NewsWOLSZTYN

Była szefowa sanepidu Lidia Kwinto zaprzecza zarzutom: Nie zostawię tego bez konsekwencji6 min na czytanie

News - Była szefowa sanepidu Lidia Kwinto zaprzecza zarzutom: Nie zostawię tego bez konsekwencji - myregion

– Zaprzeczam stanowczo, że nie zostałam odwołana. W rozmowie telefonicznej 6 października p. Jadwiga Kuczma – Napierała, dyrektor stacji wojewódzkiej, powiedziała mi, że mam spakować swoje rzeczy, więcej nie pojawiać się w stacji i złożyć wniosek o urlop. Usłyszałam też, że nie zostanę powołana na kolejną kadencję. I o ile kwestia powołania na kolejną kadencję jest wynikiem konkursu, który w dniu przekazywania mi informacji jeszcze się nie zakończył, o tyle odwołanie powinno mieć formę pisemną, a taka nie została dochowana – podkreśla Lidia Kwinto, która zamierza bronić swojego dobrego imienia. 

– Nieprawdą jest, aby jakiekolwiek skargi wpływały na kierowanie stacją, a tym bardziej w czasie, kiedy szefem wojewódzkiej stacji był Andrzej Trybusz. Z pewnością wezwałby mnie do wyjaśnienia, jeżeli do jakichś zdarzeń by dochodziło – mówi była dyrektor wolsztyńskiej PSSE. Podkreśla, że zawsze dokładała należytej staranności w wykonywaniu swoich obowiązków. – Dbałam o komfort pracowników. Oczywiście w granicach, na które pozwalały przepisy – zaznacza Lidia Kwinto. Przypomina, że to Hanna Kurek – zastępca dyrektora WSSE w Poznaniu podczas wizytacji była zachwycona tym, jak funkcjonuje PSSE w Wolsztynie. – Chwaliła czystość, wyposażenie i wspaniałą kadrę. Ale nie ma na to żadnego dokumentu, bo żaden protokół z wizytacji nie powstał – tłumaczy była dyrektor. – Pani Kuczma – Napierała zapewniała mnie, że nie zamierza mnie atakować. I zachęcała, bym złożyła dokumenty na stanowisko powiatowego inspektora. Nie wspomniała o żadnych nieprawidłowościach czy skargach – mówi Lidia Kwinto. 

– Od początku pandemii pracowałam w stacji niemalże 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu. Aby nie obciążać nadmiernie pracowników nosiłam przy sobie telefon alarmowy. Tylko podczas urlopu oddałam go osobie, która mnie zastępowała, ale cały urlop byłam dyspozycyjna. Wspierałam swoją zastępczynię oraz innych pracowników, m.in. tych zajmujących się sprawami higieny dzieci i młodzieży, bo w tym czasie występowały zachorowania w placówkach oświatowych – tłumaczy była szefowa stacji. – Pomagałam w sporządzaniu meldunków. Na 14 dni urlopu, tylko 8 nie byłam w pracy – wyjaśnia. – Dawałam z siebie wszystko. Ale skoro moi przełożeni wymagali ode mnie, aby praca była wykonywana prawidłowo i natychmiast, to ja też musiała tego wymagać. Policzyłam, że od początku pandemii przepracowałam 207 dób pod ciągłą presją, bez odpoczynku. I nigdy nie zostawiłam swojego zespołu bez pomocy. Zawsze byłam z nim – podkreśla Lidia Kwinto. 

Była dyrektor wymienia polecenia Jadwigi Kuczmy – Napierały, które realizowała. – W ciągu kilkunastu minut, oczywiście za zgodą pracownika, oddelegowałam go do pacy w PSSE w Nowym Sączu, do czerwonej strefy. To nie była łatwa decyzja. Płakałyśmy wtedy w stacji i pocieszałyśmy się. Bo tam praca polegała na pobieraniu wymazów w dużych zakładach pracy. Po przyjeździe pracownika postarałam się, aby i on miał pobrany wymaz. Podziękowaniem za to była premia uznaniowa z oszczędności PSSE w Wolsztynie. Ale pani Kuczma – Napierała szybko o tym zapomniała i do ostatniego dnia mojej pracy nie przekazała dodatkowych środków na tę premię, które obiecała – mówi Lidia Kwinto. Dalej wymienia, że pracownicy wolsztyńskiej stacji pomagali też w Ostrzeszowie i Rawiczu. Często do późnych godzin nocnych. – Każdego dnia uczyliśmy się nowych rzeczy. Odbywałam codzienne spotkania z pracownikami, każdego dnia staraliśmy się wszyscy, by wypełniać dobrze obowiązki związane z pandemią. Decyzja pani Kuczmy – Napierały jest dla mnie tym bardziej niezrozumiała, że w lipcu i sierpniu otrzymałam dodatkowe premie. Rozmawiałyśmy zresztą kilkanaście razy. Były to krótkie rozmowy, merytoryczne. W relacjach z Panią Dyrektor WSSE w Poznaniu też nie wyczułam żadnego niezadowolenia z mojej pracy – tłumaczy była szefowa wolsztyńskiej PSSE. 

– Ale czas pandemii pokazał, że nie wszyscy pracownicy mają predyspozycje do pracy, którą wykonują. Starałam się jednak dać im szansę. Mimo tego, że przez te osoby bardzo często pracowałam w moim czasie wolnym, który powinnam poświęcić na odpoczynek i dla rodziny. Musiałam niejednokrotnie poprawiać źle wykonaną pracę. Osoby te były niedokładne i chaotyczne, na co mam liczne dowody – podkreśla Lidia Kwinto. – Upominałam je początkowo ustnie, a kiedy to nie skutkowało, pisałam uwagi, a w ostateczności decydowałam o karach porządkowych. Osoby te nie odwołały się jednak do sądu pracy. Gdyby czuły się skrzywdzone, z pewnością by to uczyniły. Podczas mojej kadencji udzieliłam trzech kar porządkowych dla dwóch osób. Należą one do związków zawodowych. A wyjaśnię, że przedstawiciel tych związków, który otrzymał dwie kary porządkowe, miał najmniejszy wkład w działania związane z zapobieganiem i zwalczaniem Covid-19 – mówi była dyrektor. 

Lidia Kwinto podkreśla, że nikt z nią nie wyjaśniał pisma, które wpłynęło do starosty. Nie wie też, kto je podpisał. Czy są to obecni czy byli pracownicy. – Zawnioskowałam o udostępnienie tego pisma. Otrzymałam je bez podpisów i w tej sytuacji będę musiała wyjaśnić, kto je podpisał, aby ustalić, kto naruszył moje dobra osobiste – zaznacza była szefowa stacji. Podkreśla ponadto, że nieprawdą jest, że w PSSE w Wolsztynie zatrudniana była odrębnie kancelaria prawna, ale faktem jest, że mecenas, który zapewniał obsługę prawną stacji, sporządził opinię. Dotyczyła ona wątpliwości prawnych co do zasadności przyznawania środków finansowych wg wyższego wskaźnika osobom do tego nie uprawnionym. 

– Wobec powyższego stanu rzeczy niezasadne i krzywdzące są twierdzenia o moje złej woli, czy niechęci do podwyższania wynagrodzenia podległym pracownikom. Zawsze dokładałam starań, aby praca moja i mojego zespołu była dobrze oceniana, rzetelna i wykonywana bez opieszałości, więc sądzę, że moja rzetelność i kompetencja po prostu przeszkadzała – zaznacza Lidia Kwinto. Na koniec dziękuje mieszkańcom powiatu wolsztyńskiego – tym, którzy ją znają i wiedzą, jaka jest, za wsparcie w postaci esemesów i maili. – Czytając słowa wsparcia nie raz w moim oku pojawiała się łza. Dziękuję również zespołowi, z którym wspólnie i ciężko pracowaliśmy od początku epidemii – kończy była szefowa PSSE w Wolsztynie. 

ŁR

Podziel się informacją ...
  • 10
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    10
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News