EXTRANews

Cieszyłam się, bo nowa mama bardzo mnie kochała. Ale po tej biologicznej została jakaś pustka…5 min na czytanie

EXTRA - Cieszyłam się, bo nowa mama bardzo mnie kochała. Ale po tej biologicznej została jakaś pustka… - myregion

Alicja ma 20 lat i nie pierwszy raz mierzy się z własną tożsamością. Drobna dziewczyna o ciemnych oczach i łagodnych rysach twarzy już na pierwszy rzut oka wzbudza sympatię. Szczery uśmiech kruszy dystans. Nic nie wskazuje na to, że przeszła tak długą drogę. – Rodzice nas oddali. Tak po prostu… Nie wiem, dlaczego? Chyba nie radzili sobie z życiem. Nigdy o to nie zapytałam, a teraz jest już za późno. Mama nie żyje, tato jest w więzieniu… Od lat nie mam z nim kontaktu i nie chcę mieć – mówi wprost. – Nie chcę się czuć porzucona. Wolę myśleć, że zostałam wybrana – tłumaczy.

Alicja i jej brat trafili do domu dziecka, gdy ona miała tylko trzy lata. Matka zaprowadziła ich do placówki. Zostawiła. Przychodziła potem od czasu do czasu, nie zawsze wtedy, gdy obiecała… – Chyba czekałam. Wszystkie dzieci na kogoś tam czekały. Jedne na to, że ich rodzice po nie wrócą, inne na kogokolwiek, kto je pokocha i stamtąd zabierze – opowiada, a uśmiech znika. W domu dziecka Alicja i jej brat spędzili trzy lata. – Nie lubię wspominać tego okresu. To nie było dobre miejsce. Ciągłe kłótnie i walka o swoje. Byliśmy za mali, żeby rozpychać się łokciami, żeby sobie poradzić – dodaje. – Ale to tam poznałam swoją mamę zastępczą. Pracowała tam, a po pracy przychodziła do nas… Myślę, że od początku iskrzyło między nami. Z czasem zaczęła nas zabierać do swojego domu. Na chwilę, na weekendy, na święta – wspomina Alicja. – Pamiętam pierwszy raz. Miałam już pięć lat. Chodziłam i powtarzałam, że to jest mój dom i tu będę mieszkać. To jest moje najfajniejsze wspomnienie. Od początku wiedziałam, że to jest moje miejsce. Mama miała wtedy 26 lat i była jeszcze panną, ale już spotykała się z tatą. Myślę, że to musiała być ich wspólna decyzja, ale to mama złożyła do sądu wniosek o opiekę i zabrała mnie i brata. Dziś myślę, że wzięła na siebie wielką odpowiedzialność, ale podobno byłam słodkim dzieckiem, a miłość nie wybiera. Mama mówi, że to była miłość od pierwszego wejrzenia – śmieje się. – Wkrótce potem był ślub i już mieliśmy nowego tatę – dodaje z uśmiechem.

– W domu rodzinnym było nas sześcioro, a ja i brat byliśmy najmłodsi. Gdy rodzice nas oddali, zostaliśmy rozdzielni. My trafiliśmy do Gościeszyna, a starsze rodzeństwo do innych placówek – opowiada historię, którą – jak patchwork, latami fragment po fragmencie zszywała z zapamiętanych strzępów i łatała cudzymi wspomnieniami. – Były chwile, że czułam się rozdarta. Z jednej strony chciałam wiedzieć o swoich rodzicach jak najwięcej, ale z drugiej byłam już częścią nowej rodziny, w której czułam się bezpieczna i kochana, więc nie chciałam niczego zepsuć. Od początku mam kontakt z krewnymi, ale oni rzadko i niechętnie opowiadają o przeszłości. Nigdy ze mną o tym szczerze nie porozmawiali, a ja nie miałam odwagi pytać wprost. Właściwie do dziś nie rozmawiamy o domu rodzinnym, o tym, co się stało i dlaczego nasze życie tak się poukładało – Alicja przyznaje, że gdy była mała akceptowała tę sytuację i nie szukała odpowiedzi. – Miałam dom, mamę, tatę i tę dalszą rodzinę. Szczegóły nie miały znaczenia. Z czasem zaczęłam rozumieć, że moje dzieciństwo różni się jednak od doświadczeń moich rówieśników. – Nigdy nie ukrywałam przed rówieśnikami, że byłam domu dziecka. Inne dzieci zadawały mi mnóstwo pytań i chyba wtedy zdałam sobie sprawę, że niewiele o sobie wiem. Zaczęły się rodzić moje pierwsze własne pytania o siebie, o to kim jestem? – mówi.

– Mama zastępcza całe życie się mną opiekuje. Jest wspaniała, kochana, cierpliwa, a ja czuję się po prostu jej córką W sumie byłam chyba grzecznym dzieckiem, choć pewnie nie raz dałam jej popalić – śmieje się. – Zdarzało mi się buntować, a nawet czułam się zazdrosna, gdy urodziła mi się młodsza siostra. Sposobem mamy na wszystkie problemy zawsze była rozmowa. To ona pierwsza tłumaczyła mi świat i życie, i do nikogo nie mam takiego zaufania, jak do niej. Czasem się kłócimy, ale szybko sobie wybaczamy. Mamy bardzo dobry kontakt, zresztą tak, jak z tatą, z którym też bardzo lubimy sobie pogadać. Jest między nami silna więź, w którą nigdy nie zwątpiłam, choć było mi ciężko, gdy odszedł brat – wspomina. – Może więcej przeszedł w domu rodzinnymi, więcej pamiętał, bardziej się bał i nie odnalazł się w nowym domu. Był bardzo zdolnym dzieckiem, ale jako nastolatek buntował się i sprawiał problemy. Mówił, że chce wrócić do domu dziecka i wrócił. Wkrótce potem zabrał go do siebie jeden z braci. Martwiłam się, ale wierzyłam, że będzie dobrze. Poradzili sobie. Brat nas odwiedza i wiem, że żałował trochę swojej decyzji, ale dziś jest już dorosły, pracuje i uczy się. Właśnie zdaje maturę – opowiada Alicja. – Nie wyobrażam sobie, jak by się potoczyło moje życie bez rodziny zastępczej. Miałam szczęście i uważam, że każde dziecko zasługuje na taką szansę. Rodzina zastępcza naprawdę może zastąpić dziecku rodziców, dać poczucie przynależności, bezpieczeństwo i wsparcie, którego nie zapewni nawet najlepsza placówka – podkreśla Alicja. – Moja rodzina sprawia, że czuję się kochana i ważna. Ważniejsza od reszty świata – dodaje.

Elwira Iżycka 

Tekst jest publikowany w ramach kampanii społecznej „Dobry rodzic to szansa”

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w EXTRA