NewsNOWY TOMYŚL

Dwa psy zamknięte na balkonie na siarczystym mrozie. Straż miejska: nie mieliśmy podstaw, by je zabrać3 min na czytanie

News - Dwa psy zamknięte na balkonie na siarczystym mrozie. Straż miejska: nie mieliśmy podstaw, by je zabrać - myregion

Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom Łapa interweniowało na nowotomyskim Osiedlu Północ w sprawie dwóch psów, które zamknięto na balkonie mimo siarczystego mrozu. Jak informują nas przedstawiciele organizacji, o sprawie powiadomiono gminę, a na miejsce pojechali strażnicy miejscy. Nie widzieli jednak powodu do tego, by odbierać czworonogi właścicielom. 

– Przy obecnych warunkach atmosferycznych, po otrzymaniu takiego zawiadomienia, gmina powinna poczuć się zobligowana do tego, by w trybie natychmiastowym odebrać psy – mówi nam przedstawiciel organizacji. – Nie rozumiem działań gminy, bo sprawa była zgłoszona 21 stycznia. Od tego czasu panowały niskie temperatury, a psy mogły zamarznąć – zaznacza członek stowarzyszenia. Wyjaśnia, że z relacji sąsiadów wynika, że zwierzęta przebywały na balkonie dniem i nocą. – I wielkiego problemu nie było, kiedy było lato. Ale teraz? – pyta. 

Przedstawiciel „Łapy” zwraca uwagę, że na balkonie były zamarznięte odchody, a w mieszkaniu smród nie do wytrzymania. – W obecności policji, podczas naszej interwencji, pani kopnęła jeszcze dwa razy jednego z czworonogów – mówi dodając, że z informacji od sąsiadów wie, że sprawa została zgłoszona do Powiatowego Lekarza Weterynarii, który szybko zareagował i kilkukrotnie odwiedził mieszkanie wraz z policją. – Był nakaz poprawy warunków, zapewnienia psom schronienia w mieszkaniu oraz nakaz wychodzenia na spacer. Niestety, nic się nie zmieniło. Dlatego lekarz wydał nakaz odebrania psów – tłumaczy przedstawiciel stowarzyszenia. Zaznacza jednak, że mimo tego, że sprawa trafiła do gminy 3-4 tygodnie temu, nic z tym nie zrobiono. – 12 lutego dostaliśmy błagalny telefon, bo psy nadal były na balkonie. A od straży miejskiej usłyszeliśmy, że nie mają podstawy do tego, by odebrać zwierzęta – mówi członek „Łapy”. 

Arkadiusz Wieczorek, komendant Straży Miejskiej w Nowym Tomyślu, podkreśla, że sytuacja wyglądała inaczej, niż przedstawia ją stowarzyszenie. – Byliśmy w tym mieszkaniu. Psy miały miski z jedzeniem i swoje fotele do spania. Nie przebywały wówczas na balkonie. Nie mieliśmy podstaw do tego, by twierdzić, że są na nim zamykane – tłumaczy Wieczorek. Podkreśla również, że strażnicy podczas interwencji zrobili zdjęcia, które w jego ocenie stanowią dowód na to, że czworonogi nie były w tak katastrofalnej sytuacji, jak opisali członkowie „Łapy”. Zdaniem komendanta, psy były zadbane, ale przyznaje on, że w mieszkaniu panował bałagan. – Dlatego poprosiłem już opiekę społeczną, by przyjrzała się lokatorom – mówi Arkadiusz Wieczorek. 

Szef strażników podkreśla, że w znacznie gorszej sytuacji są psy w jednym z gospodarstw w Starym Tomyślu. – I tam nie widziałem interwencji stowarzyszenia, a sam złożyłem dziś zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa – mówi komendant. Tak samo zrobiło zresztą wspomniane stowarzyszenie w sprawie psów na Osiedlu Północ, co potwierdza st. sierż. Mariusz Majewski z komendy policji w Nowym Tomyślu. Wyjaśnia, że znęcanie się nad zwierzętami jest zagrożone karą 3 lat pozbawienia wolności i dodaje, że postępowanie jest w toku. Psy przebywają obecnie pod opieką wolontariuszy, a o ich dalszym losie zdecyduje sąd.

ŁR

FOTO: Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom Łapa

Podziel się informacją ...
  • 58
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    58
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News