NewsNOWY TOMYŚL

Burmistrz zarzucił szefowi plecionkarzy kłamstwa. Jeden z radnych nie wytrzymał i przeprosił prezesa za to, jak jest traktowany6 min na czytanie

News - Burmistrz zarzucił szefowi plecionkarzy kłamstwa. Jeden z radnych nie wytrzymał i przeprosił prezesa za to, jak jest traktowany - myregion

Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Plecionkarzy i Wikliniarzy w Nowym Tomyślu, Roman Bartkowiak, przyjechał na ostatnią na sesję, aby wyrazić rozgoryczenie niezrozumiałym w jego ocenie działaniem władz miasta. Jak podkreślił, skierował już do urządu 14 pism z prośbą o wyjaśnienie niechęci wobec organizacji, której zasługi dla promocji Nowego Tomyśla są ogromne. Przykładem jest chociażby Światowy Festiwal Wikliny i Plecionkarstwa, w którym wzięli ostatnio udział przedstawiciele 75 państw. Włodzimierz Hibner na imprezę nie przyjechał, nie wysłał również żadnego zastępcy. Nie napisał też żadnego listu, w którym witałby przybyłych gości. – To kuriozum – mówił na sesji Roman Bartkowiak.

Prezes stowarzyszenia podkreślał, że działa w nim od początku jego powstania. Zaznaczał, że organizacja światowej imprezy w Nowym Tomyślu rozsławiła miasto na całym świecie i sam wielokrotnie bywał w wielu ambasadach, gdzie wysocy rangą urzędnicy znali gminę właśnie dzięki plecionkarzom. – We wcześniejszy latach współpraca naszego stowarzyszenia z gminą była przykładna, nawet bardzo dobra. Na dobro tej gminy pracowało całe stowarzyszenie, jak i osoby z nim zaprzyjaźnione. Pierwszy moment, kiedy współpraca zaczęła się psuć, miał miejsce podczas trzeciej edycji festiwalu. Wtedy odczuliśmy niechęć do nas ze strony władz – mówił Bartkowiak.

– Nie rozumiem, jak to jest, że gminę stać na procesy, wysokie opłaty dla prawników, a nie stać na znaczek pocztowy. Jak nie stać, to się bierze rower i jedzie. Ja prowadzę gospodarstwo ekologiczne od 17 lat. Owszem, zajmuję się oraniem ziemi, ale jak ktoś do mnie pisze, a ja nie mam czasu odpisać, to chociaż zadzwonię – tłumaczył prezes stowarzyszenia. Zaznaczał, że zachowanie włodarzy jest dla niego niezrozumiałe również ze względu na wytoczenie stowarzyszeniu procesu o wartości odszkodowawczej kilkudziesięciu tysięcy złotych. – Jak to się skończyło, wszyscy państwo wiecie – mówił Roman Bartkowiak. 

Dalej przypominał, że burmistrz doprowadził do powołania drugiego stowarzyszenia. – Stąd myślę, że nie będzie problemu ze zmianą naszej lokalizacji. My nie chcemy się kopać z koniem o pół podkowy. Chcieliśmy jedynie uzyskać informację, w jaki sposób zostaną naprawione szkody nam wyrządzone, w tym m.in. straty finansowe naszego stowarzyszenia. Kurozjalnym jest fakt, że nie uzyskaliśmy pozwolenia gospodarza parku na organizację imprezy masowej w ubiegłym roku. Zwłaszcza, że chyba żaden urząd centralny nie byłby w stanie zorganizować imprezy na 75 państw, a my tego dokonaliśmy. Dlatego chcemy wiedzieć, co mamy robić dalej – zaznaczał prezes organizacji. 

Po jego wystąpieniu burmistrz Włodzimierz Hibner nie od razu odniósł się do stawianych pytań, a przekazał mikrofon mecenasowi. Ten zaznaczył, że głos w debacie zabierają mieszkańcy, a prezes stowarzyszenia mieszkańcem gminy nie jest. Na to wtrącił się Marek Ratajczak, przewodniczący rady. – Mamy podpisy mieszkańców. Poza tym wydaje mi się, że sprawa relacji pomiędzy gminą czy urzędem a organizacjami pozarządowymi powinna leżeć w interesie wizerunkowym miasta. Uznałem, że brak odpowiedzi na tyle pism jest rażący, a kontakt z burmistrzem utrudniony – powiedział Ratajczak, na co głos zabrał w końcu burmistrz. 

– Padło wiele gorzkich słów z pańskiej strony – powiedział w stronę Romana Bartkowiaka. – Na wstępie chciałbym sprostować ewidentne kłamstwa. Stwierdził pan, że nie spotkałem się z sekretarzem UNESCO, a pamiętam nawet nazwisko i spotkałem się z nim na terenie Folwarku Wąsowo. Poza tym mieszka pan w innej gminie, a ja powiem krótko: tu nie ma świętych krów, są przepisy prawa. Jeżeli chodzi o kontakt z burmistrzem, to on jest, są skrzynki podawcze, jest zasada pisemności. Mimo tego, że poprzednia rada była mocno skomplikowana, nigdy nie doszliśmy do tego, że współpraca ze mną źle się układała. To nie jest tak, że nie chcemy współpracować ze stowarzyszeniami. Jeżeli stowarzyszenie chce współpracować, a o gminne pieniądze głównie przecież w tej współpracy chodzi, to ma prawo złożyć wniosek do konkursu – mówił burmistrz.

Dalej zaznaczał, że jeżeli chodzi i imprezę masową, to nie można było rozszerzyć festiwalu na Park Feliksa, bo podlega on dofinansowaniu i w najbliższych latach nie można na jego terenie organizować większych imprez. – Ponadto przypomnę, że w 2015 roku, o ile pamiętam, było podpisane porozumienie i o ile się nie mylę, dostaliście 70 tys. zł. To nie są dla mnie normalne praktyki, bo normalna praktyką jest przystąpienie do konkursu. Powiem jeszcze raz, zmieniły się czasy. Nowy Tomyśl to nie jest dziki zachód, że ktoś pokrzyczy i dostanie. A to, czy jestem na jakiejś imprezie, to moja osobista sprawa. Nie jesteśmy w stanie być na wszystkich imprezach i wszystkich, mówiąc kolokwialnie, zaliczyć – podkreślał Włodzimierz Hibner. 

Do jego wypowiedzi ponownie ustosunkował się Marek Ratajczak. – Pan burmistrz nie odpowiedział na żadne pismo, a odniósł się do litery prawa. Nie było też żadnego spotkania z organizacją po stoczonym procesie – przypomniał przewodniczący. – Nie wiem, o jakich pismach pan mówi. Jeżeli o tych, co docierają do mnie pocztą pantoflową, to bądźmy poważni. Nie będzie się ustosunkowywał do takich kwestii – stwierdził w odpowiedzi burmistrz. Dłużny nie pozostał mu prezes Bartkowiak. – Jeżeli tak mówi pan o prawie, to chciałbym wiedzieć, z czyjego rozkazu przerabiano umowę dotyczącą zamieszczenia materiału reklamowego i co spowodowało, że wybrał się pan na wycieczkę do Chille na wypracowanym temacie naszego stowarzyszenia? – pytał. – Ja ze swojej strony zakończę, bo dyskusja robi się jałowa – skwitował Włodzimierz Hibner. 

Konfliktem pomiędzy władzami a znaną w świecie organizacją wydawał się być zażenowany radny Łukasz Frański. – Miałem okazję współpracować ze stowarzyszeniem jako dyrektor szkoły. Było to dla młodzieży niezwykłe doświadczenie. Dlatego odnośnie całej tej sytuacji, którą wszyscy radni i większość mieszkańców zna, chciałbym powiedzieć krótko: bardzo pana przepraszam – powiedział radny kierując swoje słowa do prezesa Bartkowiaka, za co ten podziękował wiedząc, że niczego od burmistrza się nie dowie.

ŁR

FOTO: Na zdjęciu burmistrz Włodzimierz Hibner w towarzystwie m.in. wojewody Łukasza Mikołajczyka i swoich zastępczyń.

Podziel się informacją ...
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zobacz inne

Więcej w News