NewsNOWY TOMYŚL

Burmistrz Hibner: Staram się wyciągać wnioski z popełnionych błędów9 min na czytanie

News - Burmistrz Hibner: Staram się wyciągać wnioski z popełnionych błędów - myregion

Wyciągam wnioski z popełnionych błędów. Spotkałem się z falą hejtu, ale często krytyka była niesłuszna. Dla mnie zarządzanie gminą jest jak zarządzanie średniej wielkości spółką giełdową. Odpowiedzialność ogromna, a notowania niepewne – mówi burmistrz Nowego Tomyśla, Włodzimierz Hibner. 

Jedna kadencja za panem, do końca drugiej zostały trzy lata. Co pan zamierza w tym czasie zrobić? 

Jest kilka spraw, którymi się zajmuję. Na pewno zależy mi na tym, aby poszerzyć granice miasta. Obecnie Nowy Tomyśl zajmuje obszar niespełna 6 kilometrów kwadratowych. To bardzo mało, bo sąsiedni Grodzisk ma trzy razy taką powierzchnię. Tak mały obszar, jakim my dysponujemy, ogranicza rozwój Nowego Tomyśla, a zależy mi na tym, by miasto się rozwijało. 

Co pan przez to rozumie?

Powiększenie miasta powoduje, że mamy większe szanse w pozyskiwaniu środków z różnego rodzaju programów. Powoduje też, że możemy uporządkować kwestię numeracji, bo obecnie jest z tym problem. Przykładem są m.in. Glinno czy Paproć. Służby nie raz informują, że mają problem z dotarciem do niektórych posesji. Nadanie nazw ulicom i włączenie ich w obszar Nowego Tomyśla ten problem by rozwiązało. 

A kiedy to nastąpi?

To jest długotrwała procedura, a ostateczną decyzję podejmuje Rada Ministrów. Wcześniej muszą się odbyć m.in. konsultacje z mieszkańcami. I my jesteśmy tuż przed tym etapem. Dodam, że temat podejmował także mój poprzednik, ale próba zakończyła się fiaskiem. 

Gmina Nowy Tomyśl to jedna z najbogatszych w Polsce. Pewnie się pan cieszy.

Oczywiście! Zawsze powtarzam, że to gmina z potencjałem, ogromną szansą na rozwój. To też gmina bogata, o czym świadczą rankingi. Jesteśmy wysoko w rankingu Politechniki Warszawskiej i równie wysoko w rankingu Pisma Samorządowego Wspólnota. Moim priorytetem jest utrzymanie rozwoju gminy na dotychczasowym poziomie. 

Rankingi rankingami, ale co z tego mają mieszkańcy?

Wysokie miejsca w rankingach dotyczących zamożności oznaczają, że gmina ma wysokie dochody. Ich źródłem są duże zakłady, które się u nas znajdują, a konkretniej podatek PIT, który dzięki nim wpływa do naszego budżetu. Dzięki temu możemy inwestować i rozwijać miasto. Możemy też rozwijać ofertę kulturalną, a przykładem jest to, co robi dom kultury. Tylko na tę instytucję wydajemy dwa miliony rocznie. Podobnie jest z biblioteką, która w wielu samorządach stawiana jest za wzór. Inna kwestia to oświata – nie tylko budynki, ale i kadra. Inwestujemy w te obszary dzięki temu, że mamy wysokie dochody i to wszystko wpływa później na wyniki w rankingach. 

To wszystko dobrze brzmi, ale pan od lat nie ma dobrej prasy. Dlaczego?

To prawda, zauważyłem (śmiech). W poprzedniej kadencji na pewno miał na to wpływ konflikt między mną a radą miejską. Wchodziłem w ten konflikt, próbowałem sobie wywalczyć jakieś miejsce. Nie ukrywam, że jestem wizjonerem i czasem podchodzę do tematów w inny sposób niż chcieliby tego radni. Zwracam też uwagę na to, gdzie można zaoszczędzić i sprawdzam, co nieprawidłowo funkcjonuje. To wszystko odbijało się później czkawką w prasie lokalnej, gdzie spotkałem się z dużą falą hejtu, w wielu sprawach w ogóle nie pytany o zdanie. Ale muszę jasno powiedzieć, że lubię krytykę, ona jest potrzebna, jeżeli jest konstruktywna. I nie ukrywam, że popełniałem błędy. Przegrałem kilka procesów sądowych. Wyciągam z tego wnioski. 

Idąc do sądu z Nowotomyską Akademią Piłkarską?

Nie ja jestem stroną, a Zakład Gospodarki Komunalnej. To on ma w zarządzie budynku, które przylegają do stadionu. 

Ale to pan ma kontrolę nad tą spółką. 

Tak, mam. I z tego, co wiem, to akademia nie przedłużyła umowy najmu pomieszczeń, były też problemy z płatnościami. Ponadto panu prezesowi NAP-u proponowano wynajem za cenę 10 zł za metr. Z relacji pani prezes ZGM-u wynika, że się nie zgodził i zażądał wyremontowania na koszt gminy zaproponowanych mu pomieszczeń. 

Nie mógł pan po prostu zadzwonić do prezesa akademii, umówić spotkania i wszystko wyjaśnić? Może dziś nie byłoby szumu. 

Mam zbyt szeroki teatr działań, aby o wszystkim wiedzieć i przyznam, że o tym, że umowa wynajmu wygasła, nie wiedziałem. Mam pod sobą wszystkie szkoły, przedszkola, żłobek, trzy spółki komunalne, dom kultury, bibliotekę… . Po to mam prezesów i dyrektorów, by się tym zajmowali. Rolą burmistrza nie jest pilnowanie interesu stron. Poza tym dla mnie poważnym problemem jest to, że brakuje budynków i lokali dla jednostek gminnych. A OPS jest tego przykładem. Mają archiwum na strychu i zaraz pewnie spadnie im na głowy. 

Trudno mi sobie wyobrazić, aby przy stadionie powstało archiwum ośrodka pomocy, kiedy w centrum miasta mamy gmach po policji…

A był pan w środku? To wymaga potężnych nakładów finansowych, a ja od dawna zastanawiam się, by przenieść strefę sportu tam, gdzie jest lodowisko. Bo nie licząc akademii piłkarskiej, stadion obecnie nie funkcjonuje. Niewiele się tam dzieje. Widział pan, jak wygląda bieżnia? 

Widziałem. Napis na bramie głównej z czasów Gierka także. 

Kilka lat temu zorganizowałem spotkanie w sprawie stadionu. Zaprosiłem wszystkich przedstawicieli klubów sportowych. Chciałem się dowiedzieć, co dalej z tym obiektem, wysłuchać propozycji. Ale te spotkanie nic nie dało. Jedni chcieli budować nowy obiekt pod miastem, inni basen. Stanęło w końcu na tym, by modernizować płytę stadionu. Ale to wielomilionowe koszty. I my nie mamy szans, by otrzymać na to dofinansowanie. Temat leży. 

Podobnie jak niektóre kluby sportowe, którym obniżył pan dotacje. 

Podliczyliśmy, ile w ostatnich latach gmina wydała na infrastrukturę sportową. To są miliony. Budujemy boiska, szatnie, remontujemy obiekty. Przykładem jest Boruja Kościelna, gdzie pan Tomasz Matusiak krzyczy, że dostał tylko 500 zł. Ale przed rokiem dostał 18 tys. zł, nie wspominając już o tym, że za 120 tys. zł wyremontowaliśmy obiekt przy stadionie. Tak samo NAP Polonia. W ostatnich latach dostawali duże pieniądze. Do dziś pamiętam sprawę w prokuraturze z 2014 roku i nierozliczone 70 tys. zł dotacji miejskiej na poprzedni klub piłkarski – mam trwały uraz do „zawodowych działaczy”. 

To było dawno. 

Tak, ale dziś ci sami działacze wyciągają ręce po gminne pieniądze. Jak dostają za mało to twierdzą, że zły burmistrz krzywdzi dzieci. A to nieprawda. Jak dzieci chcą trenować piłkę nożną, to w Ośrodku Sportu i Rekreacji jest pracownik z uprawnieniami, który może ich uczyć gry w piłkę. Są też inne kluby. 

A pan jaką dyscyplinę sportową lubi najbardziej?

Szachy! Od dawna to powtarzam. W pierwszej kadencji ustawiliśmy je nawet na Placu Niepodległości i graliśmy! 

To czemu już nie gracie? 

Mamy bardzo dobrą szkółkę, której adepci zdobywają medale na mistrzostwach Polski w swoich kategoriach wiekowych. Notuję coraz więcej porażek nawet z przedszkolakami, więc pora się podciągnąć (śmiech).

Gmina jest dobrej sytuacji finansowej? Mówi pan o zmniejszaniu długu, ale czy to nie powoduje, że inwestycji jest mniej?

W klasycznym modelu tak by było, ale my nie jesteśmy klasycznym modelem. Jak wspomniałem, Nowy Tomyśl jest bogatą gminą. Ja spłacam długi zaciągnięte przez poprzednika. Pamiętam, że byłem zszokowany, kiedy dowiedziałem się, że jeden z kredytów był zaciągnięty na spłatę wcześniejszych kredytów i pożyczek. 

To przecież powszechna praktyka w gminach. 

Dla mnie nie do przyjęcia. Konkretna polityka finansowa gminy i rozsądne wydatkowanie środków spowodowało, że znacznie zmniejszyliśmy zadłużenie. Na koniec 2014 roku wynosiło ono 30 mln, pięć lat później już 17. I mimo tego mamy środki, które możemy przeznaczyć na inwestycje. 

I bierzecie kolejny kredyt…

To kredyt brany proforma. W poprzednich latach też taki zaciągaliśmy, ale nie był uruchomiony. 

Dobrze ocenia pan współpracę z przedsiębiorcami? Radna Krystyna Wilkoszarska apelowała ostatnio, by zacząć rozmawiać z Nowotomyską Izbą Gospodarczą.

Czy organ administracji publicznej powinien współpracować z przedsiębiorcami? Dla mnie przedsiębiorca to strona. Niektórzy startują przecież w przetargach. Nie widzę więc powodu, by się z nimi fraternizować (przyjaźnić – red.). Prawda jest taka, że przedsiębiorcy mogą mówić źle o burmistrzu, kiedy nie uzyskują jakiegoś dokumentu. Jeżeli ktoś funkcjonuje biznesowo, to prędzej czy później musi uzyskać jakieś pozwolenie, czy inny dokument. A dla mnie działanie zgodne z prawem to podstawa. Wyjaśnię jednak, że nie mam żadnych problemów z lokalnymi firmami. Jak przyjeżdżają goście, to zawsze jest możliwość, by oprowadzić ich po zakładach. Ich właściciele nie robią żadnych problemów. Z Phoenix Contact zrobiliśmy nawet wspólną akcję – „Przyłbica dla seniora”. 

Spotkał się pan z przedstawicielami NIG w ostatnim czasie? 

Spotkałem się przed dwoma laty. Powiedziałem, że problemem gminy jest brak terenów pod budownictwo. Zaproponowałem, by wyłożyli pieniądze na fajną akcję promocyjną. – Wy będziecie mieć pracowników, my podatki – powiedziałem. Ale stanęło na niczym. W końcu sami w urzędzie zrobiliśmy akcję „Pracuj i zamieszkaj w Nowym Tomyślu”. Bo zależy mi na tym, by ludzie się tu osiedlali. I znam osoby, które u nas dzięki tej akcji zamieszkały. 

A pan gdzie mieszka? 

Wszędzie! Trochę w Nowym Tomyślu, trochę w Grodzisku, trochę w Wolsztynie… Taki mój Trójkąt Bermudzki (śmiech). 

Planuje pan start w kolejnych wyborach? 

Na pewno chciałbym kilka projektów dokończyć, a mówię tu o parku (kawiarenka, wieża widokowa), czy utworzeniu centrum usług wspólnych. W ostatnich wyborach mieszkańcy pokazali, że nie kupują narracji osób, które są przeciwko dobrym pomysłom. Ale wyniku wyborów nigdy nie można być pewnym. Decyzji jeszcze nie podjąłem. 

Dziękuję za rozmowę.

Łukasz Rogalski

Podziel się informacją ...
  • 109
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
    109
    Udostępnienia

Zobacz inne

Więcej w News