NewsNOWY TOMYŚL

Dwie osoby nie żyją. Był problem z karetkami. Dyrektor szpitala komentuje2 min na czytanie

News - Dwie osoby nie żyją. Był problem z karetkami. Dyrektor szpitala komentuje - myregion

W niedzielę (5.09.) w Opalenicy, tuż obok ośrodka zdrowia i podstacji pogotowia ratunkowego nagle przewrócił się rowerzysta. Prawdopodobnie doszło do zatrzymania krążenia. Najpierw reanimację prowadzili świadkowie, a później na miejsce wysłano strażaków z Opalenicy, Grodziska Wielkopolskiego i Nowego Tomyśla. Dopiero na końcu przyjechała karetka z sąsiedniego Grodziska Wielkopolskiego. Niestety, mimo wysiłków ratowników mężczyzna zmarł.

Podobna sytuacja miała miejsce wczoraj (8.09.) ok. godz. 13 w Róży (gm. Nowy Tomyśl). W tym przypadku także doszło do zatrzymania krążenia. Na miejsce wysłano strażaków z Nowego Tomyśla oraz ochotników z Róży i Bukowca. Przyleciał też helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, ale mężczyzny nie udało się uratować.

Warto podkreślić, że strażacy mają przeszkolenie z udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy, ale zakres wykonywanych przez nich procedur jest ściśle określony przepisami i znacznie węższy niż możliwości pogotowia ratunkowego – nawet, jeśli strażak- ratownik jest w pełni wykwalifikowanym ratownikiem medycznym. Natomiast LPR od pogotowia ratunkowego różni tylko pilot. Na pytanie, czy gdyby do obu zdarzeń dojechały karetki pogotowia, wynik akcji ratunkowej mógłby być inny, zapewne już się nie dowiemy. Nie sposób jednak nie zapytać, gdzie były karetki, gdy były tak bardzo potrzebne?

Dyrektor szpitala w Nowym Tomyślu Tomasz Przybylski podkreśla, że nie ma problemu z obsadą karetek. – Ratownicy przyłączają się do ogólnopolskiego strajku, ale pracują normalnie. Nikt nie złożył wypowiedzenia, nie mamy też do czynienia z falą zwolnień lekarskich – mówi Przybylski. Wyjaśnia, że karetki udzielały pomocy w innych miejscach. Szpital dysponuje trzema zespołami. Jeden stacjonuje przy szpitalu w Nowym Tomyślu, jeden w podstacji w Zbąszyniu i jeden w podstacji w Opalenicy, a teren, który obsługują jest duży i nie jest niczym nadzwyczajnym, że wszystkie trzy zespoły są zajęte.

– Dlatego to normalne, że w razie potrzeby my jeździmy do sąsiadów, a sąsiedzi do nas. Niestety tym razem doszło do dwóch sytuacji, które zakończyły się tragicznie – mówi Przybylski i podkreśla, że to wynik zbiegu okoliczności i kumulacji wezwań oraz że ustala właśnie, dokąd w tym czasie zadysponowane były nowotomyskie zespoły ratownictwa medycznego. – Szczegóły będę mógł podać wkrótce – mówi Przybylski.

Dyrektor szpitala zaznacza, że za dysponowanie karetek, LPR oraz ewentualnie straży pożarnej odpowiada Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu. O sprawę zapytaliśmy rzecznika prasowego Roberta Judka, czekamy na odpowiedź.

JP

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News