FOTOGRODZISKNews

Myszołów uratowany. Leśnicy dziękują mieszkańcowi Ruchocic, ale mają prośbę2 min na czytanie

0

We wtorek ( 18.01) do leśniczówki w Gninie przyjechał mieszkaniec Ruchocic z „rannym” myszołowem w klatce, którego znalazł pod wsią. Leśniczy Radosław Borowski podjął akcję ratunkową i po skontaktowaniu się z nadleśniczym Dariuszem Szulcem ptak został przekazany do Stacji Badawczej Polskiego Związku Łowieckiego w Czempiniu. 

Leśnicy następnego dnia skontaktowali się z Henrykiem Mąką, zastępcą dyrektora stacji, by dowiedzieć się co dolegało ptakowi i dlaczego nie mógł latać. Henryk Mąka poinformował, że myszołów nie ma żadnych obrażeń, jest w dość dobrej formie i próbuje podlatywać. – Dlaczego ptak nie latał nie wiadomo, być może dalsza obserwacja odpowie na te pytanie. Wstępnie zaryzykowałbym diagnozę, że ptak zjadł coś szkodliwego i z tego taka reakcja – stwierdził naukowiec. 

Podkreślił przy tym, że mimo dobrych chęci i troski mieszkaniec popełnił kilka błędów. Nie powinno się ingerować w taki sposób w życie dzikiego zwierzęcia, które po prostu choruje i jest w trakcie swojej „dzikiej kuracji”. Samodzielne zabieranie zwierząt z ich naturalnego środowiska może je narazić na niepotrzebny stres oderwania od „domu”. – Musimy myśleć także o sobie, gdyż możemy od dzikiego zwierzęcia zarazić się nieznaną chorobą. Nie tylko nietoperze je przenoszą. – wyjaśnia Henryk Mąka.

Jak informuje Tomasz Kałek z Nadleśnictwa Grodzisk Wlkp., leśnicy będą kontaktować się ze Stacją Badawczą PZŁ w Czempiniu i dowiadywać o zdrowie myszołowa. – Dziękujemy mieszkańcowi Ruchocic za troskę i okazane serce. Pamiętajmy jednak, że w takich sytuacjach z dzikimi zwierzętami, zanim podejmiemy działanie, najlepiej zadzwonić w pierwszej kolejności do weterynarza lub leśnika – tłumaczy Tomasz Kałek.

AS

FOTO: D. Szulc, R. Borowski

Podziel się informacją ...

Zobacz inne

Więcej w FOTO