, a także wójt Miedzichowa. Wdzięczni są też pani Kasia i pan Jacek. – Wszystko zaczęło się od pana Andrzeja. Nawet trudno dziś policzyć, ilu ludzi nam pomogło. Dziękujemy… – mówią zgodnie małżonkowie.

JP

Podziel się informacją ...

Zobacz inne

Więcej w News