EXTRAFOTONews

Drugie życie drewnianej chaty. „Kiedy weszłam do środka, wiedziałam, że to będzie mój dom”4 min na czytanie

EXTRA - Drugie życie drewnianej chaty. „Kiedy weszłam do środka, wiedziałam, że to będzie mój dom” - myregion

Mieli marzenie o własnym domu. Wiedzieli, że ma być naturalny i ekologiczny. Kiedy postanowili taki wybudować, okazało się, że koszt przewyższa ich możliwości. Zaczęli szukać, opcji było kilka. O chacie w Borui powiedział im kolega. – Kiedy weszliśmy do środka, wiedzieliśmy że to ten – mówi wspomina Agnieszka Zdunek. – Formalności zajęły 9 miesięcy, tyle co ciąża – śmieje się. W tym czasie na miejsce przyjechało wielu specjalistów. Sprawdzali, jaki jest stan więźby dachowej i ścian. – Pukali się w czoło, że chcemy kupić zabytek, ale uznali, że jego stan nie jest zły – wspomina pani Agnieszka. Jak na szpilkach czekali jednak na to, co powie konserwator zabytków, bo osobiście postanowiła wybrać się na miejsce. – Nie spałam dwie noce, przeczytałam wszystkie ustawy związane z zabytkami, żeby przekonać urzędników do naszych pomysłów. Na szczęście, pani konserwator, dla której był to ostatni zabytek, którym opiekowała się przed przejściem na emeryturę, powiedziała, że możemy zrobić wszystko co zaplanowaliśmy. Byle tylko uratować tę chatę – mówi pani Agnieszka. Razem z partnerem – Rafałem, ruszyli z remontem. 

Boruja w gminie Siedlec w latach 70. miała zostać skansenem budownictwa olęderskiego. W miejscowości znajdowało się bowiem wiele drewnianych charakterystycznych dla zabudowy olęderskiej domów, część z nich dzisiaj już nie istnieje. Finalnie do powstania skansenu nie doszło, ale we wsi znajduje się 8 zagród indywidualnie wpisanych do rejestru konserwatora zabytków. W tym pochodząca z drugiej połowy 19 wieku chata Agnieszki i Rafała. Na jej strychu znaleźli nawet piec wędzarniczy. – Zakazano ich budowy w 1830 roku. Dlatego szacujemy, że dom może być z tego roku, choć niewykluczone, że zbudowano go jeszcze wcześniej – opowiada pani Agnieszka. Podkreśla, że z pewnością chata była przerabiana bądź rozbudowywana, bo w podobnych na ogół na belce lub rozecie umieszczało się rok budowy. – W naszej takiej daty nie ma – mówi. Śmieje się, że wielu gości, którzy wchodzą na podwórko łapie się za głowę. – Widzą, ile jeszcze pracy przed nami, ale też podziwiają, co do tej pory zrobiliśmy – wyjaśnia. Razem z partnerem chcą doprowadzić dom do stanu sprzed prawie dwustu lat. 

Prace zaczęli od wyniesienia starych mebli. Nie trafiły one na śmietnik, bo większość będzie odrestaurowana. Później cała rodzina pani Agnieszki zbijała latem gliniane tynki. Nie była to łatwa robota, z chaty trzeba było wynieść około 5 ton gruzu. Kiedy dostali pozwolenie na budowę, z pomocą firmy wymienili belki i fundament oraz go ocieplili. Deski, z których zbudowane są ściany, poddali z kolei piaskowaniu. Prace prowadzone były również na dachu. Część belek trzeba było wymienić, zniknął eternit. Pani Agnieszka przyznaje, że sporo prac już za nimi, ale wymiany wymagają jeszcze okna, gliniany tynk, będzie nowy dach, instalacja elektryczna i ogrzewanie. Nowy blask zyskają też oryginalne deski podłogi, które odnowi stolarz. 

Agnieszka Zdunek cieszy się, że dzięki chacie w Borui, ma własny azyl, miejsce, w którym może się spełniać. Wie, że część sąsiadów sądzi, że razem z partnerem są szaleni, ale narzekać nie może. – Dziś już wiedzą, że jesteśmy pasjonatami. Dużo opowiadają nam o tym domu, przynoszą różne rzeczy, np. stare kafle. Dostajemy też lokalne specjały: jajka, mleko, sery czy ziemniaki. To bardzo miłe – zaznacza pasjonatka. Razem z partnerem nie ma dziś wątpliwości, że za sprawą drewnianej, niepozornej chatki, ich miejscem na ziemi jest Boruja. 

JP

Podziel się informacją ...
  • 74
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    74
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w EXTRA