NewsWOLSZTYN

Czternaście kontroli w dziesięć miesięcy. Wójt Przemętu: Nie mam nic do ukrycia3 min na czytanie

News - Czternaście kontroli w dziesięć miesięcy. Wójt Przemętu: Nie mam nic do ukrycia - myregion

Tylko w tym roku Urząd Gminy Przemęt był czternastokrotnie kontrolowany. Do drzwi pukali pracownicy sanepidu, Archiwum Państwowego, nadzoru budowlanego, strażacy, behapowcy, inspekcja pracy i agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Przyszło też pismo z Sądu Pracy w Grodzisku, bo w przyszłym tygodniu ma się tam odbyć pierwsza rozprawa z powództwa byłego pracownika. 

Wracając do kontroli, część z nich była rutynowa, jak te przeprowadzane przez wolsztyński sanepid. Obierano m.in. jedną z ważniejszych inwestycji, czyli dom dziennego pobytu połączony ze żłobkiem w Błotnicy. Sprawdzano też kąpielisko w Osłoninie i kontrolowano, czy urząd stosuje się do wymogów sanitarnych związanych z pandemią koronawirusa. Czynności rozpoznawcze wykonywali strażacy, a nadzór budowlany, chcąc nie chcąc, musiał wejść do domu pobytu i sprawdzić, czy wszystko wybudowano tak, jak książka pisze. A czego dopatrzyli się w urzędzie pracownicy Archiwum Państwowego? 

Jak wyjaśnia dr Elżbieta Olender, dyrektor Archiwum Państwowego w Lesznie, kontrola była planowa i nie wykazała istotnych uchybień. Sprawdzano m.in., czy przestrzegane są zasady postępowania z materiałami archiwalnymi i dokumentacją niearchiwalna. Zalecono jedynie uzupełnienie „zasobu archiwum zakładowego”. – Takie kontrole są na ogół są przeprowadzane raz na trzy lata, ale w tym roku, ze względu na obostrzenia wynikające z pandemii, przeprowadzono jedynie trzy, w tym w Urzędzie Gminy Przemęt – mówi nam Elżbieta Olender. 

Oszczędni w słowach są za to agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. – Podtrzymujemy, że rozpoczęliśmy kontrolę, ale szczegółów nie podajemy – informuje nas Wydział Komunikacji Społecznej CBA. Nie jest jednak tajemnicą, że w polu zainteresowań agentów jest wspomniany wcześniej dom dziennego pobytu i żłobek w Błotnicy. Agenci zarządali od urzędników wydania wszelkiej dokumentacji dotyczącej przygotowania, przeprowadzenia oraz wykonania tej inwestycji. 

Szerzej w sprawie swojej kontroli zamierza natomiast wypowiedzieć się inspekcja pracy. Sporządzono już dokumentację pokontrolną i jak mówi nam Arkadiusz Jaraczewski, p.o. kierownika leszczyńskiego oddziału Okręgowego Inspektoratu Pracy w Poznaniu, przygotowanie odpowiedzi na zadane przez nas pytania wymaga analizy wspomnianej dokumentacji. 

Czternaście kontroli przez 10 miesięcy to dużo, ale to nie jedyne, z czym mierzy się wójt Janusz Frąckowiak. Jeden z byłych pracowników pozwał gminę do sądu i domaga się wypłaty odszkodowania za bezpodstawne zwolnienie i sprostowania treści świadectwa pracy. Jak mówi nam Katarzyna Błaszczak, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Poznaniu, pierwszą rozprawę w grodziskim sądzie pracy wyznaczono na środę (4.11.). Co na to wszystko wójt?

– Nie mam nic do ukrycia – mówi Janusz Frąckowiak. – Instytucje kontrolujące są od tego, by kontrolować, a ja jestem, byłem i będę za tym, aby urzędy funkcjonowały prawidłowo, zgodnie z prawem – tłumaczy wójt. Podkreśla, że sam powołał w urzędzie kontrolę zarządczą, bo przepisy często się zmieniają. I wyjaśnia, że od części jego decyzji mieszkańcy odwołują się czasami do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, ale te utrzymuje je w mocy.

– Inspekcja pracy nie wykazała żadnych nieprawidłowości, a o CBA jestem spokojny. Nie zrobiłem nic, by świadomie łamać prawo, ale wyznaję też zasadę, że nie myli się ten, kto nic nie robi – zaznacza Janusz Frąckowiak. A sprawa w sądzie? – Od tego jest wymiar sprawiedliwości, aby w przypadku wątpliwości co do przyczyn zwolnienia, takie sprawy rozstrzygać. Ale też nie przesadzajmy. Jedna sprawa w sądzie to niewiele – mówi wójt. I dodaje, że jest gotowy na rozmowy i ugodę. – Bo byłem, jestem i będę człowiekiem dialogu – podkreśla włodarz. 

ŁR

Podziel się informacją ...
  • 9
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    9
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News