EXTRANews

„Byłam tam, skąd niewielu wraca”. Pani Justyna o tym, jak przeżyła własną śmierć4 min na czytanie

EXTRA - „Byłam tam, skąd niewielu wraca”. Pani Justyna o tym, jak przeżyła własną śmierć - myregion

66-letnią dziś kobietę zna wielu wolsztynian. Przez 30 lat pracowała w handlu, obsługiwała mieszkańców i lokalnych polityków, a także lekarzy. – Jednym z moich klientów był nawet pan Rabiega – wspomina wizyty znanego chirurga pani Justyna. To on później dwukrotnie podejmował akcję reanimacyjną, by przywrócić bicie jej serca. – Kiedy spotkaliśmy się po latach, żartował, że Bóg widocznie nie chciał mnie jeszcze w niebie – uśmiecha się 66-letnia wolsztynianka. Zgadza się opowiedzieć historię, gdzie zbiegi okoliczności ciężko logicznie wytłumaczyć. 

Pracę zaczynała skoro świt. Codziennie, prócz niedziel. – Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek na urlop poszła. Sporadycznie zdarzało się, że mąż czy córka w kiosku mnie zastępowali – wspomina i wraca myślami do dnia, w którym jej życie zaczęło się od nowa. Był październik. Chłodny wtorek przed 17. laty. – Wstałam, jak co dzień, o wpół do piątej rano, uszykowałam się i poszłam jeszcze na chwilę do pokoju na piętrze. To, co działo się później, opowiadał mi Kuba, mój syn, który znalazł mnie siną na kanapie. Nie dawałam znaku życia, a serce już wtedy nie biło – wspomina. 

Kuba, syn pani Justyny, miał wtedy 19 lat. Do dziś nie wiadomo, dlaczego był jeszcze w domu, a nie w drodze do szkoły i dlaczego wszedł do pokoju. – Nigdy tego nie robił. Mówił mi później, że coś go tknęło, jakieś przeczucie – wspomina wolsztynianka. Kiedy znalazł ją leżącą na kanapie, natychmiast zadzwonił do ojca krzycząc, że mama nie oddycha. Po niespełna pięciu minutach na miejsce przyjechała karetka. Ratownicy musieli reanimować panią Justynę dwukrotnie. Raz w pokoju, gdzie znalazł ją syn, drugi raz na schodach, bo jej serce zatrzymało się po raz kolejny, kiedy nieśli ją w kocu do karetki, bo z noszami nie zmieścili by się na schodach. – To był szok, bo nigdy nic mi nie dolegało. Wszystkie wyniki badań miałam zawsze dobre. Nawet lekarze nie mogli dojść do tego, jak to możliwe, że tak nagle zatrzymało się moje serce – wspomina 66-latka, którą szybko przewieziono na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej. 

Przez pięć dni przy życiu utrzymywała ją aparatura. Nikt nie wiedział, czy ciesząca się dotychczas dobrym zdrowiem kobieta kiedykolwiek się obudzi. Przełom nastąpił po kilku dniach. – Ocknęłam się w niedzielę popołudniu. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam jakieś lampy i sprzęt. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Nie wiem, co mi się ubzdurało, ale byłam przekonana, że urodziłam dziecko. Zapytałam od razu męża, gdzie ono jest. Uzmysłowił mi, że nic takiego się nie wydarzyło, a rodzina opowiedziała o tym, co się stało – wspomina pani Justyna, która z OIOM-u trafiła na oddział wewnętrzny, gdzie lekarze próbowali ustalić powody zatrzymania akcji serca. – Robili wszelkie możliwe badania, wysyłali mnie nawet do Zielonej Góry i Poznania. Ale wszystko było w normie. Nie wiem, może serce stanęło przez stres, bo czasem o różne rzeczy człowiek się przecież denerwuje – zastanawia się dziś 66-latka. 

– Wiem, że niektórzy mogą psioczyć i gadać, ale ja zawsze byłam głęboko wierząca – przyznaje pani Justyna. – Jestem przekonana, że to dzięki Matce Najświętszej wróciłam do życia. Mam też ogromny dług wdzięczności wobec syna. Gdyby mnie wtedy nie znalazł, dziś bliscy zapalaliby znicze na moim grobie. Może ktoś z nieba kierował wtedy Kubą i kazał mu do mnie przyjść? Ludzie pytają często, czy widziałam jakieś białe światło, czy kogoś spotkałam. Ale co ja im będę kłamać i wymyślać. Niczego nie widziałam, żadnego światła. W mojej rodzinie wszyscy długo żyli. Nawet 115 lat! Może tam, na górze, wiedzieli, że jest za wcześnie i kazali wracać … ? Od tamtej pory żyję inaczej. Doceniam to, co mam, cieszę się życiem. Nie powiem – czasem czymś się zdenerwuję, ale mniej niż kiedyś – mówi 66-latka. Wierzy w to, że życie po śmierci istnieje i każdy ma swój czas. – Mój widocznie jeszcze nie nadszedł – przyznaje na koniec. 

ŁR

Podziel się informacją ...
  • 7
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    7
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w EXTRA