NewsWOLSZTYN

Była sobie ulica. Autor niezwykłej książki o tym, dlaczego Wschowska w Wolsztynie jest wyjątkowa4 min na czytanie

News - Była sobie ulica. Autor niezwykłej książki o tym, dlaczego Wschowska w Wolsztynie jest wyjątkowa - myregion

Wolsztyńska Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Wolsztyn i Uniwersytet Trzeciego Wieku w Wolsztynie zorganizowała spotkanie autorskie z Ireneuszem Rutkowskim, autorem pełnej ciepłego humoru i lokalnej historii książki zatytułowanej „Była sobie ulica”. 

– Urodziłem się w Wolsztynie. Mój ojciec był rzemieślnikiem skromnej branży, malarzem pokojowym. Miał razem z bratem największy w Wolsztynie warsztat malarski, a że obaj mieli znakomite poczuciu humoru, stanowili pod tym względem nadzwyczajny duet – wspomina Ireneusz Rutkowski – ekonomista, który o sobie mówi, że poniekąd jest naukowcem, ale upadek komunizmu był dla niego tak ciekawym doświadczeniem, że nie mógł się oprzeć…”. 

– 13 lat byłem adiunktem w Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Zrobiłem doktorat z ekonomii, z historii gospodarczej, a dokładnie na temat struktury ludności miasta Poznania w latach 1918 – 1978 – mówi jakby od niechcenia. W obliczu szalonych przemian gospodarczych zerwał jednak z karierą naukową i próbował swoich sił w różnych interesach i gałęziach gospodarki, finansów i usług – z NFZ-tem włącznie. – Pojawiło się wówczas tyle ciekawych wątków – zachwyca się tym, o czym dziś zwykło się mówić i myśleć m.in. w kategoriach dzikiej prywatyzacji z pogranicza ciemnej strony mocy. Ale dla naukowca okraszonego zmysłem obserwacji, wrodzonym poczuciem humoru i umiejętnością zamykania w słowach malowniczych obrazów tamtych czasów, było to prawdziwe pole do popisu. – Pisywałem wówczas felietony, artykuły i analizy, trochę bardziej poważne niż moje książki, bo naukowe i popularno – naukowe, m.in. do poznańskiego tygodnika Wprost. Robiłem wiele ciekawych rzeczy, a jak już dokładnie przyjrzałem się czemuś od podwórza, to zmieniałem zajęcie – przyznaje.

– W Wolsztynie mieszkałem do 1973 roku. to znaczy do początku studiów. Mój dziadek pochodził z Rogoźna, ale ojciec urodził się już w Wolsztynie. Mama urodziła się w Kaszczorze, a potem mieszkała w Olejnicy. Ukończyła cztery klasy szkoły powszechnej, chodziła do szkoły boso, a buty wkładała dopiero w szkole, bo szkoda było je zniszczyć. Potem nie pracowała. Zajmowała się domem i dziećmi – opowiada Ireneusz Rutkowski. Sam uczęszczał do miejscowej podstawówki, a potem liceum, o którym napisał w 2010 pierwszą, choć wycinkową, to jednak nieco autobiograficzną, książkę „Dwa dni wolsztyńskiego licealisty”, w której zawarł ciekawe i zabawne historie ze swoich liecealnych czasów. – Zacząłem zbierać wspomnienia dotyczące historii rodziny, żeby mi nie umknęły, a kiedy pochwaliłem się tymi materiałami profesorowi Skowrońskiemu, zaproponował mi napisanie na ich podstawie kolejnej książki – mówi autor. Tak zrodził się pomysł wspomnień o ulicy Wschowskiej. – Ulicy, której już nie ma. Po której została już tylko nazwa, bo połowa została wyburzona pod szpital, a kolejna ćwiartka jest sukcesywnie wyburzana i za chwilę zostaną tu pojedyncze domy – dodaje.

– Wschowska z tamtych lat była jedyna w swoim rodzaju. Mieszkali tu bardzo ciekawi ludzie, dlatego każdemu z nich poświęciłem jeden rozdział. Żyły-były tutaj dwie hrabiny, tajny milicjant piekarz i ormowiec. Była także jedyna w Wolsztynie publiczna łaźnia, cech kominiarzy i… kostnica – wylicza Ireneusz Rutkowski. – „Była sobie ulica” powstała po to, aby te wspomnienia nie umknęły, a jednocześnie jest to opowieść o ludziach i ich czasach pisana z przymrużeniem oka, lekko. Nie potrafię pisać o sprawach osobistych na poważnie – przyznaje.Tekst spodobał się w bibliotece i mimo pandemii udało się wydać książkę – jak podkreśla z zadowoleniem – w ładnej szacie. O Wolsztyn, którego już nie ma, o prawdy i anegdoty o ludziach, których znaliście, a także – koniecznie, o pasje autora – rowerowe męczennice – można było zapytać Ireneusza Rutkowskiego w czwartek (23.09.) w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Wolsztyn podczas wieczoru autorskiego promującego książkę „Była sobie ulica”. My uchylimy tylko jeszcze jednego rąbka tajemnicy… Zamówienie na trzecią książkę dra Rutkowskiego już jest i są materiały, ale jak mówi autor: „Musi być pomysł. To musi być coś z jajem!”. Może to akurat wy macie w zanadrzu anegdoty i wspomnienia, które to „coś” wyzwolą?

EI

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News